Zła niania. Dobra niania. 6

Pamiętam film, jakiego nie byłam w stanie jakiś rok temu obejrzeć do końca … Wredna niańka siedzi z 3-letnią dziewczynką na kanapie, zaczyna zmuszać ją do jedzenia. Kiedy mała nie chce, jednym ruchem rzuca ją na ziemię, kopie, chodzi po niej… Nie wytrzymałam do końca. Myślałam, aby udostępnić ten film dla przestrogi, ale ostatecznie stwierdziłam, że jest zbyt drastyczny, aby go pokazywać. Być może go widziałyście. Dla tych, które go nie znają, serdecznie odradzam oglądanie. Trzeba mieć do tego silne nerwy…

Obejrzałam film, nasłuchałam się historii, a w końcu sama zatrudniłam nianię. Przez nasz dom przewinęły się trzy. Pierwsza – cztery miesiąca, kolejna – miesiąc i ostatnia – dwa i pół miesiąca. Obecnie jesteśmy bez niani i z niecierpliwością czekamy na godziny adaptacyjne dla Adasia w żłobku, bo ostatecznie podziękowaliśmy paniom do opieki.

Niania wydaje się prostym zawodem, ale nie każdy nadaje się do bycia nianią. Będąc na studiach zajmowałam się półrocznym chłopcem i oddałam mu całe serce. Płacono mi za pracę, a nie za siedzenie. Czytałam z nim książeczki, uczyłam go mówić, razem się z nim bawiłam. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy wybrane przez nas nianie nie miały ochoty na zabawę z Adasiem. Ostatnia w pewnym momencie przestała się odzywać, zanurzona w swojej komórce, zupełnie nie wiedziała co się z nim dzieje. Wszystkie trzy w okresie rekrutacji były zaangażowane, zainteresowane i rozgadane, odpowiedzialne, a do tego biorące pod uwagę to, co mamy do powiedzenia. W krótkim czasie każda z nich i każda na swój sposób zmieniła się w osobę nie słuchającą, olewającą i przede wszystkim nie bawiącą się z dzieckiem.

Od ponad roku powtarzałam wszystkim w koło, że Adaś musi mieć nianię, kogoś z kim będzie chciał spędzać czas, najlepiej taką trzecią babcię. Nie myślałam o żłobku. Również z tego względu, że nie chciałam oddawać do niego zbyt małego dziecka. Teraz Adaś z każdym dniem rozumie coraz więcej, mówi coraz więcej, potrafi też samodzielnie jeść, chodzi od pół roku. Jest gotowy i nie może się też doczekać spotkania z dziećmi, do których coraz bardziej go ciągnie….

Dlaczego tak naprawdę chcieliśmy mieć nianię?

Baliśmy się chorób w żłobku i chcieliśmy skończyć wszystkie szczepienia.

Adaś nie był naszym zdaniem gotowy na żłobek, był za malutki i za mało samodzielny.

Marzyliśmy o interakcji 1 na 1 z nianią, z której będzie mógł czerpać jak najwięcej. Oczami wyobraźni widzieliśmy Panią opiekunkę z którą będzie rozmawiał, bawił się, która będzie mu czytała książeczki i nauczy pierwszych słów… Nie zakładaliśmy, że niania będzie do tego wszystkie sprzątać, gotować i prać, bo miała przede wszystkim i ponad wszystko zając się naszym kochanym dzieckiem…

Pomysł nie wypalił. Tylko czasem się zastanawiam, co by było gdybyśmy od czasu do czasu nie pracowali z domu i gdybyśmy nie byli zainteresowani tym, co robi nasze dziecko.

Ktoś mi ostatnio powiedział, że ma fajną nianię. Pytam się – „Jaka ona jest?”. No fajna, Mateuszek jak jej nie ma woła: „Niania!Niania!”, a dla rodziców to 100% oznaka tego, że niania jest super. Jak przychodzi co do czego dowiaduje się, że niania nie wrzuci do zmywarki nawet swojego kubka, brudne rzeczy wrzuca do szafki z czystymi no i w zasadzie nie jest zbytnio gadatliwa, w sensie z maluchem nie rozmawia… No super, myślę sobie, na 100% spełnia swoją funkcję….

Kolejny przypadek. Znajomi mieli fajną babeczkę, polecali, bo dziecko nauczyła zasad, gotowała, czasem poprasowała, itd. Byliśmy nią zainteresowani, więc sprawdziliśmy temat dogłębnie. Od pytania do pytania i wyszło, ze super niania, wprawdzie gotuje od czasu do czasu obiady, ale na takiej zasadzie, że zabiera Oliwierka do siebie do domu i tam się realizuje kulinarnie. Ciekawe… „A wiecie, co wtedy robi Oliwierek?” – pytam. „No jest z nianią”… No właśnie – jest z nianią i ciekawa jestem, co tam też takiego robi, jak niania pewnie gotuje, posprząta sobie w domu i sprawy pozałatwia. Bo jest i pensja i wszystko w domu ogarnięte. Zanim się o tym dowiedzieliśmy, chcieliśmy ją zaprosić do nas. Dzwoniliśmy 3 razy, za każdym razem powód odmowy był inny. A to, że Adaś nie chodzi, a ona ma chory kręgosłup, a to, że za daleko, a to, że dojazd jej nie pasuje. Oczywiście wyszło ostatecznie, że największy problem to zbyt duże oddalenie naszego domu od domu niani i ona nie będzie mogła obiadów sobie gotować….

Są i nianie oddane, owszem. Ale można je wyliczyć chyba na palcach jednej ręki… Tylko ja po tych moich doświadczeniach i badaniach śmiem wątpić. Pierwsza niania, jaka u nas była, miała super referencje… W końcu (bo taka była gadatliwa) naopowiadała nam historii o tym, jak to kiedyś dziecko zgubiła, a to jak któremuś rękę wykręciła, a to jak wyciągała pieniądze, żeby innemu kupować słodycze. Nieodpowiedzialna i zabobonna, szkołę niań przeszła na swoim ulubionym filmie „I kto to mówi?”… Szczera do bólu, najmądrzejsza na świecie… tylko przy tym wszystkim zaczęliśmy się zastanawiać, co widzieli poprzedni rodzice. Czy mieli zastrzeżenia? Czy ingerowali? Czy być może im to wszystko pasowało? Kolejne dwie również miały referencje, super doświadczenie i wszytko co potrzeba, tylko jak przyszło do zajmowania się Adaśkiem, to jakoś im zapał mijał. Pytam się więc – Czy to my jesteśmy przewrażliwieni czy ktoś po prostu nie wyłapywał tych wszystkich błędów?

Jaka powinna być niania?

Niania musi być osobą pozbawioną nałogów, nie pić i nie palić, być punktualna, szanować prywatność swoich pracodawców. Musi też lubić bawić się i potrafić rozmawiać z dziećmi. Powinna być osobą ciepłą, przy której dziecko będzie czuło się bezpieczne, ale nie powinna wchodzić w rolę rodzica. Ponad wszystko powinna dbać o bezpieczeństwo i dobro dziecka. Jeśli w pierwszej kolejności myśli o sobie, przykładowo na rozmowie interesuje ją tylko pensja, to nie jest to opiekunka dla nas.

Dobrą nianię ciężko znaleźć, a te najlepsze mają już chętnych czekających w kolejce. Portale typu niania.pl oferują masę tzw. „niań”, tylko ja nie mogę potwierdzić, że znajdziemy tam łatwo i szybko dobre kandydatki.

Szukając niani trzeba się uzbroić w cierpliwość. Rozmowy należy przeprowadzać w dwóch etapach, najpierw wstępna dla zapoznania a potem druga, podczas której kandydatka będzie bawić się z naszym dzieckiem. Rekrutacja nie wystarczy, po zatrudnieniu musimy obserwować nasze dziecko i zachowanie niani, bo dopiero wtedy mogą pojawić się niepokojące sygnały. To ciągła praca, w końcu chodzi o dobro naszego kochanego maluszka.

Niania czy żłobek? Oto jest pytanie

W zasadzie mogłoby pozostać bez odpowiedzi, bo zarówno jedno, jak i drugie ma swoje plusy i minusy. Jeśli dziecko nie chodzi i nie mówi, czy jest sens dawać je do żłobka, gdzie opiekunki mają całą grupę dzieci i nie poświęcą mu wystarczająco dużo czasu? Chyba nie. Rozmawialiśmy kiedyś z jedną Panią ze żłobka. Pytamy: „Czy są w grupie dzieci, które płaczą cały czas?”. „No są” – odpowiada. „I co wtedy robicie?” – „No cały czas się nimi zajmujemy?” „A co z tymi, co nie płaczą?” „No zajmują się same sobą”. Fajnie, prawda?

Żłobki są różne, małe duże, prywatne, państwowe, z dopłatą z miasta, bez dopłaty. Który najlepszy? Nie wiadomo. W Państwowym często mamy Panie skostniałe na posadach, nierzadko z super inwencyjnym podejściem do tego, jak by się tu nie na robić. W prywatnych takich nie ma? Niestety pewnie też są. Z kliku wywiadów przeprowadzonych z opiekunkami ze żłobków prywatnych wyłania się też niezbyt ciekawa rzeczywistość. Przykładowo, jeśli w grupie jest 22 dzieci to zamawia się jedzenie dla 11, ot tak, żeby jeszcze i na tym zarobić.

Wielu rodziców bardzo sobie ceni doświadczenia ze żłobkami. Właściwie w ostatnim czasie słyszałam tylko i wyłącznie same dobre rzeczy. Słyszałam tez niestety, że często powodem pójścia dziecka do żłobka, były jak w naszym przypadku negatywne doświadczenia z opiekunkami.

Nianie ciężko też ocenić jednoznacznie. Słyszałam ostatnio opowieść o niani, która zajmowała się bliźniakami do ich czwartego roku życia. Nauczyła ich niesamowicie dużo, łącznie z dwoma językami obcymi. Tylko tej się akurat chciało, kochała to co robiła, a czas, jaki spędzała z maluchami sprawiał jej przyjemność, a nie nudził. Słyszałam o nianiach, które z własnej inicjatywy gotują dzieciom, wysyłają mmsy rodzicom przez cały dzień, żeby informować o tym, co maluszek robi. Niestety słyszałam nieporównywalnie więcej złych historii… A że sami nie jesteśmy zachwyceni swoim doświadczeniem, postanowiliśmy właśnie spróbować z niewielkim, prywatnym żłobkiem. Jak będzie, dopiero zobaczymy. Mam jednak nadzieję, że będzie lepiej niż przez ostatnie miesiące…

Bądź towarzyski, podziel się!