Zakupy z dwójką dzieci. Czy to się może udać? 7

My to jesteśmy optymiści. Udało nam się sprawnie zapakować na zakupy. Przygotowaliśmy absolutnie wszystko, czyste ubrania dla Adasia, majtasy na wszelki wypadek (niby odpieluchowany, ale jednak), suchy i mokry prowiant, nawet aparat, żeby zrobić kilka zdjęć, bo ostatnio nie mamy po prostu kiedy. Razem z Leo, odebraliśmy Adasia ze żłobka (żeby nie trzeba było go zabierać z garażu, w którym uwielbia przebywać, wyszukując przedłużacze i w którym znając życie ugrzązłby na długie godziny). Zadowoleni, pełni wiary, że się uda, pojechaliśmy do galerii handlowej. Lista zakupów była długa, wyjście miało przebiec sprawnie, szybko i przynieść wymierne rezultaty – czytaj, w końcu mieliśmy kupić coś w normalnym sklepie a nie przez Internet.

Jesteście ciekawe jak nam poszło?

Gorzej niż źle. Już na parkingu, ledwo oswobodzony z fotelika Adaś nam uciekł. Chwilę trwało za nim złożyliśmy jeszcze wózek i zapakowaliśmy do niego Leo, ogarniając w międzyczasie pierworodnego, który biegał, pił sok i jadł biszkopty i jeszcze raz biegał, itd. Planowaliśmy wejść centralnym wejściem. Adaś upatrzył fontanny. 20 stopni, a on postanowił się w nich wykąpać. Na szczęście nie wlazł, tylko ręce umoczył po pachy. Po dwóch minutach postanowił zajrzeć do sklepu. Wbiegł. My za nim. Ja gubiąc obcasy (na szczęście nie wózek). Że też genialna wpadłam na tak idiotyczny pomysł. Kiedyś zawsze w obcasach, dzisiaj powinnam mieć najlepsze buty do sprintu. Będę wiedziała następnym razem.

zakupy 2

zakupy z dzieckiem 2

zakupy z dwójką dzieci

zakupy

Adaś. Adaś nie zabawił w galerii długo, tylko znowu z minutkę, po której ochoczo powrócił do fontann. Przypomniało mu się o sikaniu i na środku placu ściągnął sobie spodenki. Na szczęście Tomek w porę go wypatrzył i zaniósł w bardziej ustronne miejsce niż centralne i reprezentacyjne wejście do sklepowego przybytku…

Zakupy z dwójką dzieci 3

zakupy 3

zakupy z dzieckiem 4

Po godzinie zwabiliśmy go w końcu do środka…. na lody. Posiedział 5 minut, po czym stwierdził, że chce kolejne. Których oczywiście nie dostał. Coś mu się nagle odwidziało i wpadł w szał. Chciałam wymienić mu w sklepie buty i już się niestety nie dało… Ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów z bachorem, drącym się w niebogłosy, nieporadnych rodziców, którzy nie umieją utemperować dziecka, albo co gorsza złych opiekunów, przez których biedne dziecko płacze… No nie winię ich, nie każdy rozumie bunt dwulatka, który pod koniec dnia staje się nie do zniesienia, bo nie wie, co ze sobą zrobić i zaczyna się wkurzać o byle co i wszystko jest na nie.

zakupy z dzieckiem

Po aferze w Nike, Adaś wypatrzył „Dzieci”. Uwaga! Manekiny. Na wystawie sklepowej w Smyku! Postanowił je odwiedzić. Mieliśmy mu kupić szorty… zapomnijcie. Najedliśmy się tylko wstydu, bo Adaś za nic w świecie nie chciał zejść z wystawy, na której zaczął opracowywać ceny, a raczej rozpracowywać, wyciągając je z plastikowych stojaków… Dobrze, że ochroniarz był wyrozumiały i udawał, że nas nie widzi… Znowu wabienie. Tym razem na fontanny w drugiej części sklepu. Boże, jak dobrze, że Leo jeszcze wtedy cały czas łaskawie spał, więc jeszcze jakoś ogarnialiśmy Adaśka… Po przejściu całego pasażu Adaś stwierdził, że jest głodny i chce fryty, które notabene jadł raz w życiu, kilka tygodni temu, ale dziecko nie zapomina… No cóż. Ugięliśmy się. Tak tak, my z naszym podejściem do zdrowego żywienia. Zdesperowani, głodni i zmęczeni, sami chętnie zjedlibyśmy jakiegoś junk fooda, byle tylko zjeść, byle odsapnąć, byle tylko przysiąść na chwilę. Szczęście z myślenia życzeniowego nie trwało zbyt długo, bo na środku areału z żarciem galeriowym, znajduje się mini wybieg dla bejbiszonów, żeby sobie mogły poszaleć. Adaś zapomniał natychmiast o głodzie i frytach, i postanowił poskakać po pufach. Leo w tym czasie zdążył się obudzić i dobitnie przypomnieć o tym, że od dwóch godzin nic w paszczy jeszcze nie miał.

plac zabaw 2

plac zabaw

Jedzenie kupione, odebrane, stygnie. Tomek ugania się za starszym małpiszonem, co zdążył już sobie ściągnąć buty i skarpetki i biega tu i tam, raz po pufach raz do fontanny, wszędzie na bosaka. Ja na środku restauracyjnym zasiadam z młodszym, zasłaniam się pieluchą, bo przecie obrzydzam innym żarcie….(ach ta tolerancja w naszym kraju) i karmię … pot mi cieknie po karku, mały się wyrywa, bo próbuje jeść, a brzuszek go boli. Czuję, jak mi gorąco. Kark boli, oczy mam dookoła głowy, bo Adaś jest dosłownie wszędzie… Myślę sobie nigdy więcej ;-)

Jakoś w końcu, w biegu zjedliśmy, dobrze, że nikt się nie udławił, ani my karmiąc czy biegając, ani Adasiek skacząc po pufach z tłustą frytą w ręce… Przeżyliśmy. Postanowiliśmy się rozdzielić. Może chociaż ja zdołam kupić spodenki, bo Adaś ma 10 par i to ciągle za mało. Może Tomek da radę razem ze starszym kupić płyty w Saturnie. Biegnę co sił w nogach, żeby zdążyć. Może jeszcze oprócz szortów, kupię sobie puder. W głowie kiełkuje mi optymistyczna myśl, że coś kupię, że zdążę, a tu już dwudziesta… Wpadam do H&M, oglądam czapki, szortów nie ma, ale Adaś wszystkie czapki ma już dokumentnie usyfione, może więc choć tę czapkę kupię. Szukam, nic nie ma, same skejtowskie ;-) z prostym daszkiem (mi się podobają, ale Tomek ich nie lubi…). Wtem Leo zaczyna płakać. Wybiegam jak oparzona, żeby znaleźć miejsce do karmienia. Gnam, włosy rozwiane. Przez głowę przebiega mi myśl – boże babo, jak ty wyglądasz, kiedy w końcu znajdziesz czas, żeby je zafarbować…. Zapomnij, myślę. Rozglądam się. Nie ma żadnych foteli. Coś w końcu znalazłam, ale tam młode chłopaki ze smartfonami się rozsiadły. Nie ma miejsca dla mnie. Szukamy dalej. Znalazłam coś. Zaczynam karmić. Myślę sobie, zaśnie, odłożę go i pójdziemy dalej. Skąd. Nie śpi, jeszcze mu się ulało, całe śpiochy mokre, czuję, że pielucha do przebrania. Biegnę więc dalej. Szukam miejsca z przewijakiem. Nie słyszę, że w tym czasie Tomek wydzwania do mnie po raz dziesiąty, bo Adaś ochlapał się w fontannie i trzeba go przebrać. Mam. Znalazłam. Widzę fotel, przewijak. Myślę, wreszcie sobie tu odpocznę. Ale gdzie tam. Tomek w końcu dzwoni. Adaś znowu zrobił cyrk na pół galerii. Mokry, zły i wrzeszczy. Ja – ręka w kupie Leona, ten drze się wniebogłosy. Przewijam, ubieram. Nie, w odwrotnej kolejności. Myję ręce, przewijam, ubieram, otulam i lecę na złamanie karku dalej, bo mokry Adaś od klimy się przeziębi. Biegnę, nigdzie ich nie ma. Wychodzę z galerii, widzę ich na horyzoncie. W te pędy lecimy do auta. I na tym kończy się nasz wypad zakupowy.

 Czy coś kupiliśmy? Nic.

Nasze pierwsze zakupy we czwórkę były wręcz niesamowitym przeżyciem. Istne katharsis. Śmiać mi się chce, gdy przypomnę sobie, jakie nadzieje z nimi wiązaliśmy. Jedno jest pewne, mamy niesamowite wspomnienia. Czy nieporadni z nas rodzice? Może. Nie wiem. Na pewno jeszcze nie tak wprawieni w boju, jak powinni ;-) Kiedy znowu? Pewnie niebawem się odważymy. W końcu do odważnych świat należy ;-)

Zakupy z dwójką dzieci 2

Spodnie – Mosquito

Bluzka do karmienia – CoolMama

Buty – DeeZee

Bądź towarzyski, podziel się!