W obronie syryjskich dzieci wyrzuconych przez morze 0

Pamiętam, że w zeszłym tygodniu napisałam tylko znajomemu na facebooku: „Mogłeś nam tego oszczędzić…”. Nie potrafiłam dodać nic więcej. Nie potrafię też zapomnieć, udostępnianych w cudzysłowiowej dobrej wierze zdjęć martwych dzieci uchodźców, w pieluchach, koszulkach, nagich, bezbronnych, które morze zabrało w drodze do lepszego świata. Nie zapomnę zdjęcia człowieka patrzącego na kolejnego, małego Syryjczyka wyrzuconego na plażę. Ja, matka małego szkraba, którego przytulam z czułością, nigdy tych cholernych zdjęć nie wymażę już z pamięci. I nie wybaczę tym, którzy postanowili wrzucić je „w Internet”, gdzie wpadły między kanapką, a ubranko, sweet focie z wakacji, a durne kawały lub/i polityczne naparzanie się przed wyborami. Nie wiem, co mają one zdziałać. Pomóc? Nastraszyć? Przekonać do przyjęcia uchodźców, od których odgradzamy się coraz to szerszym murem?… I tak wiemy swoje. Ciągle czytam: „ Allah jest zły, my mamy innego boga.”, „To podstęp, bo w ten sposób próbują zaatakować Europę.”, „Zaleje nas fala muzułmanów i oni nam pokażą do czego są zdolni”, „Musimy ich deportować”…. Jasne, ten problem jest złożony, nie jest ani biały ani czarny, tylko przy tym wszystkim pęka mi serce…

Uciekając przed złem

Nie potrafię czytać o Syrii, nie szukam więc specjalnie zdjęć i informacji, o tym, co tam się złego dzieje, bo nie chcę odkrywać coraz to gorszych informacji o torturowaniu dzieci, o rozcinaniu brzucha kobietom w ciąży, i o wszystkich innych okrutnych rzeczach … Mam jednak wystarczającą wiedzę na temat tego, co się dzieje, rozumiem sytuację polityczną i jej konsekwencje. Rosnąca fala imigracji, jeśli nie będzie odpowiednio nadzorowana, i owszem może też mieć złe konsekwencje. Ale ciągle myślę o ludziach, którzy stracili tam domy, rodziny, którym ciagle zadawany jest straszny ból i cierpienie. Na pewno woleliby żyć na swojej ziemi w sytuacji bez konfliktu. Nie mieli jednak wyboru, stracili cały dorobek swojego życia, a teraz próbują znaleźć miejsce na ziemi, gdzie będą mogli zadbać o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich. Tylko droga do tego lepszego świata jest niestety ciężka i długa… A teraz Internet zalewa fala zdjęć potopionych dzieci, które odzierają je z godności, uprzedmiatawiają…

Dlaczego w tych uchodźcach nie potrafimy zobaczyć siebie?

Równie dobrze moglibyśmy się znaleźć w podobnej sytuacji, przeprawiać się przez morze w poszukiwaniu domu, z małymi dziećmi, z dorobkiem całego życia spakowanym w reklamówce. Czy gdyby wtedy wydarzyła się tragedia to chcielibyśmy, żeby ktoś w taki sposób pokazywał nasze dzieci, dzielił się tym na facebooku, pisał jak to mu smutno…? Bo czym więc niby jest udostępnianie zdjęć martwych dzieci w Internecie, jak nie odarciem ich z reszty godności? Liczymy na sztuki, ile zginęło, udostępniamy, pisząc jak to współczujemy, karmimy nasze chłonne atrakcji oczy, tragedią innych ludzi. I tak naprawdę stajemy się kolejnym „Faktem”, który nie miał ostatnio oporów przed tym, żeby pokazać na swojej okładce zdjęcie umierającej dziewczynki. Rzecznik Faktu też mówił, że zamieścili zdjęcie w „dobrej wierze”. Tylko zarówno on, jak i my udostępniacze, szczycąc się współczuciem i troską, postępujemy moim zdaniem po prostu źle. Bo czy w ten sposób komukolwiek pomagamy? Nie!

O tragedii trzeba mówić i pisać, ale pozwólmy wreszcie tym udręczonym, utopionym dzieciom, które zginęły w drodze do lepszego świata, odejść w ciszy i spokoju… i usuńmy wreszcie te cholerne zdjęcia z sieci! Wystarczy zdjęcie pustego morza…

 

 

Bądź towarzyski, podziel się!