Serce matki 4

Od kiedy tylko miał się urodzić Leo, od pierwszej chwili, kiedy się o tym dowiedziałam, od pierwszego zdjęcia USG, pierwszego ruchu, kocham go nad życie. A moja matczyna miłość rośnie z każdym dniem, każdą chwilą spędzoną razem, jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. Tak samo jest z Adasiem, który był moim jedynym oczkiem w głowie przez dwa lata. A teraz moją miłość rozdzielam równo na dwa małe serduszka, dwie główki. I nie jest wcale mniejsza, jest większa niż kiedykolwiek wcześniej.

adas

I właśnie teraz, kiedy Adaś zachorował, a Leo ma niespełna dwa tygodnie, czuję się niesamowicie rozdarta między te dwa małe szczęścia. Chciałabym być z Adasiem (a kiedy to piszę jest środek nocy i słyszę jak marudzi na górze), tulić go o snu i głaskać po główce. Niestety nie mogę. Siedzę z Leo piętro niżej, karmię i nasłuchuję. Muszę go chronić, bo boje się, że też się rozchoruje, a jego małe ciałko nie zniesie tego tak, jak organizm 2-latka. I czuję się z tym okropnie. Czuję się tak, jakby moje serce zostało rozdarte na pół. Jak w pierwszym dniu po powrocie ze szpitala do domu, gdy pomyślałam przez krótką chwilę, że cały dotychczasowy świat Adasia runął, że od teraz musi się dzielić mamą i tatą z nowym człowiekiem w naszym domu…. choć w zamyśle z tego podziału dostanie przecież coś więcej, bo będzie miał nie tylko nas, ale i brata. I mimo wszystko, głęboko w duszy, czuję, że to wszystko jest niesprawiedliwe. To moje starsze dziecko potrzebuje teraz nie tylko taty (który jest z nim cały czas), ale i mamy, która ciągle i w kółko karmi jego małego brata.

Dylemat rodzica. Chcemy być doskonałe pod każdym matczynym względem, równo dzielić miłość, zainteresowanie i naszą troskę. A czasem życie płata figle i niestety trzeba wybrać mniejsze zło, aby kogoś małego ochronić…

I zastanawiam się, czy już teraz tak będzie? Czy zawsze będę przejmować się tym, że nie mogę być 100%-ową, idealną, matką, że od teraz moja odpowiedzialność dzieli się na dwoje i już muszę pogodzić się z tym, że czasem się po prostu nie da, że się nie rozerwę?

DSC_1903

To zupełnie nowa sytuacja w moim życiu. I jakoś wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Nie przeszło mi przez głowę, że może być tak trudno. Od tych kilku dni z jednej strony czuję szczęście, bo przecież mam tak wiele, mam już dwójkę wspaniałych dzieci, pełną rodzinę…. z drugiej strony nachodzą mnie też myśli, jak wiele tracę, bo nie mam już tyle czasu, co kiedyś dla Adasia, bo nie widzę jak szaleje z koparką na podwórku, bo nie jestem przy nim, gdy jest chory…. I pewnie znowu potrzebuje czasu, aby się z tym wszystkim oswoić, zadomowić w nowej rzeczywistości, zaakceptować zmiany i raz na zawsze pogodzić z faktem, że mając dwójkę nie mogę być zawsze i wszędzie… Może kiedyś to wreszcie do mnie dotrze…

Czy Wy też tak odebrałyście początek swojego drugiego macierzyństwa? Czy tylko ja jestem jakaś inna ;-)?

DSC_2010

DSC_1953

DSC_1945

DSC_1920

Bądź towarzyski, podziel się!