Punkt widzenia zależy od….. Czyli o spaniu z dzieckiem w jednym łóżku 0

Czytam ostatnio na jednym z durnych portali (musicie wybaczyć ten epitet, ale fala głupich, małpich wręcz przedruków z amerykańskich serwisów parentingowych mnie powala, codziennie widzę te same zdjęcia i tematy we wszelkich możliwych miejscach i każde z nich szczyci się tym, że oferuje mamom prawdziwe newsy, …), że matka przygniotła swoją 8-miesięczną córeczkę podczas snu. Dziecko zmarło, zdecydowanie w wyniku tego, że matka przydusiła je, będąc pod wpływem narkotyków… Artykuł był tak fatalnie napisany, że niestety, ale tym razem nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia, jakiego zapewne spodziewali się autorzy tego cud-przedruku. Dlatego nie pamiętam gdzie go czytałam i nie jestem w stanie Wam tutaj przykleić komentarza, jaki znalazł się tuż pod nim, bo mówiąc między nami to właśnie ten komentarz był iście piorunujący.

Jakaś Pani napisała w nim (mniej lub bardziej cytując) „Matką jeszcze nie jestem, ale Wy-Matki to jesteście idiotki, śpicie z własnymi dziećmi, jakby one łóżek nie miały, przez to nie śpicie ze swoimi chłopami i rozwalacie związki”. More or less cóś takiego…..

Ustalmy jedno

Spanie z dzieckiem nie należy do najbardziej bezpiecznych. Kropka.

Jestem przeciwniczką spania z noworodkami, czy kilkumiesięcznymi dziećmi w jednym łóżku. Utyrałam się niemało przez pierwsze miesiące, wstając w nocy i na siedząco karmiąc Adaśka. Zawsze wtedy coś jeszcze robiłam, czytałam lub pisałam, żeby po prostu nie zasnąć. Najczęściej położyłabym się wtedy do łóżka i zasnęła kamiennym snem. Wyobraźnię mam niestety straszną, a statystyki dotyczące uduszeń dzieci, gdy śpią z dorosłym są naprawdę zatrważające. Wolałam więc chodzić jak zombi, niż beztrosko zasypiać przy moim dziecku. Odrobinę zliberalizowałam podejście, kiedy wróciłam do pracy. Adaś miał może jakieś 8-9 miesięcy, kiedy raz na jakiś czas, gdy budził się w nocy brałam go do naszego łóżka. Po maksymalnie godzinie zawsze odkładałam go do jego łóżeczka. Kosztowało mnie to wszystko znowu sporo wysiłku, bo nie potrafiłam zmrużyć oka dopóki nie zasnął. Z duszą na ramieniu kładłam go do łóżeczka, po czym już po 5 minutach byłam tam z powrotem, bo się budził. I tak w kółko. Szczerze mówiąc dopiero teraz, kiedy Adaś choruje i płacze w nocy, czasem go do nas zabieramy, a że ciąża daje mi się we znaki, zdarza mi się też zasnąć.

Wracając do komentarza

Ja też różne rzeczy myślałam, nie będąc jeszcze matką. Też wydawało mi się, że u mnie będzie inaczej, że z dzieckiem się nie śpi, że jak maluch czasem się wypłacze, to mu dobrze zrobi…. Nie rozumiałam też karmienia dzieci czy przebierania pieluch w miejscach publicznych. Nigdy tego jednak nie komentowałam, po cichu myśląc, że i mnie kiedyś to spotka…. A teraz? Teraz to wszystko jest całkiem naturalne, a tolerancję mam rozciągniętą do granic możliwości…. ;-)

Autorce komentarza szczerze życzę, żeby miała dziecko, które nie będzie się budziło w nocy i z którym nie trzeba będzie czasem w nocy spać. Łatwo się ocenia, kiedy nigdy nie było się w podobnej sytuacji. A dzieci są różne i nasza wytrzymałość ma swoje granice. Zamęczona matka czasem odpuszcza, bo jest to jej jedyny sposób, aby choć trochę odpocząć.

I żeby było jasne – Nie toleruję braku odpowiedzialności u rodziców, którzy piją lub ćpają, lub decydują się na spanie w jednym łóżku z kilkutygodniowym noworodkiem. Rozumiem natomiast, że czasem zmęczenie bierze nad nami górę, że czasem jest tak wygodniej. I to jest ok., ale mimo wszystko powinniśmy brać pod uwagę wiele środków ostrożności. I o tym będzie w kolejnym tekście.

Bądź towarzyski, podziel się!