Priorytety, moje matczyne priorytety…. 0

Pisze to w chwili, kiedy odpowiadam bliskiej mi osobie J, że może w każdej chwili do mnie wpaść, byle tylko wiedziała, że w chałupie panuje bajzel, żeby nie nazwać tego bardziej dosadnie;-)

Standardowy stan, od którego mojemu biednemu mężowi włosy, których nie ma ;-), jeżą się na głowie ;-) Biedny ten mój mąż, że wpada w taki stan, ale już chyba resztki nadziei stracił, że sprzątanie wejdzie na listę moich rzeczy ważnych J Generalnie się dzielimy obowiązkami, czytaj ja gotuję, piekę i robię bajzel, czasem też sprzątam, on buduje, remontuje, i ogarnia. Jednym słowem uzupełniamy się bez zarzutu ;-)

Niestety czorty są szybsze w robieniu rozgardiaszu od błyskawicy i a to rozleją 2 litry wody, a to wywalą wszystkie książki z póki, albo mąkę wyciągną z szafki (nie, póki co im się nie udało jej jeszcze rozsypać……), a to np. rozniosą 2 mega kosze klocków po piętrze. W cichości serca marzę skrycie o iRobocie, który by te wszędobylskie okruchy pozbierał…… Obecnie jednak Leo przymierza się do tej roli ;-)

Kobiety mają podzielną uwagę….

I potrafią zrobić kilka rzeczy na raz. Tak się mówi prawda? Kiedyś też byłam z tego dumna…. Do momentu, kiedy nie przeczytałam kilku książek i nie dowiedziałam się, że mam robić jedną rzecz na raz, jeśli chcę ją faktycznie zrobić dobrze. Jestem zwolenniczką tego, że ma być zrobione, a nie idealne, bo w przypadku matki dążenie do idealności to utopia. Tylko jeśli robisz wszystko jednocześnie, to efekty mogą być marne. Z wyjątkami oczywiście. Bo możesz czytać czy słuchać książki będąc na spacerze, dasz radę poćwiczyć bawiąc się z dzieckiem. Trochę gorzej natomiast wychodzi opieka nad dzieckiem i prowadzenie firmy, negocjowanie lub odpowiadanie na maile biznesowe.

Ja najczęściej robiłam kilka rzeczy na raz. Karmiłam Leona, pisałam tekst, w trakcie którego odpisywałam na maile, zapytania ofertowe i komentarze na Facebooku, jeśli coś mi się przypominało, to sprawdzałam statystyki, projektowałam ubrania, albo pytałam znajomego o budowę strony…. I tak leciała godzinka, gdy miałam szczęście to nawet dwie, a ja na koniec budziłam się, z tekstem napisanym do jednego akapitu, z połową maili bez odpowiedzi, za to np. kupioną nową parą butów, czy rozpoczętą dyskusją w Messagerze. I tak przez tygodnie, a nawet i miesiące….

Zajęta wcale nie znaczy efektywna

Zabroniłam sobie ostatnio mówić, że jestem „zarobiona”, bo z tego zarobienia nie ma nic produktywnego. Poważnie.

Od dziecka mam tendencję do 100 pomysłów na minutę, organizuję więc akcje, piszę blog, projektuję ubrania, sprzedaję Memolę, pomagam innym, konsultuję różne problemy matczyne przez Facebooka, piszę (tak, nawet o pisaniu książki pomyślałam). Do tego piekę i gotuję. Bala bla bla. Kota można dostać, a efektów i tak nie widać.

W przypływie rozsądku jednak, ostatnio zaczęłam ograniczać rzeczy, które robię. Radni Zuckerberg, siostra sławetnego Marka od Facebooka, powiedziała kiedyś (dziwne, że o tym zapomniałam), że kiedy masz 5 rzeczy do zrobienia, to możesz wybrać tylko 3. Nie jesteś w stanie dobrze zrobić tych wszystkich pięciu. Coś tam się pewnie da zrobić, żeby wszystkim dogodzić

ALE

To jest prawda. Bo albo gotujesz jeden gar na ogniu i wtedy masz wrzątek, albo gotujesz ich kilka i otrzymujesz tylko letnią wodę.

Matka nie jest robotem, nie podłączy się do kontaktu i nie naładuje, aby na nowo działać. Nasza energia się wyczerpuje i też musimy odpoczywać. Dlatego nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Bo robienie wszystkiego oznacza w praktyce nie robienie niczego.

Ja wybrałam sobie priorytety. I tak na pierwszym miejscu jest moja rodzina, potem praca, a potem sen. Gorzej, kiedy ten przykładowy wór „praca” jest bez dna, bo potrafię na prawdę wiele tam naładować.

Wracając jednak do sprzątania. Mam dwójkę małych dzieci, gotuję, piszę i pracuję. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Mam listę priorytetów, gdzie o wiele bardziej liczą się dla mnie rzeczy ważne, które mogą być w danej chwili nie-pilne niż rzeczy pilne, ale mało istotne, tzw. zapychacze, jak wyciągnięcie prania z pralki, żeby się nie pogniotło czy zrobienie zakupów w sklepie, bo lodówka pusta. Pilnym może być właśnie też to sprzątanie, kiedy się okazuje, że za 15 minut ktoś ma mnie odwiedzić, a ja na złamanie karku latam po chałupie jak oszalała, chowając ubrania po szafkach czy zamiatając nogą dywan (brudy pod kanapę ;-)).

I taka mnie ostatnio naszła właśnie refleksja. Większość matczynych zadań to sprawy pilne ale nieważne, czasem nawet sprawy nie pilne i nie ważne. Jest ich jednak całe mnóstwo. Czasem tak dużo, że można oszaleć i choćbyś wyszła z siebie i stanęła obok, to i tak wszystkiego nie zrobisz. Bo się nie da. Kiedy jesteś mamą niemowlaka, to dobrze wiesz, że jesteś na każde skinienie palca. Kiedy wracasz do pracy, to oprócz np. przedszkolaka, masz jeszcze obowiązki zawodowe, gotowanie, sprzątanie, czasem też ćwiczenia, wizyty u lekarza, czy wiadomo, jak to bywa wizyty u fryzjera i kosmetyczki na szarym końcu listy. Wiem, nic nie poradzisz na tą ilość. Bo na ilość nie masz wpływu. Na dwie rzeczy jednak masz. Na swoje podejście do tego wszystkiego. I na podział obowiązków w domu.

Wszystkiego nie zrobisz sama. Ok., czasem możesz nie mieć wyjścia. Ale jeśli w domu jest tato, to analizujecie obowiązki i dzielicie się zakresami (tak jak pisałam o tym tutaj>>>>>>>). I priorytety. Są rzeczy z którymi trzeba dać sobie spokój, wykreślić z listy, zapomnieć. Bo jeśli nie masz czasu, aby się nimi zająć, a one ciągle zatruwają Ci życie, to powiedz mi po co one na tej liście są? Żebyś się martwiła, źle czuła, leciała na resztkach oparów? Nie potrzebujesz tego.

Wybierz rzeczy ważne

One zwykle nie są pilne, ale przynoszą długotrwałe efekty. One prowadzą Cię do upragnionych celów. A nie odkurzanie po raz dziesiąty czy umycie okien co miesiąc. Ja wybieram moje dzieci i męża, potem pracę (tu dość szeroko bo i pracę zawodową i blog i BeMam Line) i odpoczynek. Jeśli nie naładuję baterii to niestety ale będę wrakiem człowieka, który nie nadaje się ani do wychowania ani do pracy ;-) A odpoczynek to szeroka przestrzeń, jest w nim i sen, i leżenie plackiem, czytanie książek (jak się da ofcourse, bo czas na odpoczynek nie jest z gumy tylko raczej z centymetrowej, nieelastycznej nici ;-)))), raz na ruski rok muszę zrobić sobie pazurki i zajrzeć do fryzjera. Priorytety! ;-)

A jakie są Twoje?

 

Bądź towarzyski, podziel się!