Pracuję i mam wyrzuty sumienia 4

Macierzyństwo wywraca nasze dotychczasowe życie do góry nogami. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale o ile niewyspanie, brak czasu, i dziecko w centrum świata, są czymś zupełnie naturalnym, zintegrowanym z tym naszym matczynym trudem, o tyle są inne rzeczy, które nie tyle nie są, ale po prostu przestają być takie oczywiste, jak kiedyś.

Wyobraźmy sobie, że masz 30 lat. Przez kilka ostatnich pracowałaś w dużej korporacji. Przeszłaś długą drogę od asystenta, przez specjalistę, a skończyłaś niedawno na managerze. Masz zespół, całkiem fajnie zarabiasz, masz też partnera, w końcu wychodzisz za mąż, a zaraz potem jesteś w ciąży i przychodzi na świat wasze pierwsze dziecko. Mija rok, dodatkowe tygodnie zaległego urlopu i ponownie jesteś w pracy. Niby tak samo, ale jednak zupełnie inaczej. Niby to samo stanowisko, ta sama firma, ci sami ludzie, których dobrze znasz, twoja własna skóra, ale jakoś dziwnie. Twoja uwaga ciągle oscyluje wokół domu, dziecka które zostało z nianią, lub poszło do żłobka. W pracy spinasz się na maksa, wykorzystujesz każdą sekundkę, aby o 16:00 biec na zbity pysk przez zakorkowane miasto do domu, męża i dziecka. W domu dwoisz się i troisz – bawisz z dzieckiem, sprzątasz, gotujesz, pierzesz, wieczorem, jak dziecko zaśnie, nadrabiasz jeszcze zaległości z domu czy z pracy, idziesz spać grubo po dwunastej. Wstajesz przed świtem i na nowo to samo, poranna gonitwa po domu, do żłobka, do pracy. I tak w kółko…..

Jesteś taka sama, jak byłaś? A może macierzyństwo trochę cię zmieniło? Sama nie wiesz, bo chcesz być świetną matką, doskonałą żoną, idealną panią domu. Chcesz też dalej pracować, realizować się zawodowo, czy po prostu pełnić to samo stanowisko co kiedyś i tyle.

Bez względu na wszystko bywają chwile, kiedy masz wyrzuty sumienia. Że jesteś tu, a nie tam. Że chcesz coś osiągnąć w życiu zawodowym, ale coś nie możesz… bo jak to? przecież jesteś matką, nie możesz, nie wypada, nie wiesz, co na to inni, tzn. wiesz – pewnie przykleją Ci łatkę ch….j pani matki ;-)

Co mnie wkurza w macierzyństwie?

No właśnie ten dysonans, czyli sprzeczność, która rodzi niemiłe uczucie. Chciałybyśmy być tu i tu jednocześnie, chciałybyśmy to i to. Chciałybyśmy być idealne w domu i w pracy. Oszaleć z tym można.

Jak to jest?

Świeżo upieczony tato może pracować, najczęściej też nie ma wyrzutów sumienia, nie ma problemu z pójściem wieczorem na kolację biznesową, czy z wyjeżdżaniem tydzień w tydzień w delegację. Nikt o tym nie mówi, ale ten właśnie tato ma szansę na naładowanie swoich akumulatorów. I jeszcze raz – nie czuje się z tym źle….

A wyobraźmy sobie w takiej sytuacji matkę. Po pierwsze jako świeżo upieczona raczej nie przejdzie przez próg pracy (no dobra, poza wyjątkami, ale jest ich tak mało, że nie będę się tym zajmować), w delegację? – nie pojedzie, bo karmi, bo bobas nie uśnie, bo to, bo tamto. W delegację? Nawet z delegacją do sklepu bywa ciężko, a co dopiero do innego miasta czy za granicę. Matka się więc nie ładuje, jest samowystarczalna, ma odnawialne złoża energii, z silnej woli, samozaparcia, i tego wszystkiego co konstytuuje ją jako matkę ;-)

No dobrze. Mija rok. Matka już nie jest taka świeża, jest zaprawiona w boju, dziecię odchowane, czas więc wrócić do pracy. Na delegacje nie chce jeździć, z kolacjami firmowymi też ciężko, bo kto uśpi bejbiszonka?, po godzinach nie zostaje, bo czas odebrać potomstwo ze żłobka. Zapomniałam. Jak dziecię jest chore, to z reguły pada na nią. Dobrze, jak w firmie może pracować na Home Office, gorzej jeśli to nie wchodzi w grę i wtedy nie ma jej tygodniami.

Nie każda z nas będzie się tak czuła. Nie dla każdej praca będzie ważna. Jak zawsze, także i tu napiszę, że jesteśmy RÓŻNE, co wcale nie znaczy, że jedna jest lepsza a druga gorsza. Dzisiaj jednak postanowiłam napisać o tych z nas, które są rozerwane między pracą a domem.

Bo mimo, że mamy XXI wiek, mimo wszelkich zmian społeczno-kulturowych, jakie zaszły na całym świecie, nadal jednak oczekiwania względem matki są inne, ona czuje ten ciężar na sobie, ona chciałaby być dobra w domu i w pracy. Niestety nie zawsze jednak może. Chciałabym zwrócić uwagę na tą niesprawiedliwość, niemiłe uczucie, które niemal każda z nas potrafi w sobie wyhodować – że jest egoistką, bo ma marzenia, bo coś chce, bo np. wraca do pracy i chce w niej dalej coś znaczyć.

Powrót do pracy

Kiedy wróciłam pierwszy raz do pracy, po urodzeniu Adasia, miałam nieodparte poczucie straty. Czułam, że utraciłam dawną siebie, taką, jaką byłam, zaangażowaną, oddaną, pracującą od rana do wieczora, a teraz muszę się spinać i mimo braku czasu, udowadniać innym, że nadal jestem wartościowym pracownikiem. Tak, my matki mamy to do siebie, że czujemy, że musimy innym „udowadniać”, że dalej jesteśmy dobre, bez względu na to ile wrzucimy sobie na barki, a wrzucamy niemało, często więcej niż ktoś inny byłby w stanie znieść.

Czytałam ponad rok temu jeden ciekawy artykuł o matkach, które nie dają już rady, których dążenie do perfekcjonizmu na każdej płaszczyźnie życia wykończyło psychicznie i fizycznie, a niektóre nawet doprowadziło do depresji. To przypomina mi się teraz. Kiedy myślę o nas wszystkich, zaangażowanych, oddanych, tak dobrych w tym, co robimy, że byłybyśmy w stanie przenosić całe góry, ale zbyt często zżera nas poczucie winy, że chcemy coś dla siebie, że chcemy pracować, że mamy swoje marzenia.

Nikt nie odciąży nas, nikt też nie rozwiąże tego dylematu za nas. Możemy więc z nim żyć, pogodzić się, że tak jest i będzie, możemy też próbować lepiej zorganizować nasze życie. Z tym ostatnim jednak uwaga! Nawet jeśli świetnie zarządzamy naszym czasem w domu i w pracy, to bardzo często ostateczny rezultat będzie zależał od interakcji z innymi. Dla przykładu podam pracę. W ciągu 4 godzin intensywnej pracy możesz wykonać całą robotę, na którą pracodawca daje 8, bo na prawdę są świetne techniki, dzięki którym da się to zrobić. Ba, możemy zrobić nawet i 4-godzinny tydzień pracy. Problem pojawi się niestety wtedy, kiedy nasza praca zależy od innych, a my na tych innych nie mamy specjalnego wpływu, czytaj oni nam coś akceptują, podpisują, czy też przygotowują fragment czegoś, nad czym my potem będziemy pracować. A więc wybija 16:00, wszystko już zrobiłaś, a Ci inni mówią Ci, że spotkanie będzie o 17:00 ;-( Zdarza się…..

I co masz z tymi dylematami matczynymi zrobić?

Po pierwsze nie narzekaj! Narzekanie jest najgorsze na świecie, bo obniża nasz nastrój i ciągnie w dół. Masz zakaz narzekania! (Ja też taki sobie dałam!)

Po drugie pomyśl, że nic nie trwa wiecznie. Wkrótce zaaklimatyzujesz się w nowej sytuacji życiowej i zawodowej, lepiej się zorganizujesz i ogarniesz.

Po trzecie – nigdy, ale to nie rezygnuj ze swoich pasji, marzeń i planów. Może nie wszystko od razu, może musisz przeżyć te pierwsze miesiące po powrocie do roboty, zrobić rozeznanie, przyzwyczaić się do nowego układu dnia, aby potem ze zdwojoną siłą zacząć znowu działać.

A po czwarte – Matka – dasz radę! Bo kto, jak nie ty?! :-)

 

Bądź towarzyski, podziel się!