Powroty do dzieciństwa. Oby były to powroty do czasu wiecznej szczęśliwości. 2

Jest upał. 32 stopnie w cieniu. Adaś dokazuje z tatą w basenie, a ja leniwie kołyszę się na rozgrzanej od słońca huśtawce. Nad moją głową wiatr lekko porusza ciężkimi od owoców, gałązkami mirabelki. Za mną niewielka działka, na której dojrzewają warzywa. W nozdrzach czuję, jedyny w swoim rodzaju zapach cebuli, wymieszany z nutą kopru, młodej marchwi i selera. Lato. Chyba najbardziej kojarzy mi się z dzieciństwem. Z moimi dziadkami. Z wyjazdami rowerowymi na pobliskie bajoro, nazywane Żwirownią, z niedopieczonymi rogalami, posmarowanymi rozpuszczonym masłem, ze świeżym mlekiem, prosto od krowy, truskawkami, zrywanymi na polu, drożdżówką babci, marzeniami. I wszechogarniającym poczuciem szczęścia.

Miałam dobre dzieciństwo. Bezpieczne, pozbawione trosk. Przeżyłam je jak dziecko, pozostając dzieckiem. Dopiero w wieku 17 lat zorientowałam się, że dorosłam, że słodki czas dzieciństwa już się skończył. Chciałabym, żeby tego samego doświadczył Adaś. Chciałabym, żeby takie dzieciństwo spotkało inne dzieci. Tylko nie wiem, czy wszyscy dorośli tak do tego podchodzą…

Bezustannie dręczą mnie historie maluchów, będących przedmiotem rozgrywki dorosłych, porzuconych, którym wmawia się, że jedno z rodziców jest złe, albo o których tato lub mama po prostu zapominieli. W zbyt wielu przypadkach dorośli ludzie po prostu nie dojrzali do bycia rodzicami. Traktują dzieci jak kartę przetargową, albo element zemsty na swoim partnerze. Nie myślą o dziecku, tylko o swoich własnych interesach.

Wspomnienia z dzieciństwa

Niedojrzali dorośli, nie zdają sobie sprawy z tego, jakie spustoszenie w umyśle dziecka, czynią ich rozgrywki. Daleka jestem od oceniania, nie powiem też nigdy, że jedna ze stron ma rację, jeśli nie ma ku temu jednostronnych dowodów. Ale mimo wszystko chciałabym dzisiaj napisać, że czas dzieciństwa powinien być czasem spokoju, z dala od trosk, z dala od stresu, na który byt często my-dorośli potrafimy narazić te najukochańsze istoty.

Dzieciństwo trwa krótko. Może kilka chwil, kiedy myślimy o tym, jako dorośli, oglądający się za siebie. W umyśle dziecka, jest to jednak cała wieczność. Chyba każdy z nas pamięta, jak dłużyły się wycieczki autobusem, albo ile trwało oczekiwanie np. na otwarcie prezentów pod choinką ;-).

Dzieciństwo ma wpływ na naszą przyszłość. Niestety tak, bo jaki bagaż z niego zabierzemy, taki też przyjdzie nam rozpakować w dorosłości….

Co dzieje się z dziećmi, gdy rodzice walczą?

Czasem prosimy nasze dzieci o różne rzeczy, mówimy coś do nich, ale mamy poczucie, że nas wcale nie słuchają, „olewają”. Ich słuch wyostrza się jednak o wiele bardziej, w momencie kiedy ‘dorośli’ zaczynają się kłócić. Wtedy cała uwaga koncentruje się właśnie na tym…

Dzieci przykładają szczególną wagę do emocji swoich rodziców. To daje im informację o tym, na ile są bezpieczne. Kiedy dorośli działają destrukcyjnie, poczucie braku bezpieczeństwa, może utrwalić się nawet na całe życie…..

Co się dzieje w małym umyśle, kiedy rodzice się kłócą, kiedy jedno z nich próbuje ‘zawłaszczyć’ malucha dla siebie, kiedy jedno mówi o drugim złe rzeczy, kiedy tato przebywający daleko mówi, że przyjedzie i nie przyjeżdża? Co się dzieje w umysłach dzieci uprowadzanych przez własnych rodziców, ukrywanych, pozbawionych możliwości kontaktu z mamą lub tatą? A jakie spustoszenie mogą wywoływać tak bardzo spowszechniałe nam kłótnie?!

Oczywiście nie o to chodzi, aby wcale się ze soba nie kłocić czy rozwodzić. Czasem nie ma wyjścia. Kłótnie są naturalne. Istota tkwi w sposobie, w jaki rodzice rozwiązują konflikt. Jeśli robią to konstruktywnie, stworzą doskonałe warunki w których dziecko może nabyć odpowiednich umiejętności do radzenia sobie z nieporozumieniami w przyszłości. Jeśli jednak nie zważają na dobro dziecka i nie tylko się przy nim kłócą, ale również robią inne rzeczy, jak nieumiejętnie dzielą się opieką po rozwodzie, obmawiają sie nawzajem przed dzieckiem, zabraniają kontaktu, używają agresji fizycznej i słownej (jak uderzanie, popychanie), unikają siebie nawzajem, itp., wówczas takie działania będą miały negatywne skutki w przyszłości.

Dzieci nie przyzwyczajają się do kłótni i złego nastroju w domu….

i prawdopodobnie już półroczne maluchy potrafią zarejestrować u swoich rodziców negatywny nastrój. Wiele badań pokazuje, że dzieci w wieku przedszkolnym, przeżywające stres w domu, o wiele gorzej radzą sobie z adaptacją do nowego otoczenia. Stres w domu potrafi odbić swe piętno nawet w umyśle 18-stolatków…..

W momencie, gdy rodzice czynią z dzieci „członków” swoich rozgrywek, mogą stać się one niespokojne, zrozpaczone i mieć zachwiane poczucie bezpieczeństwa.  Niektóre z nich zamkną się w sobie, inne będą reagować ekspresją negatywnych emocji, agresją lub będa miały problemy w szkole. Mogą również pojawić się zaburzenia snu i problemy zdrowotne, częstrze choroby, bóle głowy i brzucha. Stres, jaki przeżywają, może negatywnie wpływać na zdolność do koncentrowania uwagi i trudności w nauce. Większość dzieci wychowywanych w warunkach konfliktu lub/i destrukcyjnych zachowań rodziców, będzie miało problemy z tworzeniem zrównoważonych, zdrowych relacji z rówieśnikami. W takiej sytuacji nawet relacje pomiędzy rodzeństwem mogą być naruszone. Bracia i siostry staną się albo zbytnio nadopiekuńczy wobec siebie albo odlegli i zdystansowani.

Jako rodzice popełniamy wiele błędów

ale nikt nie oczekuje od nas doskonałości. Chodzi jedynie o to, abyśmy mieli tzw. wgląd, w to co robimy i abyśmy rozumieli, jaki może to mieć wpływ na nasze dzieci. Ten „wgląd” to nic innego jak umiejętność spojrzenia z dystansem na nasze zachowanie, a także zdolność przyznania się przed samym sobą do własnych błędów. Lubię jedno porównanie. Choć nie jest być może szyte na miarę do opisywanej sytuacji…. Alkoholik nigdy nie będzie leczony, dopóki nie przyzna się do tego, że jest chory. I musi zrobić to z pełną świadomością. Jeśli tego nie zrobi, terapia nie ma sensu, bo przecież nie ma co leczyć, jeśli uważa, że jest „zdrowy”. Umiejętność trzeźwej oceny sytuacji, a także dostrzegania tego co jest złe, również, a może przede wszystkim po naszej stronie,  jest właśnie takim swoistym „wglądem”.

Niestety wielu rodziców nie ma tego wglądu. Zbyt wiele dzieje się złego. Co chwila słyszę historie. O ojcach, którzy pakują swoje żony i wyrzucają z jednym dzieckiem z domu, podczas gdy to „mniej problematyczne” zatrzymują dla siebie. O rodzicach, którzy w złości na partnera porywają własne dziecko, a potem miesiącami lub i latami ukrywają się z nim po różnych zakątkach świata. O rodzicach, upokarzających siebie, próbujących odebrać sobie prawa rodzicielskie, ograniczających widzenia… A w końcu i o takich, co ciągle się kłócą…..

I chciałabym tym wszystkim mądrym rodzicom zadać jedno pytanie: „Czy choć przez chwile zadali sobie trud, i zastanowili się, jaki to wszystko ma wpływ na ich dzieci?” W złości, w zacietrzewieniu, w stawianiu sprawy na swoim, emocje biorą górę, a na znaczeniu traci to, co jest na prawdę ważne.

Pamiętajmy o tym. Dajmy naszym pociechom dobre dzieciństwo. I nie o zabawki tutaj chodzi, tylko o miłość i poczucie bezpieczeństwa, które są dla nich najważniejsze.

Bądź towarzyski, podziel się!