Półtoraroczne dziecko w oknie życia 5

Wracam do tego tematu, bo ciągle nie daje mi spokoju. Bo może kiedy wreszcie przeleję trochę emocji na ten wirtualny papier, to w końcu jakoś „przepracuję” tą sytuację i nie będę już tyle o niej myśleć…. (w co mimo wszystko niestety wątpię….)

Kilka tygodni temu czytam na gazeta.pl: „1,5 roczne dziecko pozostawione w oknie życia”. Pod spodem zupełnie bez emocji: „To pierwszy przypadek tak dużego dziecka pozostawionego w oknie życia. Matka 1,5-rocznego malca pozostawiła list do sióstr boromeuszek, które opiekują się oknem”. W rzeczywistości, jak się później okazało, było tak, że matka przyprowadziła dziewczynkę prosto do sióstr i mimo zaoferowanej pomocy, odmówiła zabrania jej z powrotem do domu, tym samym zrzekając się praw rodzicielskich….

Od tamtej pory minęło już sporo czasu, a nadal na samą myśl o tej sytuacji ogarnia mnie przerażenie. Adaś ma 21 miesięcy. Mówi, śpiewa, jest najszczęśliwszy na świecie, jak odbieramy go ze żłobka lub gdy wracam z zakupów i ochoczo przegląda torby, które nazywa prezentami. Kiedy budzi się w nocy na przemian woła „Tatuuuuś lub Mamusiaaaa”. Jest naszym życiem, my jesteśmy jego życiem i całym światem, jaki go otacza. Zna żłobek, panie i dzieci w żłobku, ale to my dajemy mu bezpieczeństwo, to nas woła, gdy dzieje mu się krzywda. To na nas zawsze może liczyć… To w końcu z nami czuje największą więź…

Nie potrafię się powstrzymać i wyobrazić sobie dziecka w wieku Adasia w oknie życia. To głupie, ale nachodzą mnie myśli, czy to dziecko wołało za mamą, która je zostawiła? Czy płakało?, co czuło? Czy matka skłamała i powiedziała, że zaraz wróci? Czekało/ czeka na nią? Boże, nie wiem i nie potrafię o tym myśleć, nie mając ciągle łez w oczach. Zawsze byłam wrażliwa, ale odkąd zostałam mamą, jestem jeszcze bardziej wyczulona na krzywdę, jaka spotyka dzieci. Ta sprawa nie daje mi spokoju.

Myślę o matce. Co się takiego musiało stać, że po 1,5 roku zdecydowała się na tak radykalną decyzję? Co czuła? Bała się o nie? Była chora i obawiała się, że stanowi zagrożenie dla swojego własnego dziecka? A może sama chroniła je przed czymś, przed kimś? Nie wiem, nie potrafię jej ocenić. Nie znam sytuacji, choć pewnie chciałbym ją zrozumieć lepiej, aby być może dostać racjonalne wyjaśnienie dla tego, jakże nieracjonalnego dla mnie czynu.

Znowu myślę o dziecku. Zabrano jej wszystko, co dawało jej fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Mamę, dom, zabawki. Kiedy będzie już dorosłą kobietą, nie przypomni sobie dnia, kiedy została opuszczona. Nasze wspomnienia, dotyczące dzieciństwa zaczynają się od etapu 3-4 lat. To, co dzieje się wcześniej może jednak w istotny sposób wpływać na naszą psychikę, poczucie bezpieczeństwa, równowagę emocjonalną, zamknięcie się w sobie, na otaczający świat. W momencie opuszczenia, ta dziewczynka potrzebowała kogoś, kto da jej poczucie stabilności, kto będzie w stanie zbliżyć się na tyle, aby pojawiła się więź. I cały czas o tym myślę, mając nadzieję, że była tam wtedy taka osoba, która potrafiła jej te uczucia ofiarować.

Matka została publicznie napiętnowana, bo tak zazwyczaj robimy nie znając szczegółów, powodów, i całej historii. Nie raz już pisałam, że łatwo się ocenia innych, kiedy nie mamy całkowitego obrazu rzeczywistości. Ja tej kobiety nie oceniam, choć mimo wszystko bardzo współczuję. Może nie przemyślała do końca swojej decyzji, a może nosiła się z tym zamiarem od bardzo dawna, może nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji swoich działań, a być może wręcz przeciwnie – sama przeszła gehennę decydując się na ten krok, może nie miała wyjścia, może „musiała” orzed czymś chronić własne dziecko… Nie wiem. Chciałabym, żeby nie było więcej takich sytuacji, podobnie jak chciałabym mieć pewność, że żadnemu dziecku, nigdzie, w żadnej rodzinie, nie stanie się krzywda. Niestety nie mam takiej pewności i nigdy nie będę mieć. Czasem nachodzi mnie myśl, że gdzieś TAM mogą być tysiące dzieci, które w danej chwili cierpią, które ktoś porzuca, krzywdzi, pozbawia życia… I to pewnie nigdy nie da mi to spokoju…

Bądź towarzyski, podziel się!