Oprawcy dzieci 0

Powiedz mi, co trzeba w głowie mieć, aby z zimną krwią skatować noworodka? Jak bardzo zimny i martwy w środku jesteś, jeśli tak okrutnie potrafisz znęcać się nad słabszym? Co sprawiło, że nie czujesz kompletnie nic, kiedy umiera przez ciebie dziecko?

Jesteś katem

Pewnie nigdy nie dotrze do Ciebie, że jesteś zły. Pewnie mechanizmy obronne zrobią swoje, a ty wyjdziesz z tego cało. Nawet kiedy wszystkie gazety będą o tym pisać, a potem wszyscy się od ciebie odwrócą i zapanuje w celi mrok, ty przejdziesz nad tym wszystkim do porządku dziennego. Założysz buty, zjesz obiad, podłubiesz w nosie i pomyślisz sobie, że masz to wszystko gdzieś. Twoje skostniałe serce nie czuje nic, skrucha jest mu obca, sumienie tam nie zagląda, nie wie, co to refleksja, nigdy nie zaznało poczucia winy. Na sali sądowej powiesz, co cię wkurzało i tyle. Nigdy nie zrozumiesz, że jesteś zwyrodnialcem i katem, nigdy do ciebie nie dotrze, że nie potrafisz nad sobą zapanować, że jesteś słaby, że tak naprawdę już przegrałeś ….

Nie będę się głowić nad tym, co uczynił ci ten mały człowiek, którego zakatowałeś dziś na śmierć. Nie zrobię analizy. Bo bez względu na wszystko nie ma dla ciebie usprawiedliwienia. A kara powinna być najsurowsza z możliwych. Mówią, że jesteś psychopatą… A wiesz, co ja myślę? Że nim nie jesteś, a popełnienie takiego czynu bez symptomów choroby psychicznej to oznaka, że jesteś jeszcze bardziej winny….

Żałuję, że nie ma metod, które potrafią wpłynąć na Twój mózg, otworzyć go, pobudzić neurony i sprawić, że dotrze do ciebie w końcu, jak bardzo jesteś zły(a).

Bo powiedz mi, jak to jest? Jak to jest, że po zamordowaniu dziecka potrafisz spokojnie, jakby nigdy nic zasiąść przed komputerem i grać w te swoje gry? Albo otulić martwe dziecko w koc i zawieźć do szpitala? Powiedz mi jak to jest – zjeść spokojnie kanapkę po tym, jak rzuciłeś małym, kruchym człowiekiem? Albo czekać spokojnie j to dziecko umrze….?

Próbuję zrozumieć i nie potrafię. Próbuję zanalizować, choć tak naprawdę nie chcę… Za każdym razem, kiedy czytam o kolejnej ofierze, nie potrafię zapomnieć. Nie śpię i myślę. Chciałabym być w stanie powiedzieć, że to nie prawda, że nic się nie stało, że żadnemu następnemu dziecku już nigdy nic się nie stanie …..

Ale nic się nie zmienia. Mijają tygodnie, miesiące lata, a ty zamieniasz życie kolejnego dziecka w koszmar…

Dla ciebie nie mam przebaczenia….

Subiektywna analiza psychologiczna oprawcy

Płacz noworodka jest skonstruowany w taki sposób, aby był natrętny i denerwujący i skłaniał do działania. Dzięki niemu dziecko nie umrze z głodu czy z zimna, a jego podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone. Tak powinno być w każdej, standardowej, normalnej sytuacji.

Kiedy jednak mówimy o patologii. Ten przenikliwy i częsty płacz, stawia dziecko w niebezpieczeństwie.

Słyszymy o bitych, potrząsanych, rzucanych noworodkach. Czytamy o urazach ciała, o jakich nigdy nie chcielibyśmy czytać. O torturowaniu dzieci, długotrwałym znęcaniu się, biciu latami, aż do ich śmierci…. Odnoszę wrażenie, że jest tego coraz więcej. Nie potrafię wymazać z pamięci, nie mogę tego dłużej znieść.

Mimo tego co myślę, całej złości na niesprawiedliwość i zło tego świata, często zastanawiam się nad przyczyną.

Jest więc ewolucyjnie uzasadniony płacz, głód, kolka lub mokra pielucha. Może być bunt dwulatka i typowe dla tego okresu zachowania. Obrazu dopełniają nieporadni, nieodpowiedzialni ludzie, którzy nie potrafią się tym dzieckiem zaopiekować, którzy nie rozumieją, że to typowe zachowanie. Ci ludzie nie potrafią panować nad własnymi emocjami. Są słabi, zubożali emocjonalnie. Nie potrafią zbudować inaczej swojej pozycji, jak tylko poprzez użycie siły. Jedynym więc sposobem na rozładowanie jest przemoc.

Katowanie dzieci zdarza się bardzo często w łatanych rodzinach, wtedy sprawcą jest konkubent. Ofiara często nie jest jego dzieckiem, nie wiąże go z nią żadna więź emocjonalna, więc płacz takiego dziecka wywołuje w nim furię. Na prawdę nie wiem, jak to jest, że w wielu przypadkach matki nie potrafią tych dzieci obronić, wychodzą z domu, zostawiają je „pod opieką” oprawcy, albo tygodniami czy miesiącami pozwalają na eskalację przemocy. Wchodzimy tu w jeszcze większą sieć zależności, uległości, strachu, wyuczonej bezradności czy nawet objawów syndromu sztokholmskiego. Przyczyn jest wiele.

Oprawcami są też matki czy babki. Dzieci duszone po porodzie, zostawiane w wiadrze w zimnej sieni, skatowane i czekające na śmierć…. Piszę o tym więcej, niż bym chciała, bo ból, jaki w sobie noszę nie daje mi żyć, jest nie do zniesienia.

Ciągle się zastanawiam, co zrobić? Jak temu zapobiec? Jak uchronić dzieci? Jaki system, jaką kontrolę, jaki poziom świadomości i odpowiedzialności społecznej musielibyśmy mieć, żeby więcej się to nie zdarzyło?

To niestety trudniejsze niż nam się wydaje….. My dalej jesteśmy w błędzie. Dalej jeszcze w społeczeństwie króluje myślenie o układzie patriarchalnym, w którym to rodzice mają racje, a jak dziecko jest nieposłuszne, to mogą je karać. Wstyd mi za naszą obojętność, za brak zainteresowania i lenistwo, kiedy trzeba zainterweniować. Jesteśmy współwinni. To, że nie bijemy wcale nas nie rozgrzesza. Bez względu na to, co nam się wydaje i jak dobrzy staramy się być, za każdym razem, kiedy udajemy że nie słyszymy, kiedy patrzymy i nie widzimy, kiedy jesteśmy obok, ale nie interweniujemy ….. na naszych rękach pojawia się czyjaś krew.

Nie bądźmy obojętni. Tu liczy się nasza uwaga i nasze ZAINTERESOWANIE. Dzieci bez naszego udziału się nie obronią…..

Bądź towarzyski, podziel się!