Gdzie podziali się ojcowie? 1

Na dziewięcioro niepełnosprawnych lub ciężko chorych dzieci, tylko z jednym zostanie w domu ojciec. Reszta ucieknie. Najczęściej więc praca z wymagającym dużej opieki maluchem spada właściwie tylko na jego matkę. Dziwi mnie trochę ostatnio oskarżycielski język bezdzietnych mężczyzn, którzy mówią, że „aborcja to samo zło, a dziecko przecież można oddać do adopcji”. Ci sami mężczyźni nazwą dziecko z Zespołem Downa – „Dałnem”, a chorujące na porażenie mózgowe „Roślinką”. Są więc „poprawni” w każdym calu…. Na marginesie to bardzo ciekawa perspektywa dla żon i matek ich przyszłych dzieci…. Polak niestety zbyt często jest pewny tego, że coś go nie będzie dotyczyć….

ALE znam też ojców, którzy sami wychowują ciężko chore dziecko i świetnie sobie z tym radzą. Oddani, skupieni, dają z siebie wszystko. Niektórzy z nich są z tym zupełnie sami. Jest ich niewielu…. Znam też niestety zbyt wiele matek pozostawionych samych sobie i historii, gdzie kobieta rezygnuje z pracy, aby zająć się rehabilitacją dziecka. A potem pozostaje bez środków do życia i bez szans na nowy związek…

Czarne marsze

W minionych tygodniach całą Polskę poruszyła fala czarnych marszy. Często nadintepretowanych przez każdą ze stron. Idące w nich kobiety nazwano morderczyniami i zwolenniczkami aborcji, a te które w nich nie szły obrończyniami życia. A przecież nie o to tu chodziło…..

W obronie wolności

Dla mnie #czarnyprotest był obroną naszej kobiecej wolności w Polsce, walką o prawo do samostanowienia o sobie, o decydowaniu nie tylko o ciele, ale przede wszystkim o własnym życiu. To nie o aborcję tutaj chodzi, nie o usuwanie dzieci, tylko o życie i prawa kobiet, a to, co każda z nas zrobi lub chce zrobić, powinno być sprawą jej sumienia. Oczywiście w granicach rozsądku, ale myślę, że każdy z nas jest istotą myślącą, potrafiąca odróżnić dobro od zła. W głębi duszy wierzę w ludzi.

Pojawia się jednak problem….

Marsze dotyczą tylko kobiet

W przedziwny sposób brakuje w nich zaproszenia dla mężczyzn. Jakby problem ich nie dotyczył, jakby ciężko upośledzone dziecko było potem brzemieniem tylko dla jednej ze stron. Jakby niechciana ciąża należała tylko do kobiety. Jakby to ona przez resztę życia miała być odpowiedzialna za losy dziecka. Najciekawsze, że zarówno przeciwniczki jak i zwolenniczki marszy głoszą hasła, że : „Żaden facet nie będzie nam mówił, co mamy robić….!!!”.

Ojców brak

Nie zaproszono ich. Zostali wymazani z haseł demonstracji. Odmówiono im udziału. Wszystko, co się teraz dzieje, odbywa się tak, jakby ich nie było, jakby nie odgrywali w tym wszystkim żadnej roli, jakby ich to nie dotyczyło……

Można powiedzieć – sami sobie nagrabili…… W końcu to oni porzucają matki z chorymi dziećmi, to oni wycofują się, to w końcu oni o niechcianej ciąży często mówią: „Sama tego chciałaś….”

Przez długie lata jako społeczeństwo budowaliśmy obraz ojca nie zaangażowanego w życie rodziny, wycofanego, nie umiejącego się zająć dziećmi, nieodpowiedzialnego, który winą za wszystko, nawet za upośledzenie i chorobę dziecka, obarcza kobietę.

My – Kobiety same jesteśmy sobie winne. Niestety. To my często wymazujemy mężczyzn z listy wychowawczych odpowiedzialności. Robimy to mniej lub bardziej świadome. To My-Matki chowamy chłopców za których przejmujemy obowiązki, tak że w ostatecznym rozrachunku nie poczują się oni odpowiedzialni za swoje dzieci. To My-Żony począwszy od urlopu macierzyńskiego uważamy, że „Tato” jest zmęczony po pracy, więc powinien się wyspać, a nie wstawać do dziecka w nocy.

Ale nie tylko my….

Problem jest złożony. Jest winą z jednej strony kobiet, które nie angażują partnerów, kobiet które wszystko biorą na swoje barki, bo chcą być supermankami, kobiet które nauczono, że sama są odpowiedzialne za dzieci i ich wychowanie, kobiet, które piętnują te inne, z chorymi dziećmi, chcące np. wrócić do pracy czy wyrwać się na odpoczynek z domu, a w końcu kobiet, które całą swoją miłość przelewają na dzieci, zapominając, że oprócz nich też jest jeszcze jakieś życie. Winnymi problemu są też mężczyźni, szukający wymówek, niezaangażowani, nauczeni, że Poiska to kraj, gdzie mieszkają Matki-Polki od gotowania, sprzątania i przede wszystkim opieki nad dziećmi, mężczyźni, z których matki zdjęły odpowiedzialność i nauczyły, że to baba ma sprzątać cały ten bajzel. Również mężczyźni, którym po prostu nie dano szansy się zaangażować. Winne jest społeczeństwo, które dalej hołduje układowi patriarchalnemu, z ojcem-głową rodziny od przesiadywania od świtu do nocy w pracy i matką, która musi się poświęcać, tak bardzo, że jak tylko dziecko jest chore to zwolnienia i rezygnacja z pracy są w pierwszej kolejności jej udziałem. Winne jest prawo, bo obowiązująca nas ustawa nakłada odpowiedzialność tylko na kobiety, totalnie usuwając w tym wszystkim udział i zaangażowanie mężczyzn. Winni jesteśmy więc my wszyscy, w różnym stopniu i w różnych konfiguracjach. A owocuje to niestety nie włączaniem mężczyzn do społecznej debaty, w której stawką jest życie i prawa kobiet.

Chore dziecko = problem matki

Zaczyna się od walki, a kończy na tym, że i tak to kobieta jest „zobligowana” do rezygnacji z pracy i własnych marzeń na rzecz opieki, oddania i poświęcenia. Fajnie, jeśli każdy rodzic ma szansę chodzić do pracy. Ośrodków dziennej opieki ciągle jednak brak, pieniędzy na nie coraz mniej. Ustawa o 4000+ skutecznie likwiduje wsparcie, jakie należy się rodzicom chorego dziecko, bo taka suma jest fajna – to fakt, ale wraz z nią oddala się szansę na efektywną pomoc, budowę ośrodków i hospicjów, dzienne przedszkola i rehabilitacje. O tak moi Państwo, pieniędzy w budżecie coraz mniej….. a potrzeby rosną….

Wsparcie

Kontakt z ludźmi daje wsparcie, pomaga w radzeniu sobie z negatywnymi emocjami, stresem, pozwala na wypracowanie czasem zaskakujących i efektywnych rozwiązań. Nie każdy jednak może pójść do pracy. Nie każdy zarabia dostatecznie dużo, aby zapłacić za opiekę, nie każda matka będzie też zrozumiana, jeśli mając ciężko chore dziecko, zechce wrócić do pracy. Napiszę więcej, taka matka jest często skazana na społeczny ostracyzm. Bo jak to? Mając upośledzone dziecko ona chce je opuścić? Nic się jej już nie należy. Nawet wyjść z domu. Tacy jesteśmy. Zdaniem wielu powinna założyć wór pokutny i zamknąć się w czterech ścianach na cztery spusty. Do pracy chodzi więc najczęściej tylko tata. Tata dostaje w pracy wsparcie, mama zamknięta w domu szuka tego wsparcia wśród innych mam na Facebooku i na forach. Mija czas. Kobieta staje się coraz bardziej sfrustrowana i oddana dziecku, na które przelewa całą swoją miłość…. A potem? Potem mama i taka coraz bardziej oddalają się od siebie. Tak bardzo, że w końcu postanawiają się rozstać. Skonstruowany system zmusza „JĄ” do pozostania w domu, bo inaczej straci zasiłek. Niestety często zdarza się, że chore dziecko odchodzi, rodzina traci zasiłek, a matka pozostaje bez świadczeń, bez doświadczenia (bo przecież siedziała tyle lat w domu) i bez szans na godziwe życie…. Ale o tym dramacie nikt już nic nie mówi….

Dlatego mężczyźni powinni być zapraszani do społecznej debaty o prawa kobiet

Oni nie powinni być do niej zapraszani. To powinno być ich naturalnym, nieprzymuszonym udziałem. Nie zależy to jednak od nich. Zależy to od nas wszystkich, bez względu na płeć. Kobiety powinny zapraszać ich na marsze. A oni sami powinni na nie iść, nawet bez zaproszenia. Czas skończyć z zaściankowym myśleniem że matki „są zobowiązane”, a „ojców to nie dotyczy”. Dotyczy. Dotyczy nas wszystkich w równym stopniu. Dlatego cieszę się, kiedy mężczyźni zabierają w tej sprawie głos. Jestem za tym, aby się angażowali i „wtrącali”. Bo tak, to jest owszem również ich sprawa. Dotyczy rodzenia ich wspólnych dzieci.

Ps. A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Zgadzasz się ze mną, czy masz zupełnie odmienne zdanie? Czekam na Twoje komentarze :-)!

Bądź towarzyski, podziel się!