Nie noś, bo się przyzwyczai! 2

Jeszcze w latach 80-ych, kiedy matka rodziła dziecko, dawano je na osobną salę i można było je podziwiać przez szybkę. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Nikt wtedy nie myślał o tym, aby dać je matce do pokoju na noc. Kobiety przychodziły więc, karmiły, przewijały, po czym udawały się do siebie. Zero bliskości, zero kontaktu skóra do skóry, zero noszenia. W tamtych czasach kultywowano zasadę, że dziecka nie wolno rozpieszczać noszeniem, nie ma co biegać na zawołanie, itp. Itd.

Coś z tego pozostało. Ciągle jeszcze odczuwamy te ślady „zimnego chowu” sprzed lat. Babcie i dziadkowie ciągle jeszcze lubią nam powtarzać „nie noś bo się przyzwyczai”. Jakby ten mały ssak od urodzenia potrafił się ot tak do tego przyzwyczaić, jakby z resztą to noszenie i tulenie nie było przyjemne. W Przedziwny sposób niektórzy sądzą nadal, że noszenie dziecka to coś uciążliwego, że trzeba je wsadzić do łóżka, albo przypiąć do leżaczka. Bo inaczej „przyzwyczai się do dobrego”…

Tymczasem noszenie, dotyk, bliskość

są niejako cechą antropologiczną naszego gatunku. Bo człowiek, podobnie jak i małpa, jest „noszeniakiem”.

Jak mówi M. Sundelrand „Im więcej dotyku człowiek doświadcza w okresie dzieciństwa, tym będzie spokojniejszy w życiu dorosłym”.

Noszeniaki

Podobnie jak u małp, tak i u człowieka, noszenie, tulenie, dotykanie, są potrzebami podstawowymi, na równi z jedzeniem czy piciem. U ssaków dziecko rodzi się bezradne i w pełni uzależnione od matki. Musi być noszone, aby przetrwało. Niestety wraz z postępem cywilizacji człowiek już dawno temu odszedł od zapisanych w genach instrukcji postępowania, właściwych dla naszego gatunku (za: Evelin Kirkilionis, 2012). Wiele badań naukowych pokazało natomiast, że dziecko pozostawione samo sobie, bez kontaktu z dorosłym, może odbierać taką sytuację jako bardzo stresującą, jakby wiązało się to z zagrożeniem jego życia. Nie ma również dowodów naukowych na to, że można je rozpieścić noszeniem. To jedynie wymysł….

harry-harlow

Od 1957 Harry Harlow pracował nad istotą przywiązania wśród małp. Do badań wykorzystał rezusy, które po narodzinach są odrobinę lepiej rozwinięte od ludzkiego niemowlaka. Stworzył odpowiednio kontrolowane warunki eksperymentalne w których – umieszczał małpki w komorach, w których miały one do wyboru 2 matki: jedną pokrytą futerkiem, nie dającą mleka i drugą wykonaną z gładkiego drutu, tyle że z mlekiem. Małpki preferowały oczywiście mamę pokrytą futrem, a do drugiej podchodziły tylko, aby się napić. Eksperymenty Harlowa udowodniły, że potrzeba bliskości i dotyk są niesamowicie ważne. Idąc dalej, bliski kontakt z matką ma istotny wpływ na dalsze życie emocjonalne i społeczne dziecka.

Noszenie dziecka

Dziecko powinno być noszone i tulone, a my powinniśmy reagować na jego potrzeby. W tym wszystkim nie ma czegoś takiego jak „dość”. Wiem, są teorie „cry it out”, czyli, że dziecko powinno się wypłakać, bo np. potem lepiej śpi. Wierzący w te teorie zdziwią się pewnie, kiedy napiszę, że dziecko w ten sposób nie będzie wcale spało lepiej, nie nauczy się sobie radzić, a jedyne do czego dojdzie to to, że nie ma sensu płakać, że jego reakcje (właściwie jedyny sposób komunikacji, jakim dysponuje) nie przynoszą rezultatów. Czy aby na pewno o to nam chodzi? Aby pokazać dziecku, że jest całkowicie bezradne, pogłębiając w ten sposób odczuwany przez niego strach?

Badania nad tzw. „zimnym chowem” (metoda ta polegała generalnie na pozbawianiu dziecka miłości i czułości; zgodnie z nią nie przytulano, nie całowano i nie okazywano uczuć) udowodniły, że wiąże się on z dużym poziomem uwalnianego z mózgu kortyzolu, który niszczy połączenia neuronowe. W konsekwencji tego takiemu dziecku będzie trudniej nawiązać bliskie relacje w przyszłości, o wiele gorzej będzie radziło sobie ze stresem czy ryzykiem, koncentrując się na odczuwanym lęku zamiast na zadaniu.

Przytulanie dziecka buduje więź pomiędzy rodzicem a dzieckiem.

noszenie

Nie warto z tego rezygnować. UNICEF i Światowa Organizacja Zdrowia zalecają, aby po porodzie każde dziecko miało możliwość doświadczania kontaktu skóra do skóry przynajmniej przez godzinę. Dzieci, które są kangurowane na wczesnym etapie życia, charakteryzuje lepsza termoregulacja i utrzymywanie temperatury, stabilność układów krążenia i oddechowego, rzadsze występowanie bezdechów, wyższy poziom glukozy we krwi, szybsze przywiązanie do karmienia piersią, odczuwanie mniejszego stresu w odpowiedzi na bodźce bólowe. W przypadku takich dzieci zidentyfikowano również mniej infekcji po 6 i 12 miesiącach, zaawansowane wskaźniki społeczne, dobre zdolności językowe i motoryczne po upływie pierwszego roku życia. Ich mózg lepiej się rozwijał, a one same lepiej spały w nocy i wykazywały lepsze emocjonalne i poznawcze zdolności regulacyjne.

Dlatego noszenie, kołysanie, tulenie, kontakt skora do skóry są tak niesamowicie ważne.

Nigdy nie przejmowałam się tym, co mówili inni, że noszę moich chłopaków za dużo. Poza tym tak sobie myślę – niby dlaczego miałabym z takiej przyjemności zrezygnować? Dzieci dorastają szybciej niżby się mogło nam wydawać. Najpierw uwielbiają być blisko, przytulać się, chwytać małymi rączkami nasze włosy czy ubrania, a potem stają się duże, chcą być samodzielne…. i już wcale nie tak łatwo posadzić je sobie na kolanach czy wziąć w ramiona.

Noszenie

Obu chłopców nosiłam i w chuście i w nosidłach ergonomicznych. Moim numer jeden jest nosidło ergonomiczne Tula, bo nie jest sztywne, pozwala na bardzo bliski kontakt, wygodnie się nosi i przede wszystkim szybko zakłada, a kiedy wysiadam z samochodu i chcę zapakować do niego Leo na parkingu nic mi nie „majta” po ziemi ;-). Jego budowa – materiał tylko z tyłu, pozwala dziecku na czucie bliskości i ciepła rodzica, co jest bardzo ważne.

tula
Jeśli więc miałabym polecać coś do noszenia to w pierwszej kolejności byłoby to nosidło Baby Tula, a potem chusty :-)
Zachęcam do noszenia i nieprzejmowania się tym, że „dziecko może się do noszenia przyzwyczaić” ;-). A gdybyś miała/ miał do mnie pytanie odnośnie nosidła to zapraszam do kontaktu :-) Tymczasem

Literatura:
A Baby Wants to be Carried: Everything you need to know about baby carriers and the benefits of babywearing Paperback – 8 Jul 2014
by Evelin Kirkilionis (Author)

Martyna Bunda, Jesteśmy noszeniakami. Rozmowa z dr Evelin Kirkilionis, etolożką, o tym, czego naprawdę potrzebują niemowlęta. Polityka, 16 stycznia 2012, http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/nauka/1523107,1,o-niezwyklych-relacjach-doroslych-i-dzieci.read

Rosie Knowles, Why carring matters

Bądź towarzyski, podziel się!