Nie mam zamiaru być idealną matką 2

Tak, jak teraz. Siedzę sama w domu z chłopakami. T. w pracy, albo na wyjeździe, moja mama, która często mi pomaga, jak co roku akurat wyjechała w długą, styczniową podróż, a ja w tym całym rozgardiaszu, staram się znaleźć 5 minut dla siebie.

Chciałabym być idealną matką, w każdym calu. Dzieci wystrojone, ubrania wyprasowane, dom czysty i zadbany, 100% uwagi skierowanej na wychowanie….. Ale, jestem tylko człowiekiem. Jedne rzeczy wychodzą mi lepiej, inne gorzej.

Macierzyństwo nauczyło mnie, że mogą być jedynie wystarczająco dobra, czasem lepsza, czasem gorsza. Nigdy jednak nie będę idealna. I przestałam do tego celu dążyć. Nie planuję świra dostać, dzieci muszą mieć zdrową matkę.

Podziwiam mamy blogerki i instamamy, które prezentują nienagannie czyste i wymuskane mieszkanie, piękne dzieci, świetne stylizacje i idealne fryzury, a do tego piszą, jak trzeba te dzieci wychować. Coś tam próbowałam, ale ….ja tak nie potrafię. Może dlatego, że jestem bałaganiarą. Albo dlatego, że niestety często padam na pysk ze zmęczenia. A może mi się nie chce? ;-) Na koniec może po prostu mam tak mało czasu, że muszę zadecydować: robię To, albo To, a nie To i To ;-)

I w życiu i w macierzyństwie trzeba wybrać. Dążenie do perfekcji potrafi zabić, szczególnie gdy jesteś matką dwóch bejbiszonów w wieku poniżej 3 lat, które płaczą, chcą wszystko, rozwalają wszystko, a ty starasz się nad tym wszystkim zapanować. I cholera jasna, czasem (ba często) ci to wcale nie wychodzi ;-)

Stajesz przed lustrem. To jest taki moment zatrzymania jak w filmie, który zdarza się rzadko, ale jednak czasem. Patrzysz na to lustro, bo właśnie przewijasz młodszego w łazience, i kładziesz pieluchę z kupą na półce, bo ci się pomieszało i tak….. ukradkiem widzisz tam jakąś babę. Nieuczesaną, nieumalowaną… Kiedyś była nawet …. stylowa!? Nawet przez chwilę (jak wypiła kilka drinków) wydawało jej się, że wygląda jak milion dolarów. A teraz ma „swój styl”, ma burzę (nie loków na głowie), nosi dres ;-) Skąd się ta baba wzięła?

Kiedyś myślałaś: „O nie! Ja taka nie będę! Będę ekstra!” ;-) I co jesteś inna? Ja myślałam, że będę idealna i jeszcze innych nauczę, co trzeba zrobić, żeby się udało. A teraz myślę tylko o tym, jak przetrwać.

„Telewizja jest zła” pisałam jeszcze nie tak dawno temu (Małe Telepaczydło. Dlaczego dzieciom nie wolno oglądać telewizji przed drugim rokiem życia?). Ale potem urodził się Leon i stwierdziłam, że ona nie jest taka zła i jak Adaś coś czasem obejrzy to nic mu się nie stanie ;-) No ok.,  dalej uważam, że jest zła, ale czasem nie ma wyjścia ;-)

Słoiczki dla dzieci są złe. Nooooo niekoniecznie……. Kiedy mieliśmy tylko Adasia latałam po Eko super hiper warzywka, wybrudzone ziemią i indyki za drakońskie sumy. Gotowałam na parze, cackałam się, zamrażałam, sterylizowałam i różne inne cuda wianki. Teraz? Rozszerzanie diety Leona zaczęłam od słoiczków, bo stwierdziłam, że skoro słoiczki muszą mieć bezpieczne dla dzieci warzywa i muszą spełniać restrykcyjne normy, to po ch…. mam się zarzynać i szukać Eko-warzyw, co do których i tak mam wątpliwości czy są rzeczywiście Eko…. Ekomarchew na przykład z domieszką ołowiu, bo bez nawozów, za to rosła przy drodze ;-) A, a łyżeczki myję pod bieżącą wodą. Mówi się trudno ;-)

Gotowanie z dzieckiem w Tuli? Kiedyś absolutnie nie, be i w ogóle. Teraz? Przecie innego wyjścia nie ma. Jak Adaś głodny to musi dostać jedzenie. Leon najczęściej tego nie rozumie, więc trzeba go nosić.

Aha. Co jeszcze. Prasowanie? – Nie, nie prasuję, tylko równo wieszam na suszarce, potem składam i gotowe. Czasem wygląda jak psu z gardła wyjęte, wtedy przejadę ostatecznie parówką i po sprawie. Sprzątanie? Tyle ile trzeba, nigdy za dużo, czasem prysznic błaga o umycie szyb, trudno – poczeka.

Wymieniać mogłabym dalej, ale może wystarczy…..

I wiecie co? Dobrze mi z tym. Nieidealność, a raczej „stan baaaaaaaaaardzo daleki od ideału” jest moim stanem. Nauczyłam się z nim żyć. Chwilę trwało, zanim zaakceptowałam pewne rzeczy, ale inne przyszły wręcz błyskawicznie. Lubię dresy, bo w nich i wytarzam się z chłopakami po podłodze i jest mi ciepło, ba! nawet wygodnie. Robię to, co muszę. Dziwnie brzmi, ale biorąc pod uwagę ograniczoną ilość czasu, mam priorytety. Dzieci, mąż, gotowanie (no coś trzeba jeść), potem blog, moje pomysły (a co!) potem remont wyglądowy matki, ostatecznie sprzątanie i inne rzeczy mniej istotne. Tak, jestem zdrowa na umyśle ;-) Tak, nie planuję się zarzynać. Tak, zdecydowanie to polecam ;-)

Bądź towarzyski, podziel się!