Nie bądź męczennicą! 0

Maja Bohosiewicz, celebrytka, śmiała ostatnio pochwalić się wyjazdem z partnerem, na który pojechała…UWAGA!….. bez dzieci. Nie dość, że bez dzieci to jeszcze młodsze ma zaledwie miesiąc. Pojechała na cztery dni i nie omieszkała się tym pochwalić na Instagramie. Ot, taka wyrodna matka!

Generalnie to nie chce mi się o tym więcej pisać, oceniać czy to źle czy tak może być (wybaczcie, że tego nie tykam). Maja wpadła tu przypadkiem, abym mogła napisać o nieco innym temacie niż to, że jest cholerną egoistką myśląca tyko o sobie ;-) Wpadła, żeby nam wszystkim uświadomić, że matka to też człowiek i też ma prawo do czegoś…..

Zabawne, że z biegiem lat, kiedy to kobiety powinny być coraz bardziej wyzwolone i olewać to, co myślą o nich inni, historia zatacza koło i cofamy się w myśleniu do czasów naszych prababek i prapraprababek. Nasze matki nie miały by z tym problemu, ale my cholera jasna mamy. Wielu się wydaje, że matka powinna klęczeć nad kołyską, wyrzec się siebie i swoich potrzeb, ubrać w pokutny wór bawełniany, żeby było jej wygodnie klęczeć i generalnie skoncentrować się, ale to absolutnie, bez żadnego ‘ale’ na macierzyństwie. Bo to jej rola, to jej święty obowiązek. A o dbaniu o siebie, o wyjazdach, marzeniach, realizacji zawodowej ma zapomnieć, bo jej nie wypada, bo od teraz jest matką i tylko to jej wolno robić…. W czasach biokaszek, fizjoterapeutów, bezglutenu, terapii sensorycznej, kangurowania, biofeedbacku i innych cudów na kiju, matka musi się całkowicie skoncentrować na macierzyństwie, bo w przeciwnym razie coś przeoczy i będzie złą, wyrodną matką….

Przeginam? Może troszkę, choć nie byłabym tego całkiem pewna, nasze myśli są gorsze niż słowa…. A społeczeństwo dociska matkę. Matka na matkę patrzy krzywo, matka matkę ocenia, matka matce broń boże nie pozwoli pojechać na wakacje, bo ta druga za bardzo by odpoczęła. A tu się trzeba poświęcać. Smutne to nasze życie, kiedy nie tylko inni, ale i my same karzemy sobie dążyć do niepotrzebnej perfekcji….

Dlatego nie mam zamiaru się umartwiać. Wróciłam do pracy po drugim dziecku i teraz chcę się realizować zawodowo, bo taka jestem, bo potrafimy się z mężem dogadać i podzielić obowiązkami, bo on wie, że ja na tyłku nie usiedzę i muszę ciągle działać. Czy jestem złą matką? Nie. Pracuję w normalnych godzinach, a wieczorami, jak moje dzieci śpią, nadganiam i też ciężko pracuję. Czy mam do kogoś żal? A niby o co? Sama sobie układam mój czas, wszystko zależy ode mnie. I jak już nieraz pisałam – chyba bym się pokroiła, gdybym miała myśleć, że los jest ciężki i nie mam na nic wpływu. Ale dzisiaj nie o tym. Wkurzają mnie pytania: „To jak ty teraz dajesz sobie radę?”, „A nie za ciężko czasem pracujesz?”, „A może jeszcze trzecie dziecko?(bo to decyzja innych nie moja ;-)???!) i stwierdzenia: „To chyba za szybko….”, „Nie masz pewnie za dużo czasu…”,  moje ulubione;-) – „Ja bym tak nie mogła”, „Jeszcze masz czas, żeby się rozwijać zawodowo… teraz musisz być mamą”.

WTF? A pracując to nią nie jestem? A poza tym to nie wiem, czy mam czas. Urodziłam Adasia mając 32 lata, po 8 miesiącach wróciłam do pracy, na rok, po roku urodził się Leo i byłam przez kolejne 12 miesięcy na macierzyńskim. Z tego się uzbierały 3 lata. Przez ten czas widziałam, jak płeć męska wspina się dalej, a kobiety osiadają maksymalnie na poziomie managerskim. Tak, Pań prezes jest niebotycznie mało, a Panów na lukratywnych stanowiskach nieproporcjonalnie więcej. Już o tym pisałam, że jeśli tato pojedzie w delegacje, gdy dziecko ma miesiąc, tydzień, czy nawet dzień, to nikt nie robi z tego afery. Afera jest lub by była, gdyby matka chciała pojechać na weekend, jak dziecko ma miesiąc, czy wrócić do pracy po trzech. Najwięcej złych rzeczy mówi się o matkach, i o wiele więcej się od nich wymaga. Jakby macierzyństwo równało się – przywdziej pokutny wór, przywiąż się do wózka, nie śpij, nie jedz i celebruj to męczeństwo.

A ja Ci mówię – zmień podejście. Wyzwól się spod społecznej presji i myślenia, że „ci nie wolno”, że „tej innej matce też nie wolno”. Wiesz, że życie ma się jedno? NO! to przestań zamęczać się i zrozum, że czy jesteś matką, czy nie to też ci się coś od życia należy. Masz już dość tego ryczącego bobasa, co cię budzi po nocach? Tak? To nie mów wszystkim, jak Ci cudownie, tylko przyznaj się do tego, że masz dość, że czasem chciałabyś go komuś oddać na chwile, byle tylko móc się wyspać i trochę odsapnąć. Marzysz o podróży bez dzieci? To ją zaplanuj. Nie chce ci się gotować obiadu? Mi często też ;-) Chciałabyś pięknie wyglądać? To pójdź w końcu do tego fryzjera czy kosmetyczki i przestań mieć wyrzuty sumienia, że o siebie dbasz, że w tej chwili jesteś w gabinecie, a nie siedzisz w domu z dzieckiem, zeskrobując z podłogi resztki wyplutej kaszki.

Z takim podejściem będzie łatwiej.

Dziewczyny, ja wiem, że wiele z nas to wyzwolone matki, które znają swoją wartość, wiedzą, czego chcą i nie dadzą sobie w kaszę dmuchać. Powiem Wam jednak, że przy całej naszej emancypacji, wbrew wszystkiemu co wiemy i co robimy, często zdarza nam się oceniać, porównywać inne matki do nas samych, myśleć, czy mówić, że ta inna jest wyrodna, że my byśmy tak nie zrobiły… Czy aby na pewno ta inna matka taka jest ;-)? Czy być może same miałybyśmy ochotę się spakować i wylecieć w jakąś egzotykę na tydzień bez dzieci, tylko niestety nie zawsze mamy jak ;-)? Wiem, że niektóre z nas i tak za nic w świecie by nie pojechały. Ale naprawdę jesteśmy różne. Pamiętajmy jednak, że w przypadku jajek na bekonie, świnia się poświęciła, a kura partycypowała ;-) Nie mamy być ani świnią ani kurą oczywiście, ale nie wolno się nam zamęczać. Z zamęczonej matki nie ma zbyt wiele pożytku.

DSC_7772

 

Bądź towarzyski, podziel się!