Nauka chodzenia. Co ją przyspiesza, a co hamuje? 2

Tydzień temu pisałam o siadaniu (Mamo! Tato! Pozwólcie mi samodzielnie siadać!) dzisiaj będzie o chodzeniu, o nauce, o tym co przeszkadza, a co wzmacnia rozwój lokomotoryczny dziecka i dlaczego.

Rozwój dziecka a chodzenie

We wspomnianym powyżej artykule z zeszłego poniedziałku naszkicowałam Wam już pełny rozwój lokomotoryczny dziecka, pokazałam, że dziecko musi rozwijać poszczególne grupy mięśniowe, stawy, a także zmysł równowagi, aby mogło samodzielnie najpierw usiąść, a następnie stanąć na własnych nogach i w końcu zacząć chodzić. Do tego wszystkiego mały zawodnik musi dotrzeć sam, bez pomocy dorosłego.

Co opóźnia rozpoczęcie przez dziecka chodzenia?

Rodzic musi często wybierać, pomiędzy tym, co dla niego wygodne, a tym, co jest dobre i właściwe dla dziecka. Fajnie jest zapiąć malucha w leżaczku lub też włożyć go do chodzika, bo „nie zrobi sobie krzywdy”, bo „będziemy mieć chwilę spokoju”, bo „coś musimy porobić”. To, jaką decyzję podejmiemy w trakcie tych pierwszych miesięcy, będzie miało nieodwracalny wpływ na rozwój naszego dziecka, jego umiejętność poruszania się, poznawania świata i wyczucie równowagi. Lubimy posadzić nie potrafiące jeszcze siedzieć dziecko na swoich kolanach, albo złapać je pod paszki i razem z nim chodzić. Lubimy leżaczki i chodziki…. Tylko, czy to przyspiesza jego zdolność siedzenia i chodzenia? Nie. Czy przynosi jakieś korzyści rozwojowe? Nie. To po co to robimy? Trudno powiedzieć… Czasem pewnie dlatego, że wydaje nam się, że to przyspieszy rozwój, czasem dlatego, że myślimy, że w ten sposób uszczęśliwimy malucha. We wszystkich przypadkach niestety nie będzie to miało dobrych, długofalowych rezultatów.

Dlaczego chodzikom mówimy NIE?

Postawiłam sobie za punkt honoru walkę z chodzikami, ponieważ te jakże „użyteczne” wydawać by się mogło przedmioty, mogą powodować opóźnienie w rozwoju lokomotorycznym dziecka. I nie tylko…

Chodzik

Parę miesięcy temu rozmawiałam z mamą, która powiedziała mi: „Wiesz, byłam negatywnie do nich nastawiona, a odkąd mały zaczął próbować chodzić, było mi tak łatwiej nad nim zapanować. I przekonałam się…”. „Mały” faktycznie cały czas kuśtykał wisząc w tym chodziku. Czy chodził samodzielnie? – Nie, ale z pomocą kółek dawał radę przesuwać się po pokoju.

Chodzikom mówimy NIE! bo są jeszcze gorsze niż leżaczki i niestety wpływają na fizjologie naszego dziecka w bardzo rożnorodny, negatywny, sposób. Co ciekawe opóźniają nie tylko zdolność samodzielnego chodzenia, ale jeszcze bardziej hamują rozwój umysłowy. Poza tym są niebezpieczne.

Czy wiecie, że w Kanadzie używanie chodzików zostało zabronione w 2004? Czy wiecie, że rodziców, których dziecko korzysta z chodzika, zgłasza się tam na policję? Posiadanie chodzika w Kanadzie może prowadzić do zapłaty grzywny w wysokości 100.000 dolarów lub nawet 6 miesięcy pozbawienia wolności. Jednak nadal w wielu krajach więcej niż 75% dzieci korzysta z chodzika, a liczba urazów nadal rośnie….

Poniżej trochę punktów na ten negatywnego wpływu chodzików:

1. Hamują rozwój lokomotoryczny dziecka.

Jakoś około 6 miesięcy dziecko zaczyna podejmować pierwsze próby raczkowania. Z początku towarzyszy temu niesamowity wręcz wysiłek, ponieważ dziecko turla się, podejmuje nieskończone próby podnoszenia się na rękach, upada. Ale tego właśnie maluch najbardziej potrzebuje, bo czuje zachwyt kiedy w końcu te nieskończone próby kończą się powodzeniem, kiedy może złapać leżąca dalej zabawkę, kiedy jest w stanie stanąć na własne nogi i zobaczyć ‘coś’ więcej.
W przeciwieństwie do tego, kiedy posadzimy je w chodziku, dziecko traci możliwość przejścia bardzo istotnej rozwojowej podróży. Z palcami ułożonymi w nienaturalnej pozycji, przesuwa się po podłodze z łatwością i chodzi do tyłu, zanim jeszcze przyjdzie na to czas.

I co z tego wynika?
Badania porównawcze przeprowadzone pomiędzy dziećmi używającymi chodzików i nie, wykazały opóźnienie motoryczne około miesiąca w chodzeniu u grupy używającej chodzików. Inne z kolei mówią o opóźnieniu w poruszaniu się na własnych nogach, nawet wiele miesięcy po tym, jak dziecko nauczyło się chodzić. Szacuje się ok. 3 dni opóźnienia na 24 godziny używania chodzika.

2. Hamują rozwój poznawczy

Chodziki kojarzą nam się wyłącznie z chodzeniem, więc z reguły nie przychodzi nam do głowy, że mogą wpływać jeszcze gorzej na rozwój umysłowy i osiąganie niższych wyników w testach rozwoju umysłowego. Co ciekawe, zgodnie z badaniami, niższe wyniki utrzymują się nawet do 10 miesięcy od czasu zaprzestania używania chodzika. O wiele lepsze są wózki dla dzieci – tzw. pchacze lub kojce (Kojec dla malucha to wymysł leniwych rodziców?), w których dzieci mogą się przewracać, turlać, próbować wstawać lub stawiać pierwsze kroki trzymając się jednej z burt.

3. Mogą powodować dysplazję i problemy z kręgosłupem w dorosłości

Dzieci nie mają jeszcze dobrze rozwiniętych mięśni pleców i brzucha, dlatego nie potrafią przyjąć prawidłowej postawy ciała. To może mieć negatywny wpływ na utrzymanie przez nie równowagi. Bardzo niepokoi widok maluchów, które rozwijają postawę polegającą na kołysaniu do tyłu, z powodu nadużywania chodzików. Te dzieci spinają się w nienaturalny sposób, a to z kolei może powodować ból pleców w dorosłości, a także inne wady postawy.

4. Stoliczek chodzika zasłania poruszające się nogi

Chodziki umożliwiają poruszanie się już na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Dlatego początkowo, mogą być postrzegane, jako przynoszące korzyść. Niestety, ponieważ posiadają z reguły coś w rodzaju stoliczka, zakrywają dziecku widok poruszających się kończynach. Doświadczenie umieszczonego w nich dziecka może być więc porównywalne z pewnego rodzaju deprywacją (pozbawieniem pewnych bodźców). Deprywację tego typu wykryto również w eksperymentach na zwierzętach, w których dowiedziono, że wizualna informacja zwrotna na temat poruszających się kończyn, jest krytyczna w rozwoju umiejętności chodzenia. W nawiązaniu do tego przeprowadzono badania dotyczące rozwoju ruchowego i umysłowego u 109 niemowląt, w wieku od 6 do 15 miesięcy, chodzących w chodzikach lub samodzielnie. Wykazano, że maluchy korzystające z chodzików siedziały, raczkowały i chodziły znacznie później niż grupa poruszająca się bez takiego sprzętu. Co więcej, osiągały one znacznie niższe wyniki na skali umysłowego i ruchowego rozwoju.

5. Niebezpieczne.

Pozwalają poruszać się szybciej, spadać dalej i sięgać wyżej. Już w 1994 roku Amerykańska Komisja Bezpieczeństwa Produktów (Products Safety Commission) zadeklarowała, że chodziki były odpowiedzialne za o wiele więcej urazów niż jakiekolwiek inne przedmioty dla dzieci. Na liście wymienianych urazów znalazły się: urazy głowy, złamane kości, wybite zęby, poparzenia, przytrzaśnięte palce, a nawet amputacje i wypadki śmiertelne. Dlaczego? Chodziki pozwalają na o wiele szybsze poruszanie się dziecka w stosunku do możliwości zareagowania przez rodzica. Większość urazów była spowodowana upadkami ze schodów, ale tak na prawdę mogły one również wynikać z lekkiego podwyższenia dziecka, dzięki czemu mogły one sięgać po gorące lub trujące rzeczy.
6. Na sam koniec – umieszczanie dziecka w chodziku zabiera czas, który mogłoby spędzić bawiąc się z dorosłymi.

Jak więc pomóc maluchowi w nauce chodzenia?

Powtórzę się jeszcze raz, więc nie będzie to odkrywcze ;-) – nasz mały skarb do wszystkiego musi dojść samodzielnie. Dajmy mu więc wolną rękę i wspierajmy ten rozwój. Żeby było to możliwie starajmy się nie ograniczać jego swobody chodzenia i pozwalajmy na podejmowanie takiej ilości prób, jakie będą do tego wszystkiego niezbędne. Nie łapmy dziecka za rączki i nie próbujmy z nim w ten sposób chodzić, bo maluch nie będzie mógł się usamodzielnić, nie będzie bowiem w stanie kontrolować własnego ciała i radzić sobie z przeszkodami.
Odpadają tez oczywiście standardowe chodziki. Jednak w zamian chciałabym Wam zaproponować wózki dla dzieci.

Wózek-Pchacz ;-)

Tak, ten wózek jaki widzicie na zdjęciu został okrzyknięty przez mojego pomysłowego męża „Pchaczem” :-). Bo to nic innego jak wózek do pchania, dzięki któremu Adasiek może się przemieszczać po całym pokoju. I powiem Wam, że robi mi się ciepło na sercu, kiedy po każdym przejściu widzę jego zadowoloną, pełną dumy ;-) minę.

3

Poniższy ‘pchacz” pochodzi z firmy Janod i chciałabym Wam zaprezentować jego zalety:

1. Oczywiście jest bardzo ładny, wykonany starannie, kolorowy. Idealnie wycięty z drewna laserem. Zaspokaja mój zmysł estetyczny – o tak!

2. Głowa jamnika na przedzie wózka (nie wiem, czy to jamnik, ale tak mi się kojarzy) jest zaopatrzona w dzwoneczek. Mała rzecz, a cieszy, bo dzięki temu zawsze słyszę, kiedy Adasiek buszuje z tatą na poddaszu.

3. Wózek zaopatrzony jest w uchwyt na przedzie, który pozwala Adaśkowi złapać się i wstać z jego pomocą. Uchwyt spełnia też oczywiście najważniejszą funkcję – a więc pozwala mojemu synkowi wspierać się, podczas chodzenia i popychać wózek.

4. Wózek jest bardzo stabilny. Na początek jednak dodaliśmy do niego dodatkowe obciążenie, żeby ‘pchało się’ go wolniej ;-).

5. Najważniejszą zaletą i jednocześnie zadaniem wózka nie jest jego funkcja estetyczna, dźwiękowa czy wizualna, lecz oczywiście umożliwienie dziecku postawienia pierwszych kroków. W przeciwieństwie do opisanych powyżej chodzików nasz „pchacz” pozwala na chodzenie, z wykorzystaniem mięśni własnego ciała. Postawa malucha podczas pchania jest prawidłowa, a nie tak jak było w przypadku np. chodzików – zawieszona. To z kolei wpływa we właściwy sposób na kręgosłup dziecka, pozwala mu na prawidłowe odczuwanie obciążeń i oporów związanych z podłożem (bo wózek można pchać nie tylko po podłodze ale i po trawie czy dywanie). Dzięki temu maluch staje się coraz bardziej samodzielny. Nie zaburzamy u niego odczuć poznawczych, bo widzi swoje poruszające się nogi, czuje, że musi włożyć pewien wysiłek, aby popchać wózek, uczy się łapać równowagę. To wszystko daje mu cały zestaw narzędzi, który już niebawem pozwoli mu na stawianie kroków bez jakiegokolwiek wsparcia :-)

Polecam tego typu wózki, podobnie jak zachęcam do używania kojców. Są to wszystko przedmioty, które pomagają rozwijać zdolności psychomotoryczne dziecka. Nie uwsteczniają, jak np. chodziki czy przypinanie do leżaczka. Z ich użyciem maluch uczy się kontrolowania własnego ciała, zaczyna rozumieć zależności przyczyna-skutek (np. że jeśli źle się złapie to może upaść). Postawa ciała jest prawidłowa, poszczególne grupy mięśniowe coraz lepiej się rozwijają. To wszystko zaowocuje nie tylko rozpoczęciem samodzielnego chodzenia, ale i zdrową postawą ciała (i zdrowym kręgosłupem) w dorosłości. Polecam !

1

2

Źródła:

http://www.parents.com/baby/development/walking/help-baby-learn-to-walk/

http://www.babycentre.co.uk/a6507/developmental-milestones-walking

http://www.pediatricservices.com/parents/pc-21.htm

http://consults.blogs.nytimes.com/2010/02/22/the-dangers-of-baby-walkers/?_r=0

Dev Behav Pediatr. 1999 Oct;20(5):355-61., Effects of baby walkers on motor and mental development in human infants, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10533994

Bądź towarzyski, podziel się!