Matki supermenki nie istnieją 0

Nawet jeśli najwięksi coache to mówią. Nawet jeśli najlepsze gazety o tym piszą. Nawet jeśli Tobie samej wydaje się, że możesz wszystko – idealnie ogarnąć dom, fantastycznie wychowywać dzieci, być piękną, zadbaną i szczupłą (of course),  a do tego realizować się zawodowo na wielką skalę. To niestety powiem Ci, że się nie da…. Nie da się na skalę supermenki, idealnej w każdym calu….

Tak wiem, Chodakowska mówi „Twoje ciało potrafi więcej niż podpowiada Ci Twój umysł, ale to aplikuje się tylko do ćwiczeń i lepiej niech tak zostanie, bo Twoje ciało nie pogada z dziećmi i z mężem i przede wszystkim nie wykona za Ciebie pracy umysłowej, a tylko fizyczną. Z fizycznej żyć się nie da, umysł tutaj zdecydowanie więc wygrywa….

Myślisz pewnie, że piszę to, żeby Cię wkurzyć?

W sumie sama jestem wkurzona, bo macierzyństwo nauczyło mnie, że z jednej strony mogę i chcę więcej, a z drugiej że to wszystko ma swoje limity. Marzeń nigdy mi nie brakowało i zawsze chciałam więcej i więcej, a od kiedy zostałam mamą mój apetyt na życie, pracę i inne rzeczy jest wręcz niepohamowany. Być może dlatego, że tego wszystkiego nie da się ot tak mieć. Być może dlatego, że zwyczajnie już nie mam na to wszystko czasu. Być może dlatego, że jako podwójna matka znam granice mojej wytrzymałości, wolę się wyspać, jeśli mogę, a gdy jedno dziecko śpi a drugie jeszcze hula, to i tak nic innego nie porobię, bo każdemu z nich należy się moja uwaga.

Czasem sobie myślę – kurcze, my baby to mamy faktycznie ciężko. Nie dość że ciąża, nie dość że biologicznie uwarunkowane rodzimy dzieci, to jeszcze żyjemy w świecie określonych norm społecznych, które mówią nam co wolno, a czego już nie. Tak, dobrze czytasz. Te normy mówią, że jak jesteś matką, to najlepiej jakbyś siedziała w domu i nie robiła nic innego, bo przecież to twój święty obowiązek. Ostatnio jeszcze się poszerzają, bo do kompletu powinnaś być jeszcze świetna w pracy, bez uszczerbku dla domu. Tak, zdaję sobie sprawę, że możesz mnie teraz nie rozumieć. Że przez głowę przebiega ci myśl: „chyba ją pogięło”, ale mimo wszystko liczę na to, że przeczytasz ten tekst dalej. Bo on Ciebie też dotyczy.

Jeszcze zaledwie wiek temu, w idealnym „ustroju” (tak to nazwijmy) patriarchalnym, Ojciec – głowa rodziny, utrzymywał dom, żonę i dzieci. Żona jako kobieta miała nieco mniejsze prawa, znała swoje umiejscowienie społeczne i robiła, co do niej należy – czyli prała, sprzątała, gotowała, rodziła i wychowywała dzieci rzecz jasna, najlepiej gdy to byli potomkowie płci męskiej, ale nie musiała mimo wszystko martwić się o to, że musi jeszcze pójść do pracy (no nawet gdyby chciała). Na pewno były i wyjątki od tej reguły, w trakcie wojny kobiety też często zostawały same, ale generalnie nacisk był na prace domowe, rodzenie i wychowanie, a nie wykształcenie i pracę zawodową. I to miało swoje zastosowanie w tamtych czasach. Ale czasy się zmieniły i ogólny dostęp do edukacji dla obu płci, zmiany w równouprawnieniu (na szczęście), a także a może i przede wszystkim zmiany społeczno-kulturowe, spowodowały, że rola kobiety uległa zmianie. Obecnie więc pojawia się nacisk, aby nadal wykonywała swoje stare role, a do tego dobrze radziła sobie w sferze zawodowej. W przeciwieństwie jednak do niej, mężczyzna, który ma prawo do wolności w każdym obszarze, pracy zawodowej bez ograniczeń, nie rozwija się równie chętnie i szybko co ONA w tematach domowych. Jest oczywiście znacznie lepiej niż kiedyś i chwała zaangażowanym ojcom, których znam bardzo wielu. Nadal jednak mamy problem, dlatego nie o ojcach miałam dzisiaj pisać, tylko o nas – Matkach.

Nasza rola jest inna niż była kiedyś, stała się o wiele bardziej pojemna. To powoduje, że zaczynamy być rozdarte między domem a pracą, między opieką i miłością do dzieci, a własną samorealizacją. Nacisk społeczny dotyczy teraz nie tylko naszego macierzyństwa, ale również tego, abyśmy były w każdym calu doskonałe. Dlatego gonimy. Chcemy zakładać firmy, chcemy być na najwyższych stanowiskach (tak, to też o mnie) i do tego przede wszystkim chcemy być fantastycznymi matkami.

Czy to jednak źle, że chcemy więcej?

Pisałam nie raz o matce „wystarczająco dobrej”, jako najbardziej idealnym rozwiązaniu macierzyństwa. Sama świadomość tego (że nieidealne jest lepsze) wcale nam nie pomaga. Bo nadal dążymy do bycia NAJ.

Sama mam z tym problem i sama ciągle walczę. Martwi mnie jednak to, że nawet jeśli myślę, że nie słucham innych i mam gdzieś ich opinię na mój temat, to ciągle jeszcze potrafię sama siebie piętnować, że nie robię tego czy tamtego, że gdzieś ukradkiem przemycam moje marzenia, że za przeproszeniem na krzywy ryj do tego naszego przeładowanego życia dodaję jeszcze blog, sklep i inne projekty. Bywają chwilę, kiedy dociera do mnie, że oszalałam, że nie dam z tym wszystkim rady, że powinnam olać blog, olać sklep, olać moje cudowne projekty, usiąść na tyłku, wpatrywać się z uwielbieniem w moje pociechy i ostatecznie jeszcze gotować zdrowe obiadki.

Nie potrafię. Dręczy mnie myśl, że lada moment stuknie mi kolejny rok, znowu będę starsza i nie chce mi się dłużej czekać. Tak się złożyło, że dopiero kiedy zostałam matką nabrałam wiatru w żagle i zamarzyłam o tym, aby spełnić swoje marzenia. Skoro więc jednak tak mam, że nie potrafię bez tego żyć, muszę uczyć się żyć tak, aby moje dzieci miały w pierwszej kolejności mamę, a dopiero aby potem ta mama mogła sobie podziałać.

Nie jestem więc super. Siłuję się z myślą, że bym chciała taka być. Ale wiem, że idealność mi nic nie da. Dlatego robię, co mogę, dlatego cieszę się z każdej chwili z moimi małymi bejbiszonami i dalej marzę. Jeśli czas i siły mi pozwolą to jeszcze zrobię ciekawe rzeczy. Nie pozwolę jednak, aby ktoś mi wmawiał, że jestem gorszą matką, bo robię inne rzeczy. Nie pozwolę sobie samej, aby tak o sobie myśleć. Świadomość tego, jak nasza uważność wpływa na dzieci, pozwala mi być z nimi na 100% i oddychać z ulgą, kiedy czasem egoistycznie myślę o swoich potrzebach.

Matki Supermenki nie istnieją. Istnieją co najwyżej takie, które dążenie do ideału przepłaciły własnym zdrowiem. Dlatego proponuję być obecną, wystarczająco dobrą mamą, która nie zapomina o sobie.

 

Bądź towarzyski, podziel się!