Nadopiekuńcze matki. Gdzie nadopiekuńczość przybiera postać krzywdzenia dziecka. 1

Dzisiaj postanowiłam postawić dość śmiałą tezę, która mimo iż jest śmiała, ma w sobie mimo wszystko bardzo dużo racji.

Skrajna nadopiekuńczość to krzywdzenie dziecka…

Możliwe, że stawia mi się ją łatwo, bo stety-niestety, ale nie jestem nadopiekuńczym rodzicem. Co po trosze wynika z mojego podejścia do wychowania, a po trosze z braku czasu, a po trzecie zapewne też i z tego, że mam dwóch chłopaków i planuje ich wychować na samodzielnych mężczyzn. Najpewniej jednak jest to mieszanka braku czasu i lenistwa oczywiście ;-) Nie znaczy więc to wcale, że mam się za lepszego rodzica. O nie, wręcz przeciwnie;-)! Postanowiłam jednak, że dzisiaj napiszę czysto psychologiczny tekst o tym, skąd się bierze nadopiekuńczość i jak będzie wpływać na nasze dzieci za te powiedzmy naście lat.

Coś może jeszcze od siebie dorzucę. Taka sytuacja. Leon uczy się raczkować. Jest super leniem i nie wiem tak naprawdę, kiedy podniesie to swoje leniwe dupsko w górę. Obecnie ćwiczy swoje sprawności na wielkiej macie (2mx2m), gdzie często ma porozrzucane zabawki. Dosłownie „przewala się” i katurla między nimi, z lepszym lub gorszym efektem. Ale, kiedy jest zajęty, to ja np. mogę sobie zrobić herbatę. Moja teściowa, dobra kobieta, truchlała ze strachu za każdym razem, kiedy odchodziłam i pytała się usilnie, czemu go nie pilnuję. Nie pilnuję, no wtedy jak jest na macie przecież, a nie jak się zapuści do pokoju obok, z resztą to dziwne stwierdzenie, bo go zawsze pilnuję, no ale – na macie daję mu większą swobodę bo: A-nie mam siły stać na baczność przez 24h na dobę, B- czasem chcę coś zrobić, C-jestem też trochę leniwa, D-nie, nie brakuje mi wyobraźni, ale Leon musi się uczyć, że np. główki ma nie spuszczać zbyt mocno na podłogę lub gdy się przekaturla to tam gdzieś może być grzechotka, w którą może się uderzyć. I się uczy, już zupełnie inaczej pilnuje swojej małej łepetynki, a więc podejście działa no i E-  kurcze, musi też trochę umieć sobie radzić ;-). Dobra, matka wyrodna ze mnie i niech tak pozostanie ;-)

Nadopiekuńczość

Ustalmy. Gdybym wisiała nad tym moim Leonem, co na macie fika, też niekoniecznie byłabym nadopiekuńczą matką. Nadopiekuńczość jednak to bardzo cienka granica między normalnym wychowaniem, a chorobliwym podejściem do rodzicielstwa. To, nadgorliwe, upierdliwe pilnowanie dziecka non stop, nadmierne poświęcanie się dziecku, rezygnowanie z własnych potrzeb po to, aby zapewnić mu odpowiedni naszym zdaniem poziom bezpieczeństwa, uwagi i troski. To również usuwanie dziecku z drogi wszelkich przeszkód, rozwiązywanie za nie konfliktów, stawanie w jego obronie w każdej sytuacji bez względu na to czy racja jest po jego stronie czy też i nie, to nie pozwalanie dziecku na przeżycie frustracji, rozczarowania i bólu.

I wszystko dobrze, kiedy nie przesadzamy. Problem jednak w tym, że nadopiekuńczość to niestety choroba naszych czasów.

Skąd się biorą nadopiekuńcze matki?

Zdarzają się też nadopiekuńczy ojcowie, ale zjawisko to występuje o wiele rzadziej. Nadopiekuńczość jest więc niestety domeną matek. Najczęściej bierze się z lęku. Z lęku przed samotnością, obawy przed dojrzałością dziecka, niepewności związanej z własnymi umiejętnościami macierzyńskimi, potrzeby potwierdzenia słuszności swoich działań. Takie matki swoją niepewność i lęk kompensują nadmierną opieką nad dzieckiem, przeżywają każdy jego płacz, oddech. „Matki, które nie znajdują satysfakcji w związku małżeńskim, albo samotnie wychowują dziecko, mogą również nieświadomie uruchamiać mechanizmy kompensacyjne i wszystkie swoje niezaspokojone potrzeby emocjonalne lokować w dziecku (www.psychologia.edu.pl)”. Bo otaczając dziecko nadmierną opieką zaspokajamy naszą własną potrzebę bliskości.

Nadopiekuńczość – droga donikąd

Kiedy miałam 7 lat, były zapewne inne czasy, ale potrafiłam sama odprowadzić się do szkoły o kilka przecznic dalej, zrobić sobie kanapki, podgrzać obiad i oczywiście skompletować ubranie. Teraz nie puściłabym 7-latka samego do szkoły, ale wynika to z pewnych zmian, jakie zaszły w naszym kraju od lat 80-tych. Przeraża mnie natomiast, kiedy 10-latki nie potrafią ubrać się same i czekają aż mama zrobi im jedzenie, bo inaczej padną z głodu. Rodzice takich dzieci zawsze będą przemęczeni, bo ciągle jeszcze traktują je jak 2-3-latki, a one same nie odnajdą się zbyt prędko w dorosłym życiu. Znam też 18-latka, który osiągając pełnoletniość, nie potrafił załadować taczki piaskiem (tak! To na poważnie!)

Problem z nadopiekuńczością pojawia się wtedy, kiedy ktoś nam ją uświadamia, a my bronimy się, uważając, że nic nie trzeba zmieniać. Terapię nadopiekuńczości należy zaczynać tak szybko, jak tylko się da i tej terapii powinna być poddana w pierwszej kolejności matka. Jeśli natomiast do terapeuty po wielu latach trafia dorosłe dziecko, to leczy się je wówczas z „nieudanego życia”……..

Hamowanie rozwoju ruchowego i społecznego

Dzieci otoczone nadmierną opiekuńczością, już w wieku kilku lat, odstają rozwojem ruchowym i społecznym od swoich rówieśników. Ponieważ rodzice nadmiernie je chronią, tym samym robiąc wszystko za nie, nieświadomie hamują proces nabywania nowych doświadczeń i rozwoju. To wszystko nasila u takiego dziecka lęk i poczucie zagrożenia, powoduje większą zależność od rodzica i nadmierną koncentrację na własnej osobie. Kiedy podrośnie, stanie się roszczeniowe i będzie oczekiwało od swojego otoczenia pomocy przy najmniejszych trudnościach. Albo będzie nadmiernie zależnym od „mamusi” dorosłym, albo całkowicie odetnie się od niej i od rodziny.

Nadopiekuńczość zagraża prawidłowemu rozwojowi odpowiedzialności.

W miarę upływu kolejnych lat dziecko powinno uczyć się nie tylko samodzielności ale i odpowiedzialności za swoje czyny. Problem pojawia się wtedy, kiedy odpowiedzialność za wszystko przejmuje nadopiekuńcza mama, dbająca o wszystko począwszy od smarowania za nie chleba, a skończywszy na pilnowaniu tego, co zapakuje ono do plecaka. Mama wszystko bierze na siebie, a potem taki nastolatek wchodzi w aspołeczne grupy czy niebezpieczne relacje, nie potrafi podejmować samodzielnie właściwych decyzji.

Bezradność i wyobcowanie

Nie mogąc działać na własną rękę, a także nie ucząc się radzenia sobie z sukcesem i porażką, dzieci popadają w wyuczoną bezradność. Pojawia się pewnego rodzaju rozdźwięk. Z jednej strony mama chwali i jest pełna zachwytu. Z drugiej strony w starciu z otoczeniem, okazuje się, że dziecko nie radzi sobie z jego wymaganiami i nikt, poza matką, już taki zachwycony nie jest. Nastolatek z zasady przyjmuje pozytywny obraz własnej osoby. Jeśli więc otoczenie tak o nim nie myśli, wówczas czuje się niesprawiedliwie przez nie traktowany, uważa że inni mu zazdroszczą, są źli i zawistni. Z tej opresji z resztą na pewno uratuje go mama ;-)

Wiązanie

Dzieci nadopiekuńczych matek, są nadmiernie z nimi związane. Dziewczynki będą więc miały problem z opuszczeniem rodzinnego domu, czy wyjechaniem gdzieś dalej, bo „przecież nie zostawią mamy”, chłopcy z kolei cały czas będą mieli trudności w nawiązaniu zdrowych relacji w związkach, gdzie nadmierna zależność od mamy z dużym prawdopodobieństwem, wszystko zepsuje…..

Hamowanie rozwoju psychospołecznego dziecka

Nadopiekuńczość nie pozwala dziecku na pokonywanie trudności i przeszkód. W wyniku tego typu wychowania rozwijają się niezaradni, egocentryczni, niewierzący we własne możliwości dorośli. Jak na ironię, troskliwa matka starała się przecież o to, aby jak najlepiej przygotować na dorosłość, swoje, ukochane dziecko.

Czy o to na pewno Ci chodzi?

Część z nas takich zachowań nie wykazuje. Część może nadmiernie się martwić. Niestety na pewno są też i takie mamy, które przesadnie i nadmiernie dbają o swoje dzieci. Strasznie trudno to przyjąć do wiadomości, jeszcze trudniej to zmienić i wyzbyć się tego typu zachowań… Trzeba jednak analizować sposób w jaki traktujemy nasze dzieci i zmieniać ile się da, tak aby wychować zaradnych, samodzielnych dorosłych, którzy swoje poczucie wartości i skuteczności zbudują na własnych doświadczeniach, a nie na tym, co my im o nich samych powiemy……

 

Źródła:

https://www.2knowmyself.com/overprotective_parents_effects_on_children

http://mamadu.pl/117401,nadopiekunczosc-recepta-na-stworzenie-niezaradnego-egoisty

http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/59-niebieska-linia/1014-matki-nadopiekuncze.html

Bądź towarzyski, podziel się!