Matka nic nie robiąca…. 1

Zastanawiałaś się kiedyś ile zajmuje Ci praca w domu? Ile godzin tygodniowo poświęcasz na opiekę nad dzieckiem/ dziećmi? Ile czasu spędzasz na praniu, prasowaniu, sprzątaniu? Ile zajmuje ci gotowanie? A ile do tego wszystkiego jeszcze innych prac wykonujesz (w tym np. zawodową)?

Ile warta jest praca matki w domu? Nic? 500 zł na dziecko? 1500 a może 5000 miesięcznie?

Dla wielu matka w domu się obija, matka w domu nic nie robi, matka w domu ma same przyjemności i jeszcze do tego narzeka, że siedzi w domu…. Jeśli tą samą pracę wykonuje mężczyzna to od razu jest „świetnym ojcem”, „ciężko pracuje”, „poświęca się dla domu”, w oczach wielu jest bohaterem albo męczennikiem ;-)

A matka? Matka nie. Matka w domu generalnie nie robi nic specjalnego. Ma wolne od pracy, w końcu najczęściej jest na „urlopie”….. I niestety dla wielu to, co robi w domu nie jest żadną pracą. Bez względu więc na to, czy pracuje jeszcze zawodowo, czy też nie, społeczeństwo nie wycenia jej pracy w domu. Żal pisać, ale dla społeczeństwa jest to nadal „psi obowiązek”, z jakiego TO kobieta powinna się wywiązać.

Znam różne matki. Znam takie, które po pół roku macierzyńskiego wracają do pracy, pracują od 08:00 do 16:00, a potem dalej od 16:30 do 20:00-23:00 zajmują się domem i dzieckiem, niektóre zupełnie same, inne na szczęście wspólnie z partnerem. Znam samotne matki, które spędziły 3 lata w domu z dzieckiem, którym bez pomocy nikogo zajmowały się 24 godziny na dobę, a gdy przyszedł czas powrotu do pracy, nagle okazywało się, że już nie są potrzebne i nie ma dla nich miejsca, bo przecież „przez te 3 lata się obijały”. Znam mamy na rocznych macierzyńskich, cieszące się z czasu spędzonego w domu, ale też i odrobinę tęskniące za biurem…. Znam takie, które po powrocie do pracy mają szansę rozwinąć skrzydła i piąć się po szczeblach kariery, ale rezygnują, nie mogą sobie na to pozwolić, bo to one przede wszystkim muszą zajmować się dziećmi. Znam w końcu i takie, których partnerzy równie intensywnie co one, angażują się w dom i w wychowanie dzieci.

Najbardziej niepokoi mnie jednak społeczeństwo, ta szara masa ludzi, którzy myślą, że wiedzą wszystko, ta jedna zbita masa, która jednogłośnie uważa, że miejsce matki jest w domu, a to co robi nie jest żadną pracą. Ta sama masa uważa, że po porodzie na dalszy plan powinna zejść praca zawodowa i rozwój, bo kobieta musi zajmować się dzieckiem i domem….. Ciekawe, bo w tej masie są też i kobiety i matki, które zdążyły już zapomnieć, ile się swojego czasu napracowały w domu…..

Ciekawe, że jak do tej pory nie spotkałam się z programem o matkach, pozostających z dziećmi w domu, za to co chwila ktoś z dziennikarzy pyta się mnie, czy nie znam ojców którzy pozostali na rodzicielskim. Jeśli czytacie mnie długo, to wiecie, że ja Tatusiów i ich opiekę nad dziećmi bardzo cenię i szanuję. Chciałabym jednak uzmysłowić wszystkim, że tak samo ciężką pracę wykonuje każda matka, pozostająca z dzieckiem w domu i każda matka, powracająca do pracy. I jeśli uznajemy rodzicielski w wykonaniu taty heroizmem, to dlaczego nie potrafimy w taki sam sposób docenić tego, co robi mama. Bo to dzięki niej rodzina jest całością, dzieci rodzą się i rozwijają, w domu jest porządek, a na kuchni zupa. To ona pracuje na kilka etatów, jako pracownica w biurze, niania, kucharka i sprzątaczka w domu. Dlaczego więc nikt jej tej dodatkowej pracy nie wyceni? Niania zarabia do powiedzmy 2000 tysięcy (zatrudniona legalnie kosztowałaby z 4000), kobieta od sprzątania za codzienne ogarnięcie domu dostałaby (tu się nie znam), ale przynajmniej jakiś 1000, kucharka drugie tyle….. Matka nie dostanie nic (***przypis – patrzymy tym razem tylko pod kątem pracy i wynagrodzenia finansowego).

Statystycznie rzecz ujmując, to kobieta mająca dzieci i pracę, potrafi wyrobić od poniedziałku do piątku ok. 60-70 godzin (pracy w biurze + pracy w domu). Przeciętny tato zrobi tych godzin mniej. Do tego doliczamy weekendy i nieprzespane noce, będące domeną kobiet, i rachunek gotowy. Statystyczna matka praktycznie nie ma kiedy odpocząć.

Oczywiście nie zawsze jest tak źle, coraz częściej pojawia się angażujący się tata i chętni do pomocy dziadkowie. Denerwuje mnie jednak łatka, jaką usilnie przyszywa się matkom, że skoro są w domu to nic nie robią, odpoczywają, mają mnóstwo wolnego, i w ogóle high life, żyć nie umierać. A czy ktoś się kiedyś zastanowił, ile ta „siedząca w domu” kobieta faktycznie siedzi? Ile ma czasu dla siebie? Ile razy jest w stanie wyjść samotnie (a nie jak zazwyczaj to bywa z dzieckiem) na zakupy? Ile ma minut na przeczytanie książki czy wzięcie zwykłego prysznica? Ile ma faktycznie czasu dla samej siebie?

Pojęcie „nic nierobienia w domu” jest jak dla mnie pojęciem błędnym i krzywdzącym, tak samo jak złym określeniem jest „urlop macierzyński”, który z urlopem niewiele ma wspólnego. „Siedząca w domu matka” nie siedzi tylko najczęściej haruje od świtu do nocy, mało śpi i prawie nie zajmuje się sobą. Dzięki niej dom jest domem, dzieci zadbane i najedzone. Ona sama najczęściej wiele temu wszystkiemu poświęca. Matka, która nic nie robi po prostu nie istnieje….

 

Bądź towarzyski, podziel się!