Mamo! Tato! Pozwólcie mi samodzielnie siadać! 6

Leżaczkom dla dzieci mówimy NIE!!!!

Firmy uwielbiają nas wyręczać – we wszystkim. Bo to „wyręczanie” kreuje potrzeby, których nigdy wcześniej jako rodzice nie mieliśmy. Tyle rzeczy jest potrzebnych… jak choćby podgrzewacz do chusteczek do pupy,………………………, no i właśnie – foteliki i krzesełka, żeby niesiedzące jeszcze dziecko mogło siedzieć. Nosiłam się dość długo z zamiarem napisania tego tekstu, bo choć jestem przeciwna wszelkiego rodzaju leżaczkom i krzesełkom ułatwiającym siedzenie, to mimo wszystko lobby firm jest tak duże, że wielu rodziców bardzo je pokochało. One nie są potrzebne Waszym dzieciom, ale producenci świetnie reklamują je jako środek do celu – czyli świętego spokoju rodzica.

Znalazłam kiedyś zdjęcie jednej z firm produkujących leżaczki dla dzieci: mama w hamaku ma święty spokój, a dziecko leży w foteliku nie z nią, a samo… Nie będę wnikać w to, kto zrobił to arcydzieło, ale wątpię aby miał dzieci ….

Nie o samotności jednak dzisiaj napiszę, ani o upragnionym spokoju rodzica, tylko o tym, jaką krzywdę może wyrządzić sadzanie dziecka np. w foteliku, na etapie kiedy nie potrafi ono tego zrobić samodzielnie.

Rozwój lokomotoryczny dziecka

W pierwszych miesiącach życia rozwój naszego malucha to osiąganie kolejnych kamieni milowych. Każdy z etapów jest kluczowy, a umiejętności w nim zdobyte pozwalają na przejście na kolejny poziom. To jest tak jak z chodzeniem po schodach – aby na nie wejść trzeba stanąć na każdym ze stopni, a im dłużej idziemy tym wyżej jesteśmy i więcej widzimy. W przypadku dziecka z każdym kolejnym dniem i miesiącem uczy się ono nowych rzeczy i zdobywa kolejne umiejętności, nazwijmy je „kluczowymi”, które pozwalają mu na wejście na wyższe etapy rozwoju. I musi przejść przez każdy schodek z osobna, aby ten rozwój przebiegał prawidłowo.

Dla zobrazowania, zamieszczę poniżej rozwój lokomotoryczny dziecka, od pierwszego dnia, aż do 14 miesiąca życia:

Tuż po narodzinach – noworodek nie potrafi utrzymać swojej głowy. Jego ruchy są bezwarunkowe, występują odruchy, jak np.: ssanie, odginanie głowy w stronę kciuka dorosłego i otwieranie ust do ssania.

Już 2 miesiące po porodzie– dziecko jest w stanie utrzymać głowę przez krótką chwilę, jeśli je posadzimy (lepiej tego ni robić!) – będzie siedzieć, ale jego kręgosłup wykrzywi się w literkę C. Niemowlak na tym etapie nie ma jeszcze rozwiniętych dobrze mięśni, które pozwoliłyby mu na pionizację postawy. I uwaga – jeszcze przez wiele miesięcy jego muskulatura będzie zbyt słaba, aby mógł samodzielnie siedzieć.

Mając 3 miesiące – maluch utrzymuje głowę już znacznie lepiej, jest zafascynowany swoimi dłońmi. Położony na brzuchu lekko unosi główkę. Zauważamy, że z większym zaangażowaniem bawi się też na macie edukacyjnej.

Gdy skończy 4 miesiące –może już zaczać obracać się na boki, będzie odwracał głowę, gdy usłyszy hałas, utrzyma przedmiot w rączce, choć łatwo go wypuści.

Kiedy ma 5 miesięcy – zaczyna bawić się swoimi palcami i pedałować energicznie nóżkami. Potrafi już złapać przedmiot i włożyć go do ust. Posadzony przez dorosłego siedzi, choć nadal ze skrzywionym kręgosłupem i bardzo niepewnie.

Mając pół roku  – dziecko położone na brzuszku jest w stanie przewrócić się na plecy, potrafi ssać swoje palce, bez problemu trzyma zabawki. Powoli zaczyna przechylać się na jedną stronę i podkurczać nóżki. To pozwoli mu niebawem samodzielnie usiąść.

Kiedy ma już 7 miesięcy – maluch z reguły po raz pierwszy zaczyna samodzielnie siadać i to jest dla niego niesamowite zwycięstwo!!! W tej pozycji trzyma wyprostowany kręgosłup i głowę, bez poruszania się. Sprawnie łapie zabawki i przekazuje je sobie z jednej ręki do drugiej.

Po skończeniu 8 – potrafi z pozycji siedzącej pokłonić się do przodu i chwycić zabawkę, a następnie wyprostuje się do pozycji wyjściowej bez większego problemu. Pomogą mu w tym wszystkim ręce, dzięki którym złapie równowagę. Co więcej, leżąc na plecach, maluch wstanie opierając się tylko na jednej z nich. Na tym etapie, ustoi na własnych nogach, oczywiście chwytając się np. szczebelek łóżeczka.

Mając 9 miesięcy – ciekawy świata potrafi już ładnie stać na własnych nogach, oczywiście wspierając się np. o szczebelki łóżeczka czy meble. Łapie małe przedmioty za pomocą kciuka i palca wskazującego. Potrafi przyjąć pozycję tzw. „niedźwiedzia”, czyli stanąć na czworaka. Raczkuje.

Po 10 miesiącach – Twoje dziecko potrafi raczkować i porusza się z coraz to większą prędkością. (***Ale nie ma co panikować jeśli nie raczkuje, bo niektóre dzieci przechodzą od razu z pozycji siedzącej do chodzenia.) Zaczyna podnosić się w ten sposób, że przechodzi najpierw na kolana, następnie wchodzi w pozycję półklęczącą z jednym kolanem na podłodze, a drugim wspartym na stopie. W ten sposób odpycha się od podłoża stopą, kiedy sięga po jakiś przedmiot, a w końcu przejdzie do pozycji stojącej. Jeśli maluch da radę stanąć w ten sposób samodzielnie, możesz się spodziewać, że w maksymalnie przeciągu 3 miesięcy będzie chodził o własnych siłach. Już teraz zrobi kilka drobnych kroków, wspierając się np. o sofę czy jakiś inny mebel.

11 miesięczne dziecko – potrafi ustać bez wsparcia przez dłuższą chwilę. W stojącej pozycji, podtrzymując się jedną ręką, będzie w stanie pochylić się do przodu aby wziąć coś z podłogi. Będzie potrafiło chodzić, wspierając się o meble lub też z pomocą dorosłego. Zacznie wskazywać palcem obiekty, które go zainteresują, machać na pożegnanie ręką i klaskać.

Do 14 miesiąca Twoje dziecko zacznie samodzielnie chodzić. Będzie już też w stanie wspinać się po schodach. I trzeba przyznać, że to naprawdę niesamowite osiągnięcia w tak krótkim czasie :-).

 I po co ja to wszystko opisałam?

Miałam jedną intencję – pokazać Wam w jaki sposób nasze dziecko dojrzewa do pełnej zdolności lokomotorycznej. Wszystko, co się dzieje ma niesamowicie istotne znaczenie. Najpierw leży na plecach, z czasem jest w stanie podnosić swoje rączki do góry i przykładowo poruszać zabawki na pałąku nad łóżkiem. To pozwala mu na wzmacnianie mięśni rąk i przedramion, a także szyi. Nauczy się leżeć na brzuszku, a także przewracać na bok i sięgać po dalsze przedmioty. Po kilku miesiącach zapragnie usiąść, a Ty zauważysz jak najpierw przechyla się na jedną ze stron i podkurcza nóżki. W końcu usiądzie i będzie chciało więcej – poruszać się. zacznie raczkować, próbować wstawać na swoje słabe jeszcze nóżki, z czasem uniesie do góry ‘ciężką’ pupę ;-), i w końcu zacznie chodzić.

DO TEGO WSZYSTKIEGO DZIECKO MUSI DOJRZEĆ, MUSI WZMOCNIĆ SWOJE MIĘŚNIE I PRZEDE WSZYSTKIM MUSI TO ZROBIĆ SAMODZIELNIE, BEZ POMOCY DOROSŁYCH!!!

Robiąc to za niego, niestety wszystko zepsujesz…

Dlatego

Nie fundujcie swojemu dziecku bujaczka-leżaczka!

bo naturalny postęp umiejętności lokomotorycznych może zostać zahamowany, kiedy nie przygotowane jeszcze rozwojowo dziecko umieszczamy w leżaczku, krzesełku czy innych wynalazkach, jak np. fotelik Bumbo.

Dziecko musi przejść przez szereg rozwojowych etapów, które będą wpływać u niego na aktywizację i kontrolę różnych grup mięśniowych, począwszy od kontroli głowy, poprzez kontrolę tułowia, a skończywszy na kontroli kończyn. Jeśli ograniczamy jego ruchy, zapinamy ‘pasy bezpieczeństwa’ w leżaczku czy krzesełku, to tym samym ograniczamy jemu możliwość wypracowywania kolejnych umiejętności. Musimy przy tym pamiętać że konieczność pokonywania przeszkód i nabywanie umiejętności radzenia sobie z nimi jest tym, co powoduje rozwój naszego dziecka. Każdy kolejny krok, jak podnoszenie rączki do zawieszonej zabawki, możliwość przekręcania się na brzuszek i podnoszenia głowy, czy niezliczona ilość prób, aby można było wreszcie usiąść, są warunkiem koniecznym prawidłowego rozwoju motoryki. Sadzając 3-4 miesięcznego malucha lub umieszczając go w leżaczku, możemy spowodować efekt odwrotny do zamierzonego, a więc dana umiejętność, jaką jest siadanie, pojawi się u niego z opóźnieniem. Nie wspominając tez o tym, że niestety możemy się przyczynić w dalszej perspektywie do wad postawy i kręgosłupa.

Leżaczek-Bujaczek

Posłużę się jednym ciekawym przykładem (za: http://mamaot.com/2013/07/16/beware-the-baby-bumbo-seat/). Jednym z fotelików, cieszących się niestety nieciekawą sławą w sieci jest fotelik Bumbo.

b1

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/571957221396209171/

b2

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/526358275171543733/

b3

Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/50313720806898756/

Miał, a może nadal ma, powodzenie, bo pozwalał na umieszczenie w nim dziecka, już w chwili gdy potrafiło ono ledwo utrzymać swoją głowę. Jeśli popatrzymy na dziecko, które siedzi w takim foteliku, zauważymy, że nie ma ono aktywnej kontroli nad postawą swojego ciała. Siedzi pasywnie, przypięte do siedziska. Bo Bumbo robi wszystko za dziecko, żaden wysiłek nie jest wymagany, a tym samym maluch nie rozwija żadnych umiejętności związanych z napięciem mięśni, które pozwoliłyby mu samodzielnie siedzieć. Rodzicom wmawia się, że dzięki temu maluch może podziwiać świat. A maluch uczy się świata tak na prawdę wtedy, kiedy to poznawanie zależy tylko od niego. Jak ma to robić, jeśli jest przypięty pasami do fotelika?

Tak jest ze wszystkimi leżaczkami. Jeśli popatrzycie na siedzące w nich dzieci to zauważycie, że nie mają one aktywnej kontroli nad swoim ciałem. Ręce i nogi swobodnie leżą albo wiszą, przez co stawy i mięśnie nie dostają dostatecznej stymulacji. A musimy pamiętać, że rozwój lokomotoryczny dziecka zależy od przybierania różnych pozycji ciała, takich jak np. podnoszenie się na brzuszku, czy wspieranie się rękami, podczas siedzenia, które umożliwiają mu równomierne rozłożenie ciężaru ciała, wywierania nacisku na stawy, a w dalszej perspektywie cały rozwój kinestetyczny. Dostęp do bodźców zmysłowych z otaczającego nas świata, czy to kinestetyczny (świadomość ciała przez czucie mięśni i stawów), dotykowy (zmysł dotyku) czy też przedsionkowy (zmysł ruchu), pomaga stworzyć integrację sensoryczną dziecka. Jeśli więc umieścimy je w nienaturalnej pozycji, bez dostępu do bodźców zmysłowych wymaganych do rozwoju, wyrządzimy mu niesamowitą krzywdę, bo zakłócimy ważny i naturalny postęp rozwoju.

Wiele osób namawiało nas do kupienia fotelika Adaśkowi. Słyszałam: „Wsadzasz dziecko do fotelika i masz kilka godzin z głowy…!”. Boże! Kilka godzin?! Wiem też, że foteliki często służą na tzw. „chwilę”, kiedy np. mama chce pójść do toalety, czy zrobić sobie herbatę. Oczywiście krótka chwila powinna być ok, byle tylko nie przerodziła się w godzinę, apotem kilka godzin dziennie… Nie tłumaczcie proszę, że w ten sposób dziecko może obserwować świat. Pozwolę sobie zapytać: „A Wy chcielibyście siedzieć przypięci do fotela i obserwować świat?”. Przypuszczam, że nie.

Dlatego polecam używać w zamian: kojca dla dzieci, bo tu mają one swobodę ruchu i mogą się turlać, kombinować do woli, operować rączkami i nóżkami. A do poznawania i oglądania świata rekomenduję ‘jeżdżenie na rodzicu’ ;-), czyli noszenie, i w chuście i w nosidle. O fotelikach radzę zapomnieć ;-)

Bądź towarzyski, podziel się!