Lenisz się na macierzyńskim? 1

Ostatnio usłyszałam: „Tobie to dobrze, bo jesteś na macierzyńskim, możesz sobie odpoczywać i nie stresujesz się pracą…”. Próbowałam tej osobie odpowiedzieć, że wcale nie jest tak różowo, jakby jej się to mogło wydawać, ale nie chciała mnie słuchać…

I wiesz co? W sumie ja też taka kiedyś byłam. Też mi się wydawało (niestety), że na macierzyńskim jest mnóstwo czasu i te wszystkie matki się obijają. Musiałam poczekać na moją kolej. Musiałam dostać w kość nie śpiąc po nocach, próbując znaleźć chwile wytchnienia w tygodniach i miesiącach, kiedy nawet zwykłe 30 minut nie było przeznaczone dla mnie. Musiałam nauczyć się pić zimną kawę i wstawać na zawałowanie po kilka, a czasem i kilkanaście razy w ciągu nocy. Musiałam nauczyć się hamować swoje emocje, gdy cierpliwości było coraz mniej i zrozumieć, że to małe rozdarte „cóś” nie robi tego specjalnie, tylko po prostu tak ma.

Kurcze, ależ bym się chciała polenić. Jak bardzo bym czasem chciała mieć czas, aby „samotnie” wybrać się na zakupy i tak jak kiedyś poszaleć ;-) Jak bardzo chciałabym mieć czas, aby usiąść z herbatą i w spokoju poczytać książki. Ostatnio odsłuchuję tylko audiobooki na spacerze, i coraz częściej przyłapuję się na tym, że zaczynają mnie usypiać, bo taka jestem zmęczona ;-) I chciałabym się postresować pracą, w sensie wyjść z domu do biura i móc skupić się na robocie, bez obawy, że w domu czekają na mnie dzieci. O tym już też zapomniałam. Po urodzeniu Adasia bardzo szybko wróciłam do pracy i stresowałam się nie tylko obowiązkami, ale przede wszystkim dzieckiem, które jest z nianią w domu albo choruje, a potem stresowałam się tym, że dziecko choruje, a ja znowu muszę pracować z domu albo być na L4…..

Matczyne życie

Takie już jest matczyne życie, które stresuje nas o wiele bardziej niż kiedyś. Nic nie jest już takie samo, a stare myślenie o tym, jak to „na macierzyńskim jest dobrze”, odchodzi w niepamięć.

Ciężko też oczywiście wyobrazić sobie trud związany z macierzyństwem, gdy jeszcze wcale się o tym nie myśli. Często ciężko zrozumieć, jak wygląda życie po drugiej stronie, gdy czas nie jest do końca zależny od nas, a wszystko co robimy jest pod dyktando płaczów, pieluch, kupek i zupek.

Chujowa Pani Domu

Jakiś czas temu czytałam wywiad z Chujową Panią Domu, w którym uskarżała się właśnie na ten problem. Że ponieważ nie jest matką to wszyscy w pracy uważali, że powinna zostawać dłużej i że nie ma prawa być zmęczona. Mi też wydawało się, że nie można być bardziej zmęczonym niż ja, kiedy jeszcze nie miałam dzieci…. Matki były dla mnie egzotycznymi okazami, które kombinują jak tu być najwięcej w domu i nie narobić się w pracy…. Musiało minąć kilka lat i….. Teraz wiem, że można ;-) Ledwo wstawać z łóżka bez wymówek, że boli główka czy jest się zmęczonym. Teraz nie leży się do 10:00 w niedzielę i leniwie nie rozmyśla, co by tu można porobić. Jak w garnizonie wstaje się na baczność, gdy dobiegnie pierwszy krzyk o poranku i nie ma zmiłuj się, nie ma że jest się zmęczonym, sennym czy, że nam się nie chce! Matka nie używa wymówek tylko tyra do upadłego….

Kiedy nie ma jeszcze dzieci…

I żeby nie było – kocham tą pracę nad życie i nie zamieniłabym się za żadne skarby nawet na chwilę, aby powrócić do bezdzietności… I niech te przyszłe mamy myślą sobie, że się lenię. A niech im będzie, że się nie stresuję, choć stres związany z dzieckiem przerasta niepojęcie stres związany z pracą. Niech uważają, że macierzyński to tylko urlop…. Od pracy… Od obowiązków…. Bo mają do tego prawo… A potem, być może kiedyś zmienią zdanie, tak jak i ja to zrobiłam ;-)

Bądź towarzyski, podziel się!