Kariera świeżo upieczonej mamy 2

Kiedy jeszcze nie byłam Mamą, wszystko wydawało mi się takie proste. Nie było ograniczeń i nie zakładałam, że jakiekolwiek mogą się pojawić, kiedy zostanę Mamą. Tak łatwo tworzyłam plany i tak łatwo wydawałam oceny… Ciąża w moim ówczesnym mniemaniu nie była niczym niezwykłym ani obciążającym, wydawało mi się, że trzeba pracować do samego porodu, a po macierzyńskim wraca się bez problemu do pracy i normalnie pracuje dalej…;-)
Musiałam zostać Mamą, żeby zmienić perspektywę…

Dlatego dzisiaj dla odmiany chciałabym się z Wami podzielić moją refleksją, na temat tego, jak zbudowany jest nasz świat, jak społeczeństwo szufladkuje Mamę i jak jest ona moim zdaniem ‘limitowana/ ograniczana’ poprzez normy społeczne, systemy pracy i oczekiwania innych…

1 grudnia wróciłam do pracy. I na prawdę nie mam co narzekać. Wręcz przeciwnie, bardzo tego chciałam i bardzo jestem zadowolona z tego powrotu. Mam świetny zespół i wspaniałego pracodawcę. Mogę dalej się realizować, dbając jednocześnie o mojego kochanego synka. Wszystko, czego świeżo upieczona Mama mogłaby sobie życzyć. Wszystko, co bym chciała.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że moja sytuacja jest idealna. Firma oferująca przyjazne środowisko dla młodej, ambitnej Matki, wspierający mąż, który nie olewa, a pomaga, a na koniec i moja mama, która mimo tego, że pracuje nadal zawodowo i jest zaganiana, zawsze znajdzie czas, żeby przyjechać do Adaśka i nam pomóc. Wszystko jak z obrazka, tak jak powinno być. Tylko jak o tym wszystkim myślę, coraz bardziej kiełkuje w mojej głowie myśl, że Matka (i ta świeżo upieczona i ta z większym stażem) ma na prawdę ciężko w dzisiejszym świecie.

Co nam dało równouprawnienie?

Uderzyła mnie jakiś czas temu refleksja mojej koleżanki, która matką jeszcze nie jest, ale planuje kiedyś być :-). Powiedziała: „I po co nam było równouprawnienie? Po to, żebyśmy miały jeszcze więcej na głowie? Bo fakt – możemy pracować i rozwijać się zawodowo, ale oprócz tego nadal opieka nad dziećmi, gotowanie i sprzątanie pozostają naszą domeną. Mężczyźni stracili, bo nie są jedynymi żywicilami rodziny. Z drugiej strony bardzo często też nie przejęli części domowych obowiązków. Nie potrafią się odnaleźć w nowym podziale ról…”.
Usłyszałam to wtedy, kiedy rozkręcałam naszą akcję Tato Pomaga Mamie. A opisywana akcja odbyła się m.in. po to, aby uświadomić niektórym Tatusiom, jak bardzo ważna jest ich pomoc. Piszę ‘niektórym’, bo większość Ojców doskonale rozumie sytuację, w jakiej znajduje się aktualnie kobieta. Bo nawet ta aspirująca do miana SuperMatki, nie jest w stanie dalej wykonywać wszystkich domowych obowiązków sama. Mamy równouprawnienie, mamy też nowe obowiązki. Mama po urlopie macierzyńskim wraca do pracy. Nawet jeśli minął rok od porodu to oprócz swoich zawodowych obowiązków, ma też nieprzespane noce, maluszka w domu, który potrzebuje miłości i opieki, a także gotuje i sprząta w domu. I jak ma znaleźć na to wszystko siłę i czas? Jak ma zachować równowagę, aby w tej nowej sytuacji nie zwariować…;-)?

Kariera a dziecko

Macierzyństwo przewraca nasze dotychczasowe życie do góry nogami. I to oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu:-). Jednak po porodzie nic już nie jest takie samo. Nasze najważniejsze, nazwijmy to „zobowiązania” są wobec naszego dziecka. Nic nie jest ważniejsze, nic bardziej się nie liczy, niż ta mała kruszyna, której zdrowie i cała przyszłość leżą w naszych rękach. To jej w pierwszej kolejności poświęcamy naszą uwagę i czas. Jasne, są matki które wracają do pracy 2 tygodnie po porodzie, ale to wyjątki. Nie powiem o nich złego słowa, choć sama bym tak nie postąpiła. Moim zdaniem 2 tygodnie po porodzie kobieta może jeszcze w pełni nie czuć, że jest matką, nie wie więc, co ona i jej dziecko mogą stracić…

Jak jednak Matka może połączyć karierę z macierzyństwem na jego wczesnym etapie, aby odbyło się to bez uszczerbku dla opieki nad dzieckiem? To bardzo trudne. Nie w każdym przypadku jesteśmy w stanie znaleźć złoty środek. Nie zawsze mamy wyrozumiałego pracodawcę, który potrafi odkryć, że jeśli pozwoli Matce na elastyczność, to ona odwdzięczy mu się ze zdwojoną efektywnością. Nie oszukujmy się, ale też niektóre z nas nie będą chciały być efektywne, nawet jeśli pracodawca da nam sporo swobody…

Jeśli jednak chcemy pracować i nadal się rozwijać, mając małego człowieka czekającego na nas w domu lub w żłóbku, to wielokrotnie napotykamy kłody pod nogami. Część z nich to nasze osobiste zmagania z dysonansowym uczuciem rozdarcia pomiędzy pracą a domem. Pomiędzy wizerunkiem idealnej matki, która w oczach społeczeństwa powinna zaprzepaścić siebie i w pełni się poświęcić, rezygnując z własnych marzeń, a kobietą pracującą, która nie tylko dlatego do pracy wraca, aby zarobić na chleb, ale ma także własne ambicje. Cześć z nich to system i przede wszystkim brak ludzkiego zrozumienia, że choć jesteśmy Mamami i mamy mniej czasu to nadal nam się chce, a nawet więcej właśnie dlatego potrafimy zrobić jeszcze więcej niż do tej pory, bo nam jeszcze bardziej zależy, bo mamy mniej czasu i potrafimy być super efektywne. Bo nie możemy sobie już pozwolić na marnotrawstwo roboczogodzin na kawę i pogaduchy w pracy. Bo wiemy, jak bardzo cenny jest nasz czas, właśnie teraz.

Zdarza się, że mamy też poczucie, że jesteśmy mniej elastyczne. Bo o ile kiedyś praca do późnych godzin wieczornych nie stanowiła żadnego problemu, o tyle teraz możemy poczuć ścisk w żołądku, gdy ktoś każe nam znacznie dłużej zostać. Możemy czuć się mniej efektywne, patrzeć na siebie jak na gorszą wersję siebie sprzed ciąży. Oczywiście to minie, tylko nie możemy się poddać i warto, abyśmy własnie teraz miały wsparcie i w pracy i w domu.

I moje dalsze refleksje na ten temat…Właśnie dlatego teraz, jak nigdy wcześniej rozumiem sytuację Matek powracających do pracy, które są rozdarte pomiędzy pracą a domem, pomiędzy chęcią samorealizacji zawodowej a realizacją siebie, jako dobrej, kochającej matki. Jedyną receptą jest zdrowy rozsądek i dystans, ale o to tak bardzo trudno, jeśli pracodawca nie stara się zrozumiec naszej sytuacji…

Osobiście uważam, że Paśntwo powinno myśleć więcej o matkach. Fakt, dano nam roczne urlopy macierzyńskie, ale dlaczego na 80%, a nie na 100% wynagrodzenia przez cały czas ich trwania? Zatroszczono się o wolne, ale nie zatroszczono o powrót do pracy, o zabezpieczenie kobiet przed zwolnieniami po tak długiej nieobecności. Nie zagwarantowano, że jeśli nas nie ma to i tak należą nam sie podwyżki, które w trakcie np. danego roku dostali inni pracownicy, tylko nie my, bo nas nie było… Wiecie, że we Francji, każda powracająca matka, ma z góry zagwarantowaną podwyżkę? Tak, ma, ponieważ Państwo rozumie, że zmieniają się warunki jej życia i ma teraz więcej wydatków….

Mogłabym jeszcze długo rozwodzić się nad tą sytuacją. Mogłabym i zapewne napiszę jeszcze wiele o tym, jak ciężo jest kobiecie wrócić do pracy, jak zły jest system i jak często brakuje „innym” zrozumienia.
Chciałabym, aby wszyscy pracodawcy rozumieli sytuację, w jakiej znajduje się świeżo upieczona matka, która po wielu miesiącach w domu, wraca do pracy. Chciałabym, żeby każdy z nich wiedział, z jakim ogromnym stresem wiąże się ta zmiana. Możemy dać z siebie nawet więcej niż do tej pory, w krótszym czasie, tylko ktoś musi nam tą szansę dać.

Jak poradzić sobie w nowej sytuacji, kiedy wracamy po macierzyńskim do pracy?

Nie będę powielać tego, co już jakiś czas pisałam (Co zrobić, aby powrót do pracy po urlopie macierzyńskim był jak najlepszy?), chciałabym tylko Wam napisać – MIEJMY WIARĘ W SIEBIE! Wszystko mija i się zmienia. Po pierwszych dwóch miesiącach będziecie pewnie czuły się już na nowo zadomowione w firmie. Dajcie sobie czas na wprowadzenie. Może nie być to łatwy okres. Pracodawcy są różni. Jeden da Wam na początku trochę luzu, drugi nie zważając na wiek waszych dzieci, będzie oczekiwał takiej samej aktywności jak kiedyś. W tym drugim przypadku polecam (jeśli się oczywiście da) ustalić z szefem warunki naszego powrotu i trybu pracy w pierwszych kilku tygodniach. Warto wytłumaczyć, jaka jest sytuacja i poprosić o wsparcie. Może to nie zadziałać w niektórych przypadkach. Nie polecę Wam zmienić pracy ;-), ale zaproponuję poprosić o wsparcie najbliższych, zaangażować babcię, męża. Nawet w najgorszej sytuacji, uda się znaleźć jakieś rozwiązanie.

MIEJCIE WIARĘ W SIEBIE! Bo kto bardziej w Was uwierzy, jeśli nie WY same :-)?

Bądź towarzyski, podziel się!