Jedno z głupszych pojęć parentingowych 0

Parenting to nieograniczona przestrzeń, gdzie co chwila, jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe, czasem psychologiczne, czasem też pseudo-psychologiczne pojęcia. A najgorzej, kiedy rodzą się ich swobodne interpretacje….. Niektóre tak bardzo wrosły w nasze otoczenie, że już nikt nie zastanawia się nad ich bezsensem.

Sama nadużywam określenia „bunt dwulatka”, choć to też jedno z grupy tychże właśnie pojęć. Ostatnio jednak czepiło się mnie bardzo „wychowanie bezstresowe”, bo gdzie się tylko nie obejrzę, wszyscy gadają tylko o tym.

Wychowanie bezstresowe

Kiedy czytam, że jakaś matka wychowuje roczne dziecko bezstresowo, to parskam śmiechem jak dziki koń. Bo niektórym się wydaje, że to źle… Że takie dziecko trzeba „wychowywać”, ograniczać, etc., a jak się tego nie robi… no to właśnie co? To od razu przyszywają ci łatkę rodzica, co wychowuje dziecko „bezstresowo”…. Tak na marginesie, takiego dziecka się jeszcze nie wychowuje i nie ogranicza, trzeba dać mu możliwość swobodnej ekspresji, a nie kazać tłumić emocje. Poza tym Wychowanie i Wychowanie to dwie różne rzeczy. Ale o tym będzie innym razem, więc koniec wywodu ;-).

Krąży taki jeden filmik w sieci, gdzie matka jest bita przez kilkulatka. Kiedy czytałam komentarze pod jego udostępnieniami, uderzyło mnie to, że większość osób nazywała to „efektem wychowania bezstresowego”. Tylko, że ja w tym filmie nie widzę bezstresowości. Wręcz przeciwnie, tego typu zachowanie u dziecka, wobec matki, może być efektem przemocy domowej. To dziecko może być właśnie zestresowane. Rodzice nie potrafią wyznaczyć granic (dalej jednak nie ma to nic wspólnego z tzw. „wychowaniem bezstresowym”). To w końcu to kilkuletnie dziecko mogło tego typu zachowania podpatrzeć we własnym domu.  Na samym końcu – kto do cholery stoi na tym filmiku za kamerą? No kto? Niestety, mimo wszystko, dla większości to jest nadal obraz wychowania bezstresowego….

I problem w tym, że o ile chętnie tego pojęcia nadużywamy, o tyle każdy z nas ma swoją własną interpretację i definicję.

Tymczasem….

Pojęcie „wychowanie permisywne (w wolnym tłumaczeniu: pozwalające)” zostało po raz pierwszy zdefiniowane w połowie XX wieku przez Benjamina Spock’a. Jedynie w Polsce przetłumaczono je na „wychowanie bezstresowe”, które mimo wszystko znaczeniowo jest bardzo odległe od oryginalnej nazwy.

Benjamin Spock zaproponował, aby w procesie wychowawczym uwzględnić podmiotowość dziecka. I wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy trzymali się tej definicji. W miarę upływu lat jednak uległa ona wypaczeniu i dla wielu „wychowanie bezstresowe”, zaczęło być równoznaczne z pozwalaniem dziecku na wszystko, bez wyznaczania mu jakichkolwiek granic, bez kar, bez słuchania rodziców. I tak właśnie zrodził się pewien mit. Ja nadal winię za to właśnie tą naszą polską nazwę…

Jednym więc się wydaje, że dziecko musi być chronione przed wszelkimi trudami życia. Inni natomiast twierdzą, że kara musi być ciężka, a dziecko wychowujemy już, jak jest w kołysce…

Stres a radzenie sobie w dorosłości

Musimy ustalić jedną rzecz. Nie ma możliwości, aby w całkowity sposób wyeliminować z naszego życia stres. Ma on również pozytywne strony. Oczywiście nie chcę tutaj pisać o długotrwałym stresie czy narażaniu dziecka na przeżycia traumatyczne.

Mówi się, że to co spotykamy na naszej drodze pozwala iść dalej. Dlatego stawianie czoła trudnościom, podejmowanie prób rozwiązania problemów, przybliża nas o wiele bardziej do bycia skutecznym w dorosłości.

Dzieci należy chronić przed traumą, biciem i wszelkimi sytuacjami, zagrażającymi ich życiu i psychice. Nie wolno jednak całkowicie wyeliminować z ich życia sytuacji trudnych. Bo jeśli to zrobimy, to w jaki sposób mają one poradzić sobie w przyszłości? Wychowując więc w duchu zniekształconego pojęcia „wychowania bezstresowego”, gdzie chodzimy za naszym dzieckiem jak cień, żeby włos z głowy mu nie spadł, mamy spore szanse na stworzenie nieudacznika, który nie nabędzie odpowiednich umiejętności, aby poradzić sobie w pracy czy w życiu prywatnym.

Wychowanie stresowe

Jest też i druga skrajna grupa. Rodzice, którzy myślą, że tylko kara i sztywne granice, zbudują właściwy charakter. Często też użycie pasa ma być tutaj środkiem do celu. Ci ludzie nie rozumieją, że zastraszanie i życie w ciągłym stresie, nie niosą ze sobą niczego dobrego.

Co nam pozostaje?

Wybrać dobrze i znaleźć równowagę, między tym co powinno być lekkie i przyjemne, a tym co trudnym musi pozostać. Przede wszystkim warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że przez resztę naszego życia nie będziemy się uganiać za naszym dzieckiem, tak jak np. robimy to obecnie na placu zabaw, pilnując „żeby tylko nie spadło”.

Wiecie, że jesteśmy inni niż nasi rodzice, kiedy to my byliśmy dziećmi? Nieograniczony wręcz dostęp do prasy i wiedzy, sprawiają, ze jesteśmy o wiele bardziej świadomi różnych zagrożeń, jakie czyhają na nasze pociechy, w każdym zakamarku tego świata. Czasem trudno jest odpuścić. Ale to nasze zadanie, aby z jednej strony dać bezpieczeństwo, a z drugiej zadbać, aby nasze dzieci same o nie potrafiły kiedyś zadbać. Nie wiążmy więc za nie sznurowadeł i nie zapinajmy kurtek, nie rozwiązujmy za nie konfliktów z kolegami, nie usuwajmy z ich życia wszystkich frustracji i trudów, pozwólmy im samym stawić temu czoła. Bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wychować samodzielnych i silnych ludzi.

Bądź towarzyski, podziel się!