Jak panować nad ciążowymi zachciankami i wilczym głodem??? 0

Pytanie: biologia czy nasza psychika? Czy może coś jeszcze innego? Już od jakiegoś czasu zastanawiam się o co chodzi w ciążowych zachciankach i nie mam pojęcia, bo ich nie mam :-(

I szkoda, bo chciałabym coś na sobie przetestować i nie mogę, a tak muszę napisać jakiś lekko kontrowersyjny artykuł, mając nadzieje Kochane Dziewczyny, że do mnie napiszecie albo ze sprostowaniem i informacją, że się mylę albo z kolejnymi pomysłami, jak z tym walczyć. Bo wiem, że są, że wiele kobiet ma zachcianki, że mężowie kursują po nocach na stacje benzynowe, buszują po sklepach i McDonaldsach, a ja swojego nie mam po co wysyłać :-(

No ale cóż, jedyne co mogę, to zaoferować kilka psychologicznych tricków, które mam nadzieję, jeśli tylko będziecie chciały z nich skorzystać, pomogą Wam w walce z niechcianymi zachciankami ;-)

Na początek geneza i trochę Be Mam’owej teorii:

1) Zdecydowanie pierwszym winowajcą są hormony. Nasza gospodarka hormonalna zmienia się dość istotnie w trakcie ciąży. Gwałtownie wzrasta poziom hormonu gonatropiny kosmówkowej – Beta-hCG. U jakiejś jednej trzeciej kobiet wywołuje to mdłości, u pozostałych wilcze napady głodu. Hormony wpływają również na nasz zmysł węchu i smaku, co może skutkować zmianą preferencji żywieniowych w okresie ciąży. I tu mamy jedno ze źródeł zachcianek w ciąży.

2) Kolejne to ochrona malucha, który ma przyjść na świat. Nasze ciało wysyła sygnały o zapotrzebowaniu na niektóre składniki odżywcze, jak również odrzuca pewne rzeczy typu alkohol czy papierosy. Jeśli masz niedobór białka, to być może będziesz odczuwała apetyt na produkty zawierające ten właśnie składnik. Tu musimy jednak pamiętać, że dzisiejsze czasy to nie era prehistoryczna, ani nie jakieś średniowiecze, kiedy ilość bodźców zapachowych i smakowych była znacznie mniejsza. Obecnie mamy do czynienia z takim przeładowaniem nimi, że nasz organizm głupieje i nagła potrzeba zjedzenia słoika nutelli nie oznacza wcale, że nam tego „składnika odżywczego” brakuje ;-)

3) Jeszcze innym winowajcą jest nasz mózg, a dokładniej sposób w jaki myślimy o ciąży. Wiele z nas mówi sobie: „a co tam w końcu jestem w ciąży, to mogę jeść ile potrzeba, to nie będę się ograniczać”… Jak bardzo wtedy siebie oszukujemy, to wie każda z nas najlepiej. To z kolei może powodować jedzenie wielu rzeczy, które nie powinny się znaleźć na naszym talerzu. A że jedzenie wciąga to może się to skończyć jak u Milli Jovovich, która w ciągu pierwszych 4 miesięcy swojej ciąży przytyła 20 kg, jedząc niesamowite ilości masła orzechowego, bo takie akurat miała zapotrzebowanie ;-)

4) Przyczyny mogą być jeszcze inne. Jedzenie może stać się dla nas substytutem, który zapewni nam spokój, radość, zredukuje stres.

5) Ostatnia rzecz to nieregularne jedzenie i źle zbilansowana dieta. Jeśli jecie nieregularnie, wasz organizm może dopominać się o jedzenie w różnych godzinach. Jeśli nie jadłyście cały dzień to pod wieczór z pewnością pochłoniecie ogromną ilość jedzenia. Źle zbilansowana dieta, uboga w składniki odżywcze, może również spowodować niepohamowany apetyt na różne potrawy.

Ale nie można się dać zwariować. Zawsze przecież można coś z tymi niechcianymi zachciankami zrobić. A więc jak?

Poniżej propozycje narzędzi walki z niebezpieczną zachcianką:

1- Bądź kreatywna w szukaniu dobrych zamienników. To zależy tylko od Ciebie, dlatego szukaj zamienników, czytaj artykuły i blogi o zdrowym odżywianiu. To istna kopalnia pomysłów!
Dzięki temu będziesz wiedziała, że:
* lody możesz zastąpić np. zmrożonym owocowym jogurtem
* słodkie muffinki owocami, lub lepiej – możesz upiec o wiele zdrowsze muffinki z fruktozą i mąką amarantusową lub gryczaną
* colę lepiej zastąpić wodą z limonką lub sokiem wyciśniętym ze świeżych owoców
* zamiast pączków, o wiele lepsze będzie pieczywo gruboziarniste lub chlebek pieczony z samych nasion, do którego dodasz odrobinę miodu, a jak już naprawdę będziesz chciała tych pączków to spróbuj pieczonych z Kwestii Smaku
* owocowy, sztuczny, słodzony (nawet 50 g cukru na 400 ml!!!) jogurt z butelki, zastąpisz o wiele zdrowszą miksturą z: jogurtu naturalnego, malin/ jagód/ bananów, posłodzoną łyżeczką naturalnego miodu lub fruktozy
* słodzone płatki śniadaniowe można zastąpić płatkami owsianymi (też polecam gruboziarniste) z miodem lub brązowym cukrem. Ja uwielbiam dodawać suszone wiśnie, bo są słodkie i nie trzeba już wcale cukru.                                Do tego wszystkiego można zaszaleć z ciastami z kaszy jaglanej, na mąkach migdałowych i owsianych.

2- Stosuj zbilansowaną dietę. Jeśli będziesz dbała o właściwy skład odżywczy posiłków, wówczas ryzyko, nagłego zapotrzebowania na niezdrowe przekąski, powinno się zmniejszyć.

3- Regularne godziny posiłków. Już na samym początku mojej ciąży zanalizowałam sposób, w jaki się odżywiam, częstotliwość i ilość posiłków, zaczęłam prowadzić dziennik odżywiania (Dziennik Odżywiania i Diety plan naprawczy). To wszystko z myślą o tym, aby godziny moich posiłków były jak najbardziej regularne i abym nie odczuwała wilczego apetytu. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że się udało. Moja waga wzrasta prawidłowo. Jestem bardzo zadowolona :-)

4- Zrób to sama. Jeśli będziesz sama piec czekoladowe muffiny, nauczysz się przygotowywać chipsy np. z gruboziarnistej tortilli, posmarowanej oliwą i papryką, a nie z ziemniaków na oleju, czy samodzielnie usmażysz hamburgery, to z pewnością będziesz w stanie skontrolować ich zawartość kaloryczną, a przede wszystkim zastąpić chemię, cukier i tłuszcz zdrowymi składnikami. W ten sposób odchudzisz potrawy, zadbasz o ich skład odżywczy, plus możliwe ze zafundujesz sobie jeszcze jedno działanie uboczne – mniejszy apetyt. Bo gdy już tak się przy tym napracujesz, nawąchasz zapachów, poczujesz być może, że już nie musisz tego wcale jeść ;-)

5- Jedz małe porcje. Jeśli już nie możesz się oprzeć, to przynajmniej zamów 1 kawałek ciasta, 1 pączka, jedną porcję frytek, a potem najlepiej zjedz połowę. Nie polecam kupowania dużych, XL, 2 + 1 gratis opakowań. Może i wyjdzie taniej, ale taka oszczędność na pewno nie posłuży naszej figurze ;-)

6- Zanim się poddasz i zjesz, zastanów się dlaczego akurat na to masz ochotę? Może tylko dlatego, że wydaje się Tobie że tak jest, a tak na prawdę nie potrzebujesz kolejnego batonika czy porcji tłustych frytek…. Może potrzebujesz czegoś na ząb i równie dobrze posmakuje Tobie marchewka czy jabłko.

7- Określ ile razy w tygodniu możesz poddać się pokusie. Dobrze jest wyznaczyć sobie jakiś limit, wybrać dzień w tygodniu lub określić ile razy możemy „poszaleć”;-).

8- Nigdy nie mów: „Mogę sobie na to pozwolić bo w końcu jestem w ciąży”,!

9- Nie jedz, aby poprawić sobie nastrój. Łatwo mi mówić? Może nie w ciąży, ale zdarzały mi się chwile, gdy myślałam sobie jestem taka wściekła, muszę sobie czymś poprawić humor. Czy się poprawił od tego wchłoniętego cukru? Wątpię. Mi w takich chwilach o wiele bardziej poprawia nastrój wysiłek fizyczny. Musze sobie pobiegać lub tak jak teraz, wyjść z kijkami na spacer. I wszystko mija, jakoś nie potrzebuję czegoś dobrego i kalorycznego do schrupania :-).

10- Czasem mały grzeszek nie zaszkodzi ;-). Jeśli będziesz się ograniczała na siłę, to i popsujesz sobie nastrój i jeszcze większą będziesz miała potem ochotę na coś niezdrowego. Przykładowo z tego też powodu proponowałam jakiś czas temu w Mojej Diecie Naprawczej (Diety plan naprawczy), nie eliminację słodyczy z diety, ale wyznaczanie dni w ciągu tygodnia, kiedy będziemy je jadły.

I to już wszystkie moje propozycje :-)

@Dziewczyny,
i co sądzicie o moich teoriach i narzędziach walki z zachciankami?
Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie :-) Piszcie!

Bądź towarzyski, podziel się!