Dlaczego warto jeździć rowerem do pracy? 0

Jeszcze pięć lat temu nie potrafiłam wyobrazić sobie, jak można jeździć na rowerze do pracy. To oczywiście nie znaczy, że w ogóle bym na to nie wpadła. Chodziło mi to po głowie dość długo, tylko niestety ciągle z tego rezygnowałam. A bo się spocę. A bo nie dam rady dojechać na czas. A bo będę musiała się przebrać….Wymówek było sporo i niestety mój słomiany zapał nie pchał tego tematu naprzód…

Zmieniłam jednak pracę i nagle okazało się, że moja trasa do roboty to dosłownie 5 minut szybkiej jazdy. Nie było już wymówek, bo nie tylko było blisko, ale i pracodawca zadbał o szatnię, prysznic i szafki (no wiem wiem, szczęściara ze mnie i niestety nie każdy pracodawca zadba o to, aby pracownicy mogli być fit ;-)). Spróbowałam. To śmieszne, ale nie obyło się bez obaw, że ktoś mnie może zobaczyć w tym moim wielkim kasku (tak, od czasu stłuczki rowerowej jeżdżę w kasku i nie ma zmiłuj się)…… Ale jakoś to przełknęłam. Przyjechałam pierwszy raz, potem drugi i trzeci.

Można powiedzieć „wciągnęłam się w temat” i poczułam, że wreszcie jestem prawdziwą „rowerzystką” ;-). Pojeździłam kilka letnich miesięcy, a gdy zrobiło sie zimno schowałam rower do piwnicy. Minęła zima i znowu nastała wiosna. Tym razem nie było już powodów, żeby nie wsiąść na rower do pracy. Pojeździłam 2 miesiące i wtedy przeprowadziliśmy się znacznie dalej i moja odległość do pracy istotnie się wydłużyła. Od teraz było to już jakieś 25-30 minut względnie intensywnej jazdy, 11 km w jedną stronę.

Myślałam, że nie dam rady, ale spróbowałam. Zakochałam się w tej dłuższej trasie niemalże od pierwszego wejrzenia:-). Odkryłam, że to jest mój czas na świeżym powietrzu, i to już nie jest jakiś tam spacerek, ale konkretny kawałek drogi. Można więc to już nawet nazwać „sportem”.

I tak minął lipiec, potem sierpień i wrzesień. W tygodniu przejeżdżałam średnio 120-150 km. Z zadowoleniem zauważyłam nawet niewielki ubytek czegoś w rejonie 2-3 kg… Choć nie o to tu chodziło, tylko o energię i dobre samopoczucie, jakie z tego wszystkiego czerpałam…

A teraz jestem mamą. Od grudnia ponownie pracuję, a od 1go kwietnia znowu jeżdzę do roboty na rowerze. I teraz jeszcze bardziej niż wcześnie doceniam to, że mam rower i mogę przejechać dziennie przynajmniej 22 km. To niesamowita oszczędność czasu, bo

A-dzięki rowerowi nie stoję w korkach (trzeba przyznać, że zaoszczędzam w ten sposób ok. 5-10 minut),

B-jadę do pracy i jednocześnie ćwiczę i

C- oprócz tego, że przemieszczam się do roboty i uprawiam sport, to oczywiście jeszcze mam czas na przemyślenia, a więc jak to ze mną bywa – generuję pomysły (tak, to następuje tylko wtedy, gdy jestem aktywna).

Dobrze zaplanować

Ktoś mi kiedyś powiedział, cytuję, że „podziwia mnie za to, że jeżdżę do pracy na rowerze”. No można się załamać, gdy ludzie podziwiają Cię właśnie za to ;-), ale ma to i swoje dobre strony – w końcu ostatecznie za coś cię podziwiają ;-).

Bynajmniej jazda na rowerze do pracy sama w sobie nie powinna być przedmiotem zachwytu. Można ją jednak usprawnić i przede wszystkim sprawić, aby ostatecznie doszła do skutku. Wszystko można sobie też dokładnie zaplanować i przygotować. A jak wciagniecie się, to codzienne obserwowanie godzinnej prognozy pogody po prostu wejdzie Wam w krew ;-)

Pierwsza jazda w sezonie do pracy wymaga:

1) Przygotowania rowera, a przynajmniej napompowania wcześniej kół i sprawdzenia, czy nie są przebite. Pamiętajcie ;-)! To może być Wasza pierwsza wymówka w dniu, w którym będziecie chciały (lub i chcieli ;-)) wyruszyć rowerem do pracy.

2) Znalezienia zapięcia z kluczykiem, które często po drodze od sezonu do sezonu, lubi się zagubić. No tak, ja kupuje co sezon nowe, i nie pytajcie się mnie dlaczego ;-)

3) Plecaka (no tak, tego zawsze też szukam…)

4) Przygotowania pierwszego zestawu sportowego – butów, spodni, bluzy-kurtki, itp. itd. I radzę przygotować wszystko wieczorem, bo jeśli wstaniecie rano i będziecie mieć do wyprawienia jeszcze oprócz siebie, malucha lub maluchy w liczbie mnogiej, to gwarantuję, że inauguracja sezonu rowerowego może nastąpić znacznie później niż przewidywano….

5) Jeśli macie kawałek do pracy i będziecie brać po jeździe rowerem prysznic, to oczywiście potrzebujecie jakiś żel do mycia ciała, antyperspirant, ręcznik, klapki, itp.

Jak już punkty 1-5 będą gotowe to oczywiście codzienną wieczorną (radzę wieczorną, nie poranną, bo może nie wyjść) rutyną powinno być również przygotowanie tego, co następuje:

1) Laptopa (jeśli potrzebujecie do pracy, bo to punkt nr 1 na mojej liście, bez bniego jak bez prawej reki ;-))

2) Ubrania, w jakie się przebierzecie po przyjeździe do pracy

3) Butów (możecie mieć też jakieś przygotowane w pracy, wtedy nie trzeba ich „w te i we wte” wozić)

4) Kosmetyków do makijażu (no ja nie maluję się w domu, tylko po przyjeździe do pracy; wiaterek potrafi niestety sprawic, że oczy mi łzawią i wtedy makup jak na haloween…)

5) Papierowej torby, jeśli nie chcecie pognieść sobie ubrań. Ja tak właśnie robię. Najczęściej jest to mała, papierowa torba, którą wieszam na kierownicy. Tu nie ma więc wymówki typu – ‘bo ubrania się pogniotą’.

Wyruszamy do pracy

Warto sprawdzić trasę w inny dzień ;-) Mówię poważnie. Przetestujcie trasę dom-biuro w weekend, zmierzcie czas, zobaczcie, jak sie Wam będzie jechać. To na prawdę dobrze Wam zrobi. Wtedy w pierwszy dzień jazda do pracy na rowerze nie będzie dla Was czymś nowym i jeszcze raz się powtórzę – juz tak łatwo z niej nie zrezygnujecie.
A potem przejedziecie tak pierwszy dzień, drugi, trzecie i juz nie będziecie potrafiły sobie wyobrazić życia bez jazdy na rowerze do pracy…

Czarna lista wymówek

1. Nie mogę jeździć do pracy na rowerze, bo muszę odwieźć dzieci do przedszkola – ok, a co jeśli je odwieziesz wcześniej i wrócisz do domu po rower? A może fotelik rowerowy lub przyczepka rozwiążą sprawę? Ostatnio szukałam rozwiązania dla kolegi, który ma już starsze dzieci i ich szkoła jest mniej więcej w połowie drogi do naszej pracy. Zapytałam się, czy być może dzieciaki też nie wsiadłyby na rower…

2. Muszę być elegancka w pracy. Musisz i możesz, tak samo jak mówiśz i masz ;-) Szykujesz zestaw, pakujesz przed wyjściem z domu w papierową torbę, wieszasz na kierownicy, a w pracy się przebierasz. Powiem więcej, jeśli skomponujesz ten zestaw wieczorem, to rano nie będziesz musiała latać w panice od szafy do szafy w poszukiwaniu „czegoś do ubrania”.

3. Nie mam sie gdzie przebrać. No nie masz, ale to nie powód żeby zrezygnować. Ja w pierwszym etapie mojej jazdy na rowerze do roboty, wchodziłam do biura w stroju sportowym i przebierałam się w toalecie.

4. Bo spóźnię się do pracy. A wcale, że nie! Jesli wszystko wyliczysz sobie wcześniej i sprawdzisz trasę to będziesz wiedziała, kiedy masz wyjść z domu, żeby być w pracy na czas.

5. Coś jeszcze? Już nie wymyślaj, tylko zastanów się, jak to wszystko sobie zorganizować, bo

Korzyści z jazdy rowerem do pracy jest na prawdę sporo :-)

1) Nie stoisz w korkach

2) Efektywnie wykorzystujesz swoją drogę do i z pracy

3) Jeśli nie masz czasu na ćwiczenia, to właśnie pedałując na rowerze doskonale zużywasz czas, jaki zazwyczaj spędzałabyś siedząc bezczynnie w autobusie lub za kółkiem kierownicy. Juz nie będziesz potrzebowała kolejnej godziny na cwiczenia, po przeciez właśnie to robisz :-)

4) Relaksujesz się. Jazda na rowerze, podobnie jak i każdy rodzaj ruchu, zmniejsza stres, dodaje energii, pobudza. Czegoż więcej Ci potrzeba :-)?

Więc jeśli jeszcze się zastanawiasz, nie wiesz, czy to dobry pomysł, aby przyjechać do pracy na rowerze, to po prostu spróbuj. Bo jeśli tylko będziesz się zastanawiać i rezygnować, to nigdy się tego nie dowiesz ;-)

Bądź towarzyski, podziel się!