Dlaczego warto „coś” jeszcze robić na urlopie macierzyńskim? 0

Jeszcze kilka tygodni i 1go grudnia wejdę z powrotem do mojego biura. Tutaj mam na myśli skuteczne ‘wejście’, bo i tak w ostatnim czasie zaglądałam do firmy z odwiedzinami dość często. Zrobiło mi to raczej dobrze, bo na nowo poczułam się zakorzeniona w strukturze organizacji i na pewno nie powiem, że czuję się ‘dziko’ wracając do pracy.

A blog, który prowadzę dodał do tego wszystkiego swoje 3 grosze. Bo mimo wszystko przez cały urlop macierzyński miałam poczucie, że oprócz matczynych obowiązków robię coś jeszcze. I pomagało mi się to zorganizować, a dodatkowo nauczyłam się, jak wykorzystać dosłownie chwilę, żeby zrobić zdjęcia lub napisać nowy artykuł. Doszłam do wprawy, bo nie ma dnia bez nowego tekstu. Piszę różne rzeczy, nie ze wszystkich obszarów mam wiedzę i często muszę szukać informacji, aby ostatecznie powstało to, co trafia do Was – mojego czytelnika :-). Jestem przygotowana na powrót do pracy i wiem, że mój blog na tym nie ucierpi, bo zdążyłam nauczyć się działać bardzo szybko i wykorzystywać krótkie chwile. Matka nie ma wiele czasu, ale dzięki temu można powiedzieć, potrafi czasem zrobić więcej ;-).

Wracając do tematu – co i dlaczego polecam robić w trakcie urlopu macierzyńskiego?

Tylko nie zrozumcie mnie źle. Nikomu nie każę pracować na macierzyńskim. Zdaję sobie też sprawę z tego, że nie każda z nas będzie miała na to siłę i ochotę. Ja polecam, co nie znaczy, że trzeba tak robić:-). I napiszę też dlaczego.

Siedząc (już widzę, jak mój maź się śmieje, że przecież cały czas ‘się nie siedzi’…) w domu z maluchem, jeśli tylko chcemy, możemy próbować podjąć pewne aktywności, które w jakiś sposób dadzą nam poczucie zdyscyplinowania, działania, bycia aktywną. Znam kilka mam, które przez pierwsze miesiące planowały. Po prostu zajmowały się planowaniem tego, co chcą robić po urlopie, jakie firmy założą, skąd wezmą pieniądze, co muszą zrobić, czego się nauczyć, żeby ten plan wcielić w życie, itp. itd. Wiele z tych mam, w tak zwanym „międzyczasie”, zdołało jeszcze zrobić szkolenia. Znam też jedną, która obroniła pracę magisterską. Czy ze szkodą dla dziecka? Nie, bo nie opuszczały maluchów, tylko mając chwilkę, potrafiły ją wykorzystać dla siebie.

Może blog?

Można też prowadzić blog. Powodów, dla których powstał bemam.pl, jest wiele. O części przyczynek pisałam jakiś czas temu (Szczęśliwa mama. Jak powstał pomysł na blog bemam.pl). Nie wspomniałam wtedy jednak, że to był wymarzony rodzaj pracy, jaką świeżo upieczona mama może wykonywać zawsze i wszędzie. Poducha czy tam rogal do karmienia (Poduszka do karmienia. Tak czy nie?) stał się moim ulubionym rekwizytem macierzyńskim, bo Adaś często na niej smacznie spał, a ja w tym czasie pisałam kolejne posty. W miarę upływu kolejnych macierzyńskich miesięcy moja praca zyskiwała na popularności (o, tak sobie to pozwolę nazwać ;-)). To wprawdzie blog, można powiedzieć moje hobby, ale do obowiązków i zobowiązań podchodzę śmiertelnie poważnie. Mam plan, co kiedy powinno się pojawić, mam terminy, bardzo często ustalone z moimi partnerami biznesowymi. I choćby się waliło i paliło, wymagam od siebie dyscypliny i sprostania wszelkim ustaleniom/ zobowiązaniom, jakie poczyniłam. Dokładnie jak w pracy. Jeśli chcemy pójść dalej, nawet (a może i szczególnie) w przypadku naszego hobby, powinniśmy traktować to, co robimy poważnie i odpowiedzialnie. Tak więc blog – moim zdaniem najlepsza forma pracy dla ‘siedzącej w domu’ mamy, pozwala się zorganizować i choć troszkę poczuć, jakbyśmy nadal były w biurze. Dodam, że kilka z Was też założyło swoje blogi podzas macierzyńskiego (Natalia – http://pomyslmamy.pl/ i Mariola – http://dzidziusiowy.blogspot.com/) i widzę, że podobnie jak i ja czerpiecie z tego dużo radości i przyjemności:-). I o to w końcu chodzi!

Co jeszcze można robić?

O nauce już było na początku, ale jeszcze raz powtórzę. Znam mamy, które obroniły magisterkę, znam też i takie, które pisały doktorat, uczyły się języków obcych albo robiły certyfikaty. Mimo, że to czas, kiedy jesteśmy niewyspane i zmęczone, to zawsze jednak jest szansa na chwilkę, w której możemy coś zrobić. Jest też wiele kobiet dla których macierzyński był świetnym czasem, aby założyć własną działalność, a teraz mają dobrze prosperujące firmy. Jakiś czas temu pisałam o Kornelii Ligaszewskiej-Leśniak, szczęśliwej mamie 5tki dzieci, właścicielce firmy Mama ma i dystrybutorce butelki PaulandStella („Mama ma” – Super butelka i pełna energii przedsiębiorcza mama). Na bemam.pl pojawił się również artykuł o Magdzie Zientarze (LEOTTI – MAMA POTRAFI!!!), która w czasie macierzyńskiego zaczęła szyć przepiękne pościele i poduchy dla najmłodszych, a w końcu założyła firmę LEOTTI.

Dlaczego polecam robić ‘coś jeszcze’ podczas macierzyńskiego?

Przede wszystkim nie trzeba robić nie wiadomo jak dużo, ale dodanie sobie obowiązków, może pomóc nam się lepiej zorganizować. Aktywność podczas macierzyńskiego przygotuje nas też w doskonały sposób na powrót do pracy. Bo mimo wszystko będziemy podświadomie czuły, że tak naprawdę nie zrobiłyśmy sobie żadnej przerwy, w końcu dalej pracujemy.
Niektóre z nas, podczas siedzenia w domu będą czuły, że potrzebują robić coś jeszcze, bo (niestety) „jeszcze chwila i zwariują”. Dodatkowe zajęcie może być też świetną odskocznią. Bo Dziewczyny, nie każda z nas jest stworzona do siedzenia w domu, tak jak nie każda będzie chciała i czuła się na siłach, aby robić coś jeszcze. To bardzo indywidualna kwestia. Jedne z nas doskonale się w tym odnajdą, a inne będą potrzebowały czegoś więcej, bo mimo, że kochają swoje maleństwa nad życie, to potrzebują być cały czas aktywne. Robienie „czegoś jeszcze” może świetnie wpłynąć na poprawę naszego samopoczucia, nawet jeśli jesteśmy po prostu „wykończone”.

Wiele badań pokazuje, że ponad ¼ młodych matek (czyli ok. 27%) obawia się zwolnienia po urlopie macierzyńskim. -> Swoją drogą to bestialstwo ze strony pracodawców i jeśli będziecie zainteresowane to zapraszam do współpracy, bo niedługo zacznę o to walczyć, a przynajmniej taki mam plan :-). I ostatni argument, związany odrobinę z tym powyżej. W trakcie macierzyńskiego możemy podnosić nasze kwalifikacje, doszkalać się, poszerzać wiedzę lub np. umiejętności językowe. To zaprocentuje. Bo albo pokażemy w pracy po powrocie, że możemy więcej, albo będziemy mogły ubiegać się o lepszą pracę (w tej samej lub w innej firmie).

Na zakończenie powiem tak: wszystko w naszych rękach. Jak zawsze, to od nas zależy co zrobimy i jaką drogą pójdziemy. Zachęcam do „działania” podczas urlopu macierzyńskiego, bo uskrzydla, dodaje energii i pewności siebie, a koniec końców może nam przynieśc bardzo dobre rezultaty :-)!
Powodzenia Dziewczyny!
Ps. Jeśli szukacie inspiracji, co robić? Potrzebujecie rady, itp. to piszcie do mnie na maja.bemam@gmail.com

Pozdrawiam serdecznie,
Wasza Maja :-)

Bądź towarzyski, podziel się!