DLACZEGO TO ŹLE, KIEDY MAMA BIERZE WSZYSTKO NA SIEBIE? 0

Tekst był publikowany w ramach Akcji Tato Pomaga Mamie

Dzisiejszy artykuł jest w znacznej mierze skierowany do kobiet, bo dotyczy sytuacji, gdy Mamy z własnej woli lub w wyniku określonych okoliczności, przejmują większość lub całość rodzicielskich obowiązków na swoje barki, mimo iż mogłyby oddać przynajmniej ich cześć w ręce Taty. Problem ten, choć z pozoru wydawać by się mogło błahy, jest w swej istocie o wiele bardziej złożony i wpływa nie tylko na obciążenie jednego rodzica, ale przede wszystkim na dzieci. Nie ma nic lepszego niż sytuacja, gdy rodzice potrafią wspólnie wykonywać rodzicielskie obowiązki. Dość często zdarza się jednak, że pieczę nad wychowaniem dzieci sprawuje tylko mama.

Kiedy Mama zaczyna brać całą rodzicielską odpowiedzialność i opiekę na siebie?

Przyczyn takiej sytuacji może być bardzo wiele. Kobiety często obawiają się, że partner nie potrafi opiekować się dzieckiem, co w zasadzie jest tylko i wyłącznie ich wymysłem, bo przecież one same również muszą nauczyć się bycia rodzicem. Mężczyzna może unikać obowiązków zaraz po porodzie, w obawie, że może zrobić krzywdę maluchowi, a wtedy mama przejmuje inicjatywę. Może być też tak, że Tato pracuje wiele godzin i wraca wieczorami, nie mając siły na dodatkowe obowiązki (pytanie tylko, czy faktycznie nie ma siły, czy też z jakiegoś powodu nie chce?). Powodów będzie znacznie więcej i wszystkie one mogą w dalszej perspektywie prowadzić do jeszcze większego rozłamu w podziale rodzicielskich obowiązków. Na koniec Tato staje się tylko tym od zabawy, a Mama jest od opieki i obowiązków.

Sytuacja nie musi być aż tak jaskrawa, aby dzielić od razu na czarne i białe, jednak z pewnością w wielu związkach będzie przyczyniać się do tego, że kobieta sama, często nieświadomie, zawłaszcza dla siebie coraz więcej rodzicielskich obowiązków. Czy jest z tym szczęśliwa? – Niekoniecznie, ale może nie zdawać sobie z tego sprawy. Czy może mieć to zły wpływ na dziecko? – Możliwe, bo z czasem Mama może stać się bardziej sfrustrowana i niezadowolona z zaistniałej sytuacji, w której wszystko spada na jej barki, a w jej oczach „mąż nie robi nic przy dziecku, tylko ona….”. Tą frustrację z czasem niestety będzie bardziej lub mniej świadomie przelewać na dziecko…

Samosprawdzające się proroctwo – efekt Pigmaliona

Jednym z bardziej znanych zjawisk psychologicznych jest samosprawdzające się proroctwo, które będzie tłumaczyło część przypadków nierównego podziału rodzicielskich ról. Upraszczając, polega ono na tym, że tworzymy pewną wyjściową hipotezę co do osobowości i zachowania danej osoby, a następnie zgodnie z tym początkowym założeniem zaczynamy ją traktować. Przykładowo, jeśli matka uważa, że ojciec nic nie potrafi robić przy dziecku, to zacznie ona podejmować pewne aktywności, które w konsekwencji spowodują, że ojciec faktycznie nie będzie umiał zająć się maluchem, bo będzie z nich zwyczajnie zwolniony. Bardzo często zdarza się, że kobiety nie pozwalają mężczyznom na karmienie dziecka, bo np. wszystko się wybrudzi, na zmienianie pieluchy, bo zapnie ją zbyt luźno – zbyt mocno – źle, na usypianie, bo nie potrafi i kąpanie, bo wszystko zachlapie, czy też źle chwyci dziecko. Z czasem Tato zacznie się coraz bardziej wycofywać, bo będzie nieświadomie czuł, że skoro ktoś założył, że nie potrafi on opiekować się dzieckiem, to być może tak rzeczywiście jest. W rezultacie wszystko zostanie na głowie Mamy, która dopiero za jakiś czas zauważy, że tylko ona jest obciążoną obowiązkami.

Nic na siłę

Do opieki nad dzieckiem lepiej nie zmuszać. Ten punkt w zasadzie odnosi się do obu płci i mimo, iż ma większe zastosowanie w teoriach motywacji, to mimo wszystko odnajdziemy ten aspekt również w wykonywaniu rodzicielskich obowiązków. Matka niejako naturalnie po porodzie zaczyna opiekować się dzieckiem i jest to jej nieprzymuszona wola, robi to instynktownie, bo tak czuje i chce. Podobnie będzie również w przypadku ojców. Wielu z nich już zaraz po przyjściu na świat maleństwa, poczuje odpowiedzialność za nie, a co za tym idzie bez problemu przejmie część rodzicielskich obowiązków. Jeśli jednak z jakiegoś powodu Tato nie włączy się, nie warto naciskać i zmuszać, nie warto też wywoływać kłótni. O wiele lepiej będzie jeśli tato zostanie z maluchem na chwilę sam i będzie musiał sobie poradzić. Inne rozwiązanie to pokazanie bezradności przez Mamę, prośba o pomoc czy też po prostu angażowanie partnera w podejmowanie różnego rodzaju decyzji, nawet tych mniej istotnych – jak wybór łóżeczka, długość urlopu macierzyńskiego, czy dziecko pójdzie do żłobka, czy będzie mieć nianię, szczepić od razu po porodzie czy wybrać indywidualny tryb szczepienia. Niech wszystko stanie się wspólną decyzją, wtedy obie strony będą czuły się odpowiedzialne. Jeśli Mama będzie zmuszać Tatę do opieki, to może uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego i albo tato się wycofa, albo będzie wykonywał pewne czynności tylko dlatego, że czuje się do nich zmuszany, a nie dlatego, że tak naprawdę chce. Sedno tkwi w motywacji, dlatego warto podejmować decyzje, czuć, że są wspólne i przede wszystkim, że chcemy robić to, co robimy. Czyli jeśli jesteśmy ojcem, to angażujemy się, bo tego chcemy, a nie dlatego, że ktoś nam każe.

Do czego to wszystko prowadzi?

Nierówny podział rodzicielskich ról może być fatalny w skutkach zarówno dla rodziców, jak i dla dziecka.

Jasper Juul powiedział kiedyś (Tygodnik Powszechny, Zmianamama, Nr 22 (3281), 27 maja 2012), że „jeśli kobieta kocha, to robi rzeczy, których nie chce robić”. Ten cytat staje się o wiele bardziej ważny w opisywanej sytuacji, kiedy to Mama przejmuje na siebie wszystkie rodzicielskie obowiązki. W naszym społeczeństwie, czy chcemy tego, czy nie, nadal króluje przekonanie, że rola Mamy to praca na 24 godziny, pełna poświeceń i wyrzeczeń.. Kobieta, która powie, że jest tym zmęczona i ma dość, niestety bardzo często natrafia na brak zrozumienia. A szkoda. Pozostawiona sama sobie, często spędzająca większość dnia bez męża, z malutkim dzieckiem, może niestety popaść w stan frustracji. Wówczas zaczyna wykonywać pewne rzeczy, które niekoniecznie chce robić, a dziecko, którym się zajmuje niestety dość szybko to odczuje. Odczuje złość matki, odczuje emocje, które niekoniecznie będą czyste, bo będziemy mieć do czynienia z pewną mieszanką emocji negatywnych i pozytywnych. Ta ambiwalentność uczuć, będzie niestety bardzo negatywnie na nie wpływać.

Ale to nie wszystko. Zdaniem Juula kobiecy model miłości, to realizowanie jej poprzez dawanie, a w tym zawiera się też usługiwanie. Co za tym idzie, matka może zacząć prezentować wobec dzieci nie tylko model służalczości, bo pokazuje, że kiedy kocha, robi często rzeczy, których nie zawsze chce robić. Co więcej, ten schemat zaczyna utrwalać się w kolejnych pokoleniach, w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego (Nr 22 (3281), 27 maja 2012) mówi: „Ofiar­ni­cza po­sta­wa ko­biet przy­czy­nia się do ma­so­wej pro­duk­cji męż­czyzn, któ­rzy nigdy nie do­ra­sta­ją. Wielu męż­czyzn (w Pol­sce, z tego, co ob­ser­wu­ję – więk­szość) osią­ga men­tal­ny wiek 16 lat, a potem się za­trzy­mu­je. Nie po­tra­fi o sie­bie za­dbać. I nie mam na myśli tylko ugo­to­wa­nia jajka. Po­wie­dział­bym więc, że los nas wszyst­kich za­le­ży od spo­so­bu, w jaki funk­cjo­nu­ją ko­bie­ty.

Nierówny podział ról i zmęczenie kobiety będzie też prowadził nieuchronnie do kłótni i coraz większych nieporozumień w związku. Należy pamiętać, że niewyspana i czująca osamotnienie mama, będzie coraz bardziej sfrustrowana. Negatywne emocje z pewnością odbiją się wówczas na relacji. Dlatego warto zrozumieć sytuację i spróbować jej przeciwdziałać lub po prostu ją zmienić.

Co powinniśmy zrobić, aby nie dopuścić do sytuacji, w której kobieta przejmuje wszystkie rodzicielskie obowiązki?

Musimy nauczyć dzielić się obowiązkami, ale nie w taki sposób, że mama robi wszystko , a tato od czasu do czasu pomaga. Odpowiedzialność rodzicielska powinna ciążyć na obu stronach, nikt nikogo nie może z niej zwolnić. Kobieta nie powinna zawłaszczać wszystkich obowiązków dla siebie, bo tak podpowiada wzorzec kulturowy, bo w końcu sama z nimi zostanie. Chociaż ciężko, bo matka odczuwa mocno potrzeby swojego dziecka, to jednak warto aby pokazywała partnerowi, że ta samo jak on czegoś nie potrafi, że kąpiel nie wychodzi, że nie jesteśmy doskonałe w przewijaniu czy pielęgnacji, że nie wiemy czy szczepić, czy nie szczepić. W ten sposób mężczyzna będzie mógł powoli przejmować swoją porcję odpowiedzialności. Należy tutaj pamiętać, że obowiązki przy niemowlaku to nie te same obowiązki, jakie będą przy 5-cio, a potem 10-cio czy 16-sto letnim dziecku. Jeśli zaangażowanie ojca zostanie zmiażdżone w zarodku, na samym początku, to pojawia nam się postać samotnej matki w pełnej rodzinie, która będzie jedyną odpowiedzialną osobą w opiece nad dziećmi, mimo, że ojciec jest w domu.

Mężczyzna musi również doświadczyć bliskości z dzieckiem, musi mieć szanse zostać z nim czasem sam na sam, musi być wystawiony na próbę płaczu i głodu, i musi sobie z tym wszystkim poradzić. Kobieta ma to szczęście, że nosi dziecko w brzuchu przez 9 miesięcy, a potem przez kolejne (najczęściej) karmi je piersią. To co Mama dostaje w sposób naturalny, niejako z góry, nie jest dane od razu Tacie. On musi się tego wszystkiego nauczyć, musi tego doznać, aby móc odczuwać bliskość równą bliskości, jaka łączy matkę z dzieckiem. Dlatego Mama powinna wychodzić z domu, zostawiać malucha z Tatą, zamykać drzwi i zapominać o wszystkim na kilka godzin. W tym czasie Tato powinien spędzić trochę czasu z dzieckiem, powinien mieć szansę sprawdzić się w tej roli bez Mamy.

I to, co zostało już powiedziane – nie zmuszać, tylko stwarzać sytuację, w której w naturalny sposób mężczyzna będzie mógł wejść w rolę ojca i przejąć odpowiedzialność. Ułatwieniem będzie tutaj wspólne podejmowanie decyzji, okazywanie początkowo naturalnej bezradności przez Mamę. To wszystko powinno spowodować większe zaangażowanie taty.

Podsumowując, bardzo często my Mamy przejmujemy inicjatywę. Dlatego, że mamy silną osobowość i lubimy dowodzić, albo dlatego, że bycie Mamą tego po prostu wymaga, albo dlatego, że po prostu zostajemy z wszystkimi obowiązkami same. Niestety, nie w każdej sytuacji możemy zadziałać, ale  w wielu przypadkach kobieta również ponosi odpowiedzialność za obciążenie siebie zbytnią ilością macierzyńskich obowiązków. Dlatego warto jest się dzielić, warto dać Tacie tzw. „pole do popisu”, bo przecież on równie dobrze jak Mama da sobie radę!

Bądź towarzyski, podziel się!