Jakiej zabawy dziecko najbardziej potrzebuje? 1

Czasy się zmieniły. W świecie przeładowanym technologią, ciągle w pośpiechu, ciągle w stresie, możemy zapomnieć o tym, co jest naprawdę ważne…

Moje życie uległo zmianie dokładnie o 07:11, 15 kwietnia 2014. Ja, ciągle aktywna i zapracowana, biegająca do pracy praktycznie do dnia porodu
(nigdy tego sobie nie wybaczę…), zostałam mamą. Wkroczyłam w nowy świat, gdzie życie tego 3,5-kilogramowego cudu, zależało ode mnie – karmicielki, opiekunki, nauczycielki, ale przede wszystkim mamy. Pamiętam, że bałam się, że za mało je, że nie urośnie, że jest taki malutki i drobny, że mogę mu niechcący zrobić krzywdę. A teraz leży na moich kolanach, waży 7 kg (po niecałych 3 miesiącach), drobnymi rączkami trzyma moją bluzkę i (właśnie) śmieje się przez sen. Nauczył się już wielu rzeczy, tak szybko, że nawet nie wiem, kiedy to się stało. Mały bobasek ogląda świat z szeroko otwartymi oczami, uważnie rozglądając się na wszystkie strony. Potrafi już chwytać i łapie pieluchy, które ściąga z grzejnika przy przewijaku, gadając przy tym po swojemu i śmiejąc się pełnią swojej pyzatej, dziecięcej buźki. Potrafi też leżąc w łóżeczku ruszać zabawkami i krzyczeć z radości w niebogłosy. To dobrze, że może się sam czymś zainteresować, bo rozwija w ten sposób swoją samodzielność. Nie można mu tego odebrać, dlatego dostaje troszkę czasu na tą dziecięcą, aktywną zabawę (oczywiście pod czujnym okiem dorosłych).

A poza tą zabawą, kiedy nie śpi, spędza cały czas z nami. Gadamy do niego na okrągło, nosimy na rękach, oglądamy czarno-białe wzorki w książeczkach, pokazujemy świat. Bo po to jesteśmy, po to nas ma. Aż łezka kręci mi się w oku, kiedy pomyślę, że ten maluszek w pełni zależy w tej chwili od nas, bo sam się przecież nie nakarmi i nigdzie sam nie pójdzie. To my decydujemy ile zje, co zobaczy, ile usłyszy. Oczywiście, jak to nazywa mój mąż, nie ‘przestymulowywujemy’ Adaśka, czyli nie fundujemy mu zbytniej ilości bodźców, które mogłyby przytłoczyć tą małą 3-miesięczną główkę. Z drugiej strony doskonale rozumiemy, że nasze rodzicielskie zadanie polega w znacznej mierze na pokazywaniu świata. Dlatego nie szkoda nam czasu na zabawę, bo dzięki niej się uczy. Mój synek nie lubił leżeć na brzuszku, ale codzienne ćwiczenia pod opieką taty, spowodowały, że na początku trzeciego miesiąca Adaś sam wykombinował sobie, jak z pomocą nóżek przewrócić się na plecki. I dalej pewnie zbyt długo nie poleży na brzuszku, ale za to potrafi się przewracać. Z kolei zabawy z naszą ulubioną czarno-białą piłką (za 10 zł ;-) )nauczyły go już dawno temu skupiać wzrok na przedmiotach, ba potrafi ją nawet kopać jak Zinedin Zidan;-) (jak się tego nauczył nie wiem, ale wygląda ciekawie). Dzięki noszeniu na rękach (jakże krytykowanym przez niektórych..), już w 6 tygodniu po porodzie potrafił utrzymywać, ciągle jeszcze chwiejącą się główkę, bo to mu przecież pozwalało zobaczyć otoczenie z innej perspektywy.

Czas, który spędzamy bezinteresownie z naszym maluchem, to inwestycja w jego przyszłość. Nie szczędźmy go, nie rezygnujmy z chwil, kiedy możemy naszemu dziecku udzielić pierwszych lekcji. Pokazujmy ile się da. Mówmy na okrągło o wszystkim, choćby to miały być (w tych pierwszych miesiącach życia) jakieś głupoty. Bo warto, bo rośnie nam mały człowiek i to od nas zależy, jak szybko pozna ten wielki świat :-)!

Ps. A już jutro zamieszczę tekst psychologa, o tym jak możemy się z naszym maluszkiem bawić :-)

Maja

Bądź towarzyski, podziel się!