Co zrobić, kiedy płacz dziecka doprowadza Cię do szału? 0

Zdarza się czasem taki wieczór, kiedy czujesz, że jeszcze chwila, a wybuchniesz. Jeszcze kilka sekund a sam(a) zaczniesz krzyczeć. Że już dłużej tego nie zniesiesz… Przez to wszystko przechodzi każdy z nas. Wyjątki zdarzają się niezwykle rzadko. Trzeba mocnych nerwów i dużo spokoju, żeby to przetrwać, żeby wygrać próbę, jakiej poddaje nas nieustannie małe, wrzeszczące niemowlę…..

Płacz niemowlęcia

jest „skonstruowany” w taki sposób, aby denerwował. Poważnie! Ma nam podnieść tak ciśnienie, abyśmy reagowali. Bo gdyby dzieci nie wyły, nie darły się, nie kwiliły to dorośli mogliby o nich zapomnieć. Krzyk ma zapewnić im bezpieczeństwo i pełen brzuszek. To jedyny sposób w jaki malec może zakomunikować, że coś jest nie tak, jest głodny, czy że np. coś go boli. To instynkt przetrwania.

Płacz noworodka częstokrotnie doprowadza rodziców do takiego stanu, że nie kontrolują swoich emocji, krzyczą lub potrząsają dzieckiem. Może zakończyć się bardzo źle. Zdarzają się straszne rzeczy. Dzisiaj jednak postanowiłam, że napisze o normalnych domach i normalnych rodzicach, których niestety czasem też i szlag trafia, kiedy dziecko wyje w niebogłosy.

Rozstrój nerwowy

Nikogo nie rozgrzeszę i nawet tego nie planuję. Nie mam jednak też zamiaru oskarżać. Abstrahując od różnic osobowości, naszych doświadczeń i rodzin, w jakich się wychowaliśmy, w momencie, kiedy zostajemy rodzicami po raz pierwszy doświadczamy permanentnego przemęczenia i nierzadko musimy wykazać się ekstremalnym wręcz wysiłkiem. Kochamy nasze dzieci nad życie (pisze o normalnych domach, a nie o patologicznych rodzinach), będąc jednak na skraju wycieńczenia, możemy popełnić naprawdę straszne rzeczy.

Kontrolowanie emocji

Kontrolujemy nasze emocje lepiej lub gorzej. Nasze dzieci są też różne. Znam noworodki o których rodzice mówili: „Gdyby Krzyś urodził się jako pierwszy, to więcej dzieci byśmy nigdy nie mieli”. Znam też i takie, które praktycznie nigdy nie płakały, przesypiały całą noc i spokojnie można byłoby je nazwać dziećmi „bezobsługowymi”. Najczęściej jednak jesteśmy w tej średniej grupie. Czytaj: standardowy noworodek, budzący się od kilku do kilkunastu razy w nocy, wieczorem ma kolki i często płacze.

Bywają więc chwile kiedy nawet ten najbardziej opanowany i spokojny rodzic, czuje, że coś w nim pęka, że jeszcze sekunda, a wyjdzie z siebie i stanie obok, że już nie może wytrzymać.

Wyjdź z pokoju

Moje ostatnie miesiące były ciężkie, głównie dlatego, że a-mało śpię, b- jestem strasznie przemęczona i c- niestety ciągle też choruję. Nigdy nie czułam się gorzej… Ok., nie narzekam, bo wiem, że to minie. Chciałabym jednak napisać Ci, że miewałam chwile, kiedy już mnie prawie coś trafiało. Tak, były chwile, kiedy o północy pragnęłam, żeby to małe wrzeszczące CÓŚ w końcu poszło spać, a ono właśnie wtedy miało ochotę się wywrzeszczeć i wyryczeć….. Czułam, że jestem na krawędzi załamania nerwowego, wymieszanego z wściekłością, jakbym siedziała na skrzynce dynamitu, który lada moment wybuchnie…. Kiedy w domu był T., to jakoś się dzieliliśmy noszeniem i było ok. Kiedy jednak wyjeżdżał, zostawałam z problemem sama. Wtedy jedyną rzeczą, jaka mi przychodziła do głowy było – po prostu wyjść z pokoju na jakąś chwilę, zamknąć drzwi, ochłonąć, zaczerpnąć powietrza. Czasem szłam do łazienki po prostu umyć sobie twarz. Nie, nie jestem aż taka zła, jak myślisz ;-) Po prostu wiem, że zdenerwowana nigdy nie uspokoję mojego dziecka. Lepiej jest zostawić je płaczące na chwilę w bezpiecznym miejscu, i pójść samemu się uspokoić. Kiedy będę zdenerwowana i zła to nigdy tego nie zrobię.

Znam też ojców, którzy w takich sytuacjach, musieli wyjść z pokoju i szturchnąć stół czy krzesło. I wiesz co? To jest ok! Wszystko jest ok., jeśli nie krzywdzimy dziecka.

Bo każdy rodzic z niemowlakiem w domu może znaleźć się w sytuacji, kiedy puszczają mu nerwy. Jeden potrafi szybko ochłonąć, inny musi się na czymś wyładować. I w żadnym przypadku nie wolno mu się wyładować na dziecku, które przecież jeszcze totalnie nic nie rozumie.

Jak radzić sobie z płaczącym dzieckiem?

Nasz cel wygląda tak: Musimy być nie tylko spokojni, ale jeszcze do tego uspokoić dziecko. Nie ma innej możliwości. Zdenerwowany rodzic nie zrobi nic dobrego. Nie tylko może stać się niebezpieczny dla dziecka, ale dodatkowo jeszcze bardziej je przestraszyć czy rozzłościć….. Nasza złość to niestety droga donikąd…

Musimy więc uspokoić najpierw siebie, aby mieć siłę psychiczną do uspokojenia dziecka….. To tak, jak z lotem samolotem. Jeśli zajdzie potrzeba założenia maski z tlenem rodzic zakłada ją najpierw sobie, a dopiero potem dziecku. Nie odwrotnie. Martwy na nic się nie przyda ;-)

Wyjdź z pokoju

Tak, jak wcześniej napisałam. Wyjdź, aby trochę ochłonąć…

Uspokój się!

To jest najtrudniejsze, co musimy zrobić. Jak do cholery jasnej mamy się uspokoić, jeśli wszystko wyprowadza nas z równowagi? Jeśli nie mamy gdzie i jak odpocząć? Jeśli nie możemy się nigdy wyspać? Jeśli jesteśmy już na skraju………………………………….?

Wiesz, że to największe wyzwanie rodzicielstwa? Pozostać spokojnym, niewzruszonym, odpornym na wyzwanie, jakiego dostarcza nam wrzeszczące w niebo głosy dziecko? My rodzice musimy temu sprostać. Musimy ćwiczyć naszą siłę woli, opanowanie, zrównoważenie. Musimy wzrastać w tym naszym rodzicielstwie i zmieniać się. I to wszystko jest cholernie trudne. Musimy odnaleźć „metodę” na uspokojenie się, miejsce gdzie wyjdziemy na 5 minut, po których wrócimy jako nowi-my, spokojni i opanowani, aby stawić czoła temu małemu żywiołowi…..

Pozwól dziecku popłakać!

Wszyscy Ci próbują wmówić, że nie będziesz dobrym rodzicem, jeśli pozwolisz dziecku na płacz. A wiesz co ja Ci powiem? Że czasem nie masz na to wpływu! Że to często nie zależy od Ciebie! Że czasem po prostu nic z tym nie zrobisz! Jeśli więc do kompletu puszczają Ci nerwy, to po prostu wyjdź! Daj się wypłakać, oczywiście w granicach rozsądku. Mówi się trudno ;-) Bylebyś uniknęła bycia „męczennicą”, bo taka postawa ma raczej więcej złych konsekwencji niż dobrych. I nie czuj się z tego powodu winna!

Zmuszanie dziecka do nie-płakania wcale nie jest takie dobre!

Dzieci również się stresują i muszą mieć możliwość na wyrażenie tych emocji. Tym sposobem jest właśnie płacz. Jeśli więc usilnie je kołyszemy i mówimy „nie płacz!”, dajemy mu do zrozumienia, że to jest złe. A dziecko nie wie co ma zrobić, bo ono tego wszystkiego po prostu nie zrozumie….

„Wyżyj się”!

Tak, pisze to na poważnie. Jeśli tylko możesz wyjdź z domu, pobiegaj, pójdź na fitness czy na zakupy. Macierzyństwo, rodzicielstwo w ogóle naraża nas na straszny stres, jesteśmy non stop zmęczeni. Każdy potrzebuje od czasu do czasu chwili dla siebie, a kiedy negatywne emocje, w tym właśnie stres narastają, najlepsza rzeczą, jaką możemy zrobić to po prostu pójść poćwiczyć J

Przejdź się! 

O tym pisałam ostatnio. Nawet jeśli nie masz żadnej pomocy, a dziecko płaczem doprowadza się do szału, po prostu zapakuj siebie, dziecko i pójdźcie na spacer. Może akurat właśnie tam maluch zaśnie, a ty zaznasz trochę ukojenia i relaksu?!

Posłuchaj muzyki!

A może muzyka ukoi Twoje nerwy? Jak nie ukoi, to przynajmniej zagłuszy trochę płacz. Załóż słuchawki, włącz muzykę, przy której lubisz tańczyć, albo która Cię relaksuje i wyluzuj matka ;-)W końcu najlepszy przyjaciel mamuśki to telefon ;) , czyż nie? Nagraj więc na niego coś fajnego :-)

Posłuchaj relaksacyjnego audiobooka!

Jeśli będziesz słyszała w trakcie krzyku to ok. ;-) A tak na poważnie polecam posłuchać w chwilach wytchnienia. Pozwoli Ci się trochę zrelaksować :-))) – Polecam Ci ten artykuł: Matka i stres. Co zrobić aby nie oszaleć?

Zrób kilka wdechów i wydechów!

Powoli i głęboko, zaczerpnij powietrze, pozwól napełnić się Twoim płucom, podnieść przeponie, a potem powolutku wypuść to powietrze. I powtórz to kilka razy. Jedna z bardziej znanych metod radzenia sobie ze stresem ;-)

I to chyba wszystko!

AAAA, bym zapomniała :-))))) Oprócz powyższych technik – pomyśl, że nie tylko ty tak masz, ale i miliony innych rodziców, przeżywają ten sam koszmar. Oni też się czują winni, kiedy płacz i krzyk dziecka podnoszą im ciśnienie, oni też muszą opanować złość i przejść nad nią do porządku dziennego :-) Bo takie jest przecież życie rodzica!

Bądź towarzyski, podziel się!