Co zrobić, aby powrót do pracy po urlopie macierzyńskim był jak najlepszy? 0

Trochę śmiać mi się chce z samej siebie, jak czytam ten wybrany przeze mnie tytuł, bo przecież powrót do pracy dopiero przede mną. Jak więc ja, niedoświadczona w powrotach w ogóle mogę coś poradzić? Ale co tam, odważna jestem i pomysłów mi nie brakuje, więc coś wymyślę i postaram się doradzić i Wam i samej sobie przede wszystkim ;-). A jak już wrócę do roboty, to za jakiś czas napiszę kolejne odcinki „powrotów”.


Czego mama się boi, gdy ma wrócić po urlopie macierzyńskim do pracy?

Na własnym przykładzie – całego mnóstwa rzeczy ;-). Że zapomniała, jak się pracuje, że nie będzie jej się chciało wstać z łóżka o 06:30, że będzie niewyspana i zmęczona, a przez to mniej efektywna, że firma się zmieniła, a ona nie wie co się dokładnie dzieje, ale przede wszystkim, że musi zostawić swój mały skarb pod czyjąś opieką. I o ile z tymi wszystkimi wcześniejszymi problemami jakoś sobie na pewno poradzimy, o tyle najgorsza zawsze wydaje nam się rozłąka z dzieckiem. Bo niby jak to teraz ma być….? Będę w biurze, a mój synek zostanie sam? Do tej pory miał mnie na wyłączność…. Ach te dylematy, jest ich tak wiele, że pod koniec mojego urlopu zaczynają mi się śnić same koszmary…;-)

Ale jak zwykle szukam rozwiązań…

BeMam’owe sposoby na ich rozwiązanie powrotowych problemów

1. Znajdź sobie dodatkowe zajęcie na macierzyńskim

O tym pisałam już ostatnio (Dlaczego warto „coś” jeszcze robić na urlopie macierzyńskim?) i nadal utrzymuje, że jest to świetny sposób, aby po prostu nie zapomnieć o pracy. Dodatkowe zajęcie jak nauka, blog, wykonywanie drobnych rzeczy pozwala nam się bardziej ‘zebrać’, zorganizować i przede wszystkim motywować do dalszych działań. Nawiązując do opisywanej przeze mnie pracy nad blogiem – ja po prostu cały czas mimo wszystko czuje się tak, jakbym pracowała, w okrojonym czasie oczywiście, ale mimo wszystko dziennie wysyłam sporo maili, codziennie pracuje nad nowym tekstem, szykuję akcje, itp. itd. Szczerze mówiąc nie boję się aż tak bardzo powrotu do biura, bo i tak częściowo nadal w nim jestem ;-)

2. Zrób z powrotu stopniową zmianę

Kolejna opcja jest polecana przez wiele osób. Do pracy możemy powrócić (jeśli oczywiście się da, bo tak – zawsze może być jakieś „ale”) stopniowo. Może zacząć od ½ lub ¾ etatu na początek? A może pracujecie w korporacji i będziecie mogły częściowo pracować z domu? A może zostanie Wam jeszcze zaległy urlop? – Dlaczego nie zafundować sobie na początek kilku tygodni, gdzie przez 2-3 dni będziecie pracować, a przez pozostałe będziecie miały wolne? Tu oczywiście będzie problem – co zrobić w tym czasie z maluszkiem? Jedno z rozwiązań, jakie przychodzi mi do głowy to po prostu podzielić się z tatą, czyli i on i wy będziecie w określone dni tygodnia na urlopie. Ewentualnie to może być czas na wdrażanie do pracy opiekunki, która przychodziłaby po prostu na część tygodnia. Są też i żłobki, do których dziecko może przychodzić na początku tylko w wybrane dni. Po prostu kombinujemy i szukamy kreatywnych rozwiązań :-). Inaczej się nie da ;-)

3. W trakcie urlopu spotkaj się 2-3 razy      ze swoim przełożonym

Może nie macie na to ochoty? Może myślicie, że to wariacki pomysł? Ja mam takiego szefa, że po prostu chciałam się z nim spotkać i pogadać, o powrocie, o firmie, itp. itd. Faktycznie zaglądałam do firmy w trakcie mojego macierzyńskiego kilka razy, bo chciałam odwiedzić ludzi, zapytać się jak im się pracuje, co robią. Takie podejście da Wam sporo wewnętrznego spokoju, zrobicie rozeznanie, będziecie wiedziały do czego wracacie. Po co fundować sobie stres związany z niewiedzą i niepewnością?:-)

4. W pierwszym miesiącu wyluzuj

Myślę, że nikt nie oczekuje od nas, że już pierwszego dnia po powrocie do pracy będziemy działały na pełnych obrotach. Takie oczekiwanie wobec siebie, że wróciłyśmy, to musimy być super, bo przecież tyle nas nie było, będzie ponownie powodować niepotrzebny stres. Motywuje Was stres? Bo mnie nie. Wolę czuć się komfortowo, gdy pracuję, bo wtedy daję 100%, a nawet 200% siebie. Jednym z gorszych de motywatorów jest stres. Jeśli będziemy oczekiwać od siebie niemożliwego, to gwarantuje że tylko niepotrzebnie będziemy się denerwować, a przy tym też gorzej działać. Jak to się potocznie mówi: „Tylko spokój nas uratuje”. Dlatego luzujemy Drogie Panie. Pierwszy miesiąc to czas na wdrażanie się z powrotem do pracy, przyzwyczajanie się do obowiązków. A w głowie powinna być cały czas myśl, że w domu lub żłobku czeka na nas ktoś malutki, do którego musimy wrócić i to jemu się należy 100% nas. Myślę też, że po pierwszym miesiącu będziemy już odpowiednio, na nowo ‘zakorzenione’ w pracy :-). I oby tak było :-).

 5. Kiedy najdą cię wątpliwości: „Co ja tutaj robię?”, pomyśl że wróciłaś do pracy dla siebie i swojego dziecka

Uwielbiam podejście skandynawskiego psychologa i pedagoga Jaspera Juula. Powiedział kiedyś, że pierwszą rzeczą, którą powinna zadać sobie każda kobieta, w tym szczególnie matka, jest zadanie sobie pytania: „Czego chcę?”. Warto, abyśmy zadały sobie to pytanie w kontekście pracy. Czego chcę? Dlaczego tutaj jestem? Gwarantuję, że w większości przypadków odpowiedź będzie dotyczyła pieniędzy i rozwoju. Pracujemy, żeby żyć, a nie na odwrót. Pracujemy, żeby zaspokoić w pierwszej kolejności poczucie bezpieczeństwa (sobie i dziecku). W dalszej kolejności pracujemy, żeby się spełnić. I o ile ta pierwsza potrzeba będzie dla wszystkich taka sama, o tyle w przypadku drugiej możemy się różnić, bo nie każda z nas ma potrzebę awansu i wielkiego rozwoju zawodowego. Jednak zapewnienie bytu dziecku, jest tym, co motywuje bardzo silnie. „Czego chcę od pracy?” i „Co ja tutaj robię?” to dwa pytania, na które warto znaleźć odpowiedź. I niech ta odpowiedź brzmi” „Jestem tu dla siebie i dziecka”. Jeśli będzie taka, przypuszczam, że wszelkie wątpliwości znikną bardzo szybko J

Ja powoli szykuję się do powrotu (już za tydzień), liczę dni do momentu, gdy znowu wiele się zmieni. Bo tak jak pisałam ostatnio, jestem przede wszystkim mamą, na nowo będę również kobietą pracującą i nie zamierzam zrezygnować z bycia blogerką :-). I znowu będę szukać rozwiązań. BeMam jest po to, żeby się nimi dzielić. Gdyby było zbyt łatwo, to nie miałabym przecież o czym pisać ;-)

 

Bądź towarzyski, podziel się!