Cesarka to gorszy poród 5

Leo przyszedł na świat 9 maja o 6.44 rano. Adaś urodził się 15 kwietnia 2014 o 7.11. Do szefa ostatnio piszę: „My child was born”, czyli coś w stylu „Moje dziecko urodziło się…”. I ciągle w kółko piszę i powtarzam „moje dziecko urodziło się/ moje dziecko przyszło na świat”.

Siedzę dzisiaj o 5 rano, karmię Leo, i nagle jak grom z jasnego nieba dociera do mnie, że ja się pod tymi moimi porodami zupełnie nie podpisuję. Moje dzieci przyszły na świat, zstąpiły z niebios i są. A moja robota przy tym wszystkim? W końcu w obu przypadkach przeszłam cały, fizjologiczny poród, który niestety musiał się zakończyć cięciem. Nacierpiałam się przecież nieźle, nie tylko w trakcie prób porodu naturalnego, ale i po, kiedy goiła mi się rana. Jestem zadowolona z tych cesarek, nawet lubię, kiedy wyciągają mi te moje maluchy z brzucha. Tylko przy tym wszystkim ciągle jeszcze nie dociera do mnie, że mając cc również urodziłam moje dzieci. I mam takie samo prawo, jak inne matki, aby powiedzieć „urodziłam”. Tymczasem w kółko powtarzam, że Adaś i Leo sami się urodzili. Czy ze mną jest coś nie tak?

Gorszy poród

Kiedyś obiecałam sobie, że napiszę tekst w obronie cesarki i właśnie to robię. Tylko piszę go wtedy, kiedy do mnie samej dociera, że ja również, wbrew moim wieloletnim przekonaniom, mam problem z nazwaniem jej wprost i wobec, najzwyczajniej w świecie, normalnym porodem. Zupełnie tak, jakbym nie miała do tego prawa.

A przecież od lat wkurzam się o to, co jest wypisywane przez niektórych w sieci, że tylko ta co rodzi naturalnie, jest prawdziwą matką. Bo według mnie nie jest. Tzn. jest w sensie formalnym, na papierze. Ale w takim samym jest też ta po cesarce. Czy to już uprawnia nas do mówienia, że jesteśmy prawdziwymi matkami? Nie!

Kobieta prawdziwą matką staje się wtedy, kiedy kocha i dba o swoje dzieci. Prawdziwą matką nie czyni nas rodzaj porodu, metoda karmienia, siedzenie w domu czy w pracy, tylko prawdziwe macierzyństwo, kiedy kochamy, wychowujemy nasze dzieci, sprzątamy po nich i karmimy, i po prostu nasze życie już bez nich nie istnieje. Prawdziwego macierzyństwa nie da się tak łatwo opisać, zdefiniować. Nie da się wsadzić w sztywne ramy. Nie rządzi nim zasada, że tylko poród siłami natury uprawnia do mówienia: „jestem matką, urodziłam moje dziecko, dałam życie”. Poza tym, czy są to dzieci urodzone przez nas, czy adoptowane, to według mnie sprawa drugorzędna. Prawdziwe macierzyństwo określa się na skali miłości, a nie poświęcenia czy formalnego, fizjologicznego porodu.

I pewnie stracę tym wpisem kilka czytelniczek, może ktoś się na mnie obrazi, ale muszę to napisać. Powiem prosto i bez owijania. Wkurzają mnie matki, które mówią, że ponieważ urodziły swoje dzieci naturalnie, to są lepsze. W czym są lepsze? W tym, że porównują się z innymi w kategorii „rodzaj porodu”, a następnie same wyciągają wniosek i zwycięzcę? A może w tym, że lepiej wytykają, kto jest lepszy a kto gorszy? A może w niewiedzy na temat tego, dlaczego w niektórych przypadkach musi być zastosowane cięcie? Czy w braku tolerancji i zrozumienia drugiego człowieka? Może to u nas narodowe, że mamy taką potrzebę obrzucania innych błotem i mówienia, że w czymś, choćby to była najbardziej idiotyczna rzecz na tym ziemskim padole, jesteśmy lepsi? Poprawia nam to nastrój? Podnosi samoocenę? Sprawia, że lepiej się autoprezentujemy? A czy wiemy, że tak naprawdę przegrywamy wtedy na całej linii?

Cesarka to poważna operacja. Dają Ci znieczulenie ogólne albo miejscowe w kręgosłup. Monitorują czynności życiowe. Nacinają kilka powłok brzusznych, w końcu wyrywają dziecko z brzucha. Zaszywają, a po kilku godzinach każą wstać o własnych siłach i zająć się maluchem, kiedy Ty jeszcze telepiesz się z emocji, nie masz siły i czujesz, jakbyś pękła w pół.

Poród naturalny to tak samo trudne i obarczone ryzykiem przeżycie. Jedne kobiety rodzą łatwiej, inne w strasznym bólu. W niektórych przypadkach trwa kilka chwil, w innych kilka dób. Może zakończyć się nacięciem czy nawet rozerwaniem krocza, jest obarczony ryzykiem powikłań, bo nie widać pępowiny i pewnych rzeczy nie jesteśmy po prostu w stanie przewidzieć.

Ale generalnie bez względu na rodzaj, czy to naturalny czy też przez cięcie, poród jest bardzo trudnym i bolesnym przeżyciem dla każdej kobiety. Dlatego właśnie powinnyśmy być solidarne, bo każda z nas cierpi na swój sposób, każda z nas musi potem dojść do siebie i zacząć się opiekować dzieckiem. W tym wszystkim, bez względu na towarzystwo, jakie mamy, każda z nas jest sama, bo to my rodzimy, nie mąż, nie lekarz i nie położna. To my potem musimy się zebrać w sobie i zacząć jeszcze trudniejszy etap, jakim jest macierzyństwo. Bądźmy więc dla siebie wyrozumiałe i wspierajmy się Mamy, bo nie ma lepszych i gorszych porodów, są tylko kobiety, które po tym wszystkim strasznie kochają swoje dzieci….

Bądź towarzyski, podziel się!