A mój brzuch jest nieidealny po ciąży…. 3

Dziś jest jeden z tych dni, kiedy po nieprzespanej nocy (bo Leo chory więc kilka nocy z głowy) próbuję zebrać do kupy, choć mam wrażenie, że rozpadam się na milion kawałeczków, z których niewiele da się już skleić….. Na szczęście to dzień wolny od pracy, więc mogę sobie odpuścić. Pozostaje więc: bawienie się z dziećmi, bieganie za rowerem Adasia, pilnowanie, aby Leo nie kombinował przy schodach, gotowanie obiadu i ogarnianie domu, gdzieś pomiędzy 3 a 4 kubkiem kawy, która już nie pomaga. Gdyby jednak był to poniedziałek lub wtorek, resztkami sił próbowałabym się skupić na pracy, która wymaga ode mnie nie tylko wielkiej koncentracji, wielozadaniowości, ale przede wszystkim odpowiedzialności za decyzje, jakie muszę podjąć. Taką drogę wybrałam i nie ma odwrotu.

Nie narzekam, życie obdarowało nas dwoma cudownymi chłopcami, w wieku 1 i 3. Było i jest hojne.  Więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Jednak w chwilach takich, jak ta, czasami chodzi mi po głowie pytanie: „A jak wygląda taka noc, czy dzień po takiej nocy u mamy-celebrytki, mamy-aktorki, mamy- znanej-sportsmenki?”. U nas zawsze tak samo. Jestem ja i mój maż, oboje zarobieni ostatnio do granic możliwości, staramy się sobie pomagać, choć czasem też niestety wymiękamy. Obraz brudnej kuchni, jaką widzieliście ostatnio na Facebooku, to niestety rzeczywistość i przykład na to, że musimy sobie dychnąć. Ale nie ma jak…

Jesteśmy zwyczajni. Nie udzielamy wywiadów, nie gramy w piłkę przy światłach reflektorów, nie sprzedajemy płyt w milionach, choć może i byśmy chcieli. Większość rodziców to zwyczajni ludzie, tacy jak my. Bez milionów na koncie, zespołu wykwalifikowanych opiekunek, 10 wózków wartości połowy samochodu, z debetem na koncie i jednym, niekończącym się marzeniem – żeby się w końcu wyspać.

Media potrzebują klikalności

A klikalnością, czyli otwieraniem linków do artykułów cieszą się np. posty z mamami-celebrytkami na spacerze z wózkiem, na plaży, czy pokazującymi idealny brzuch tydzień po porodzie.

Macierzyństwo jest jednym z obrazków idealnego celebryctwa i o ile w przypadku przeciętnej kobiety jest czymś zwyczajnym, o tyle w przypadku osoby znanej urasta do wysokiej rangi, nieprzeciętnego wysiłku, jest godne podziwu, pełne poświęcenia, jedyne w swoim rodzaju.

Media nie mają sumienia, nie znają wstydu, nie przyznają się do winy. Te same portale, które najpierw ochoczo promują znane mamy po ciąży, pisząc, jak ich ciało jest idealne, pokazują równie chętnie posty, które to krytykują. Gdzie tu sens? Jest jeden – więcej odsłon artykułu i jeszcze więcej, bo do artykułu doklei się reklamy i przepis na sukces gotowy.

Gazety piszą różne rzeczy, portale dopowiadają niestworzone historie. I to jest piękne, bo przyjemnie się patrzy na zadbane mamy, fajnie się o tym czyta. Czasem myślę sobie tylko, że niektórzy dziennikarze, skończywszy dopiero co studia i nie znając życia w pieluchach, przeinaczają rzeczywistość na potrzeby literackiej fikcji.

Media wprowadzają mamy w błąd, wywołują poczucie winy, promują ideał, którego tak naprawdę nie ma. Z każdej strony bombardują postami o idealnych znanych mamach, jakby to była bułka z masłem mieć płaski brzuch po porodzie czy gładką twarz, bez oznak zmęczenia. Kiedy czytam nagłówki „idealna mama”, „stylowa mama”, „pierwszy raz po ciąży pokazała brzuch! Ale figura!”, „Odsłania brzuch miesiąc po porodzie. ‘Opłaca się być aktywnym’. Fani w szoku: Nie ma śladu po ciąży!” płaczę ze śmiechu. Nie, nie z powodu tego brzucha, tylko talentu pisarskiego ich autorów. Bo naprawdę można wymyśleć coś lepszego.

Do mediów

Rzadko kiedy zdarza się taki cud, aby dziecko nie płakało i non stop spało. Rzadko kiedy zdarza się, aby mama tydzień po porodzie miała czas na wszystko. Przeciętna mama, ta bez stada opiekunek, trenerów i dietetyków, tydzień po porodzie nie jest idealna, ma wory pod oczami, bolą ją piersi i siedzi w rozciągniętej koszuli. Nikt za nią i jej męża nie prowadzi bloga, nie wozi dziecka po parku, nie gotuje i nie sprząta. Przeciętna mama z utęsknieniem spogląda na łóżko i marzy o śnie. Kiedy więc z każdej strony wyglądają na nią nagłówki, że ma być fit, płaska jak deska do prasowania, stylowa, zadbana och i ach to się zastanawiam, czy szanowne tabloidy nie mogłyby jeszcze dodać przepisu na to, jak to zrobić.

Brakuje mi celebrytki, no może poza Chylińską, która otwarcie powiedziałaby światu, jakie jest jej macierzyństwo. Nikt zapewne nie robi tego specjalnie, tak samo jak mało kto pewnie myśli, że może warto tą literacką fikcję odczarować dla dobra ogółu.

Dzisiaj pisze więc z apelem

Drogie Znane Mamy!

Wszyscy wiedzą, że i tak jesteście piękne i zadbane. Wszyscy Was kochają i podziwiają. Wszyscy i tak będą wchodzić na Wasze profile, klikać i dawać Wam like’i!

Dzisiaj chciałabym Was poprosić o jedną małą rzecz.

W was cała nadzieja! Lajków nie ubędzie, a raczej wykażą tendencję wzrostową! Powiedzcie tym zwykłym mamom, jak u Was naprawdę jest. Jeśli macie pomoc w postaci babci czy niani 24h, albo kiedy zajmujecie się dzieckiem zupełnie same. Powiedzcie, kiedy jest ciężko, kiedy nie przesypiacie nocy i powiedzcie też, kiedy możecie się wyspać. Powiedzcie, że możecie wyjść 2 tygodnie po narodzinach dziecka z domu na imprezę, bo maluch zostaje pod opieką najlepszej na świecie niani czy najcudowniejszej babci. Nie żywcie tłumów idealnym obrazem macierzyństwa, którego nie ma. Idealność jest do bani, szczególnie kiedy trzeba wstawać po kilkanaście razy w ciągu nocy, albo kiedy nikt nam nie pomaga. Media przeinaczają rzeczywistość, żywiąc ludzi obrazami, których nie ma.

Czekam na kogoś, kto znajdzie w sobie odwagę, aby powiedzieć, że media piszą bzdury i każdy obraz idealności sporo niestety kosztuje…. retuszu, ćwiczeń, czasu, zaangażowania innych, pieniędzy….

Ps. Na zdjęciu ja po drugiej ciąży, 4 dni po porodzie. Kiedy wróciłam do domu i przejrzałam się w lustrze miałam ochotę płakać. Brzuch się „nie wciągnął”, nie zniknął, sprawiał, że czułam się fatalnie. Do tego bolał mnie niemiłosiernie po cięciu, ale nie mogłam się położyć, bo w końcu mieliśmy już dwoje dzieci. Wtedy pomyślałam, że jedyne co mogę zrobić, jedyne słuszne i najlepsze rozwiązanie to zaakceptować go takim, jakie jest. To zdjęcie poszło w końcu na Facebooka z moim pozytywnym komentarzem. Pojawiło się pod nim wiele wpisów ku pokrzepieniu. Zdarzyły się i takie, które mimo wszystko podsumowywały, że brzuch jest wielki. Bo był, cóż na to mogłam wtedy poradzić ;-)))

Minęły tygodnie i miesiące, minął rok i powiem Wam, że brzuch się w końcu wchłonął, ale nie jest to ten sam brzuch, co przed pierwszą ciążą. Już nigdy nie będzie. W tym brzuchu mieszkało dwoje moich kochanych chłopców i on wcale nie musi być już idealny ;-) I nikt nie wmówi mi, że ma być inaczej ;-)

Bądź towarzyski, podziel się!